piątek, 3 stycznia 2014

-brak tytułu-

Speszyl 4 RinYoo

Czyli wymyślmy coś dziwnego na poczekaniu, bo dongsaeng nie ma głowy do paringów.
Zespół: VIXX; Super Junior
Paring: RaWon (Siwon x Ravi)
Typ: Lemon, OS
Narracja: Trzecioosobowa

- Gdzie to cholerstwo kurwa jest? - wywrzeszczał brunet, zakładając na szerokie ramiona ciemny, granatowy płaszcz.
- No ja go raczej nie brałem, sorki, mam swój.- prychnął w odpowiedzi młodszy, również zbierając się do wyjścia, przy okazji ze stołu porywając niewielkich rozmiarów, pomarańczowy notes z nabaźgranym na okładce napisem "HEECHUL".
- Niech to szlag.. - warknął towarzysz blondyna, przeszukując kolejne sterty dokumentów i gazet.
- Jak nie ma, to wykreślisz później. - jego rozmówca beznamiętnie wzruszył ramionami, wiążąc wysokie, militarne buty.
- Łatwo Ci mówić. - prychnął głośno brunet, przeczesując palcami krótkie włosy.
Po chwili obaj wyszli z niewielkiej plomby w typowo angielskim stylu, bez słowa rozchodząc się w dwóch kierunkach.
Brunet udał się w stronę centrum miasta, skręcając w pierwszą uliczkę w prawo za salonem fryzjerskim, a jego współlokator skierował się do parku.
Chmury przesłaniały listopadowe niebo, podczas gdy dwójka skośnookich mieszkańców tego niewielkiego miasteczka przemykała przezeń niepostrzeżenie.

***

Tego samego, mglistego ranka w zupełnie innej części tego miasta, na czwartym piętrze bloku przy jednej z głównych ulic, obudził się młody chłopak. Przetarł zalepione powieki i przeciągnął się długo.
- Hakyeon... - mruknął nad uchem chłopaka, który spał tuż obok niego.
Srebrnowłosy jęknął niezadowolony i nakrył się kołdrą po sam czubek głowy.
Siedzący obok niego uśmiechnął się szeroko otaczając go ramionami i wtulając głowę w pościel otulającą jego chłopaka.
- Hakyeon wstawaj leniu, kot Ci umrze jak nie wrócisz do domu i go nie nakarmisz. - zaśmiał się chłopak, targając dłonią swe włosy koloru świeżej marchewki.
Ten argument skłonił towarzysza, do rozbudzenia się. Podniósł się ociężale i westchnął podczas przeciągania.
- Wonsik... - warknął, chcąc zapewne sprawić wrażenie poirytowanego, jednak uśmiehnął się tylko i opuścił bezsilnie ramiona. - Chodź tu.
Chudziutkie ręce srebrnowłosego otoczyły chłopaka siedzącego obok, ten wtulił się zadowolony. Za oknem zaczynał kropić deszcz.

- Do wieczora, Hakyeonnie! - rudzielec pomachał za znikającą w słocie postacią w beżowym płaszczu.
- Ya, Wonsik, do wieczora. - rzucił ten przez ramię, unosząc na chwilę dłoń, po czym wpychając ją szybko spowrotem w kieszeń płaszcza.
Stojący w progu chłopak oparł się o framugę z rozmarzonym wyrazem twarzy wpatrując się w osobę skąpaną w deszczu.

Po południu sam wyszedł na miasto, korzystając z chwilowej przerwy w deszczu, który planował najprawdopodobniej przeobrazić się w nocy w potężną ulewę.
Narzucił na siebie skórzaną kurtkę i opuścił blok, porywając jeszcze na wszelki wypadek małą, skłdaną parasolkę.
Przeszedł wzdłuż wschodniej ściany centrum miasta, przy której lokowało się jego miejsce zamieszkania i dalej, wkraczając na ścianę północną. Skierował się do swojej ulubionej piekarni, którą odwiedzał przy każdej nadarzającej się okazji.

- Dzień dobry! - rudzielec wkroczył do wnętrza sklepu, co z resztą obwieścił przyjemny dźwięk dzwoneczka przy drzwiach.
- Dzień dobry, Wonsik! - zadowolony sprzedawca podszedł do lady, racząc swojego klienta ciepłym uśmiechem. - Co podać?

Chłopak wyszedł z piekarni, ściskając w rękach czekoladowy przysmak, prosto z pieca, wciąż parujący.
Po zaczęciu jedzenia, przeszedł w jedną z węższych uliczek, która kierowała do starej siedziby miejscowego banku. Budynek był teraz wystawiony na sprzedaż.
Okolica przyciągała urokiem; przez połacie zawilgłej ziemi ciągnęły się alejki usiane kasztanami i bukami, które tego dnia sprawiały wrażenie jakby wyrastały prosto z mgły.
Chłopak dziarsko brnął przez stosy brązowych, mokrych liści spowijających dróżki przecinające las za starym budynkiem banku. Wypiek, który dzierżył w swych drobnych dłoniach, nie tracił ciepła, a tylko objętość, natomiast  czekolada, wypływająca z pomiędzy ciasta, zdobiła coraz gęściej kąciki ust i brodę rudzielca.

Brunet w granatowym płaszczu, zatrzymał się przed piekarnią. Z uśmiechem wyminął ją, kierując się do starego budynku tutejszego banku.

Wonsik niespiesznie stawiał kroki, kierując się w okolice zakładu fryzjerskiego, spod którego miał tylko kawałek z powrotem do swego bloku.
Skończył konsumowanie przepysznej bułeczki w jednej z wąskich uliczek, doprowadzających do ulic równoległych do ścian centrum.

Brunet szybkim, pewnym krokiem dobył rudego chłopca.
- Wonsik? - zapytał niskim głosem, który zdawał się zagęszczać otaczającą te dwie postaci mgłę.
- Ya, znamy się? - widać było na pierwszy rzut oka, że chłopiec o marchewkowych włosach, był sporo młodszy od swojego rozmówcy.
- Jeszcze nie. Chodź. - brunet złapał dłoń chłopaka, dużo mniejszą od własnej.

Dwie postaci przemierzały coraz mniejsze uliczki, nurkując w głębię miasteczka. Deszcz znów zaczynał padać.
- Może się gdzieś lepiej schować? - rzucił rudzielec, do mężczyzny ciągnącego go za sobą.
- Po co, to tylko deszcz. - w odpowiedzi jego nowy znajomy tylko wzruszył ramionami.
Wonsik nie miał jak jedną ręką rozłożyć parasola, więc mimowolnie pozwalał coraz liczniejszym kropelkom otulać swoją twarz.

***

Przyparty do ściany chłopak, starał się w jakiś bystry sposób wymknąć się napastnikowi, jednak siłą nie dorównywał mu nawet w marzeniach.

Szerokie ramiona otaczały rudzielca, usta bruneta atakowały jego szyję, palce wędrowały pod jego czarną koszulą.

Granatowy płaszcz i skórzana kurtka spokojnie spoczęły na mokrym asfalcie.

Pomarańczowe kosmyki przylegały do twarzy Wonsika, strużki chłodnawej wody wyznaczały trasy na ciepłej skórze chłopca.

Opierał się teraz o mur tylko plecami, brunet uniósł go, wymuszając na Wonsiku to, by oplótł chudymi nóżkami jego biodra. Chłopal chcąc, nie chcąc, musiał wykonywać jego polecenia, zdając sobie sprawę, że w przeciwnym wypadku może zostać potraktowany dużo gorzej.

Mężczyzna oblizywał zachłannie prawie każdą kroplę, która przyzdabiała nagie obojczyki rudzielca. Przyciskał go do ściany, napierając równocześnie na wrażliwe podbrzusze chłopaka, przez co ten wydawał z siebie przeróżne westchnienia.

- Krzycz... - wysapał do ucha chłopca o marchewkowych włosach, opartego łokciami o obdartą ścianę, z dłońmi przyduszonymi do otwartych ust.
Wkrótce też, rozległy się głośne okrzyki chłopaka, zgodnie z rozkazem jego napastnika.

- Hakyeon!! - wrzasnął w końcu rudzielec, wijąc się na wszystkie strony, czując kumulujące się w jego wnętrzu podniecenie.
- Nie, jak już się drzesz, to "Siwon". - mężczyzna poruszał się w nim lubieżnie, w coraz zawrotniejszym tempie.
- S-Siwon... - wydusił z siebie chłopak, racząc spragnionego gwałciciela głośnym jęknięciem.

Pot mężczyzny mieszał się z chłodnym deszczem, który rozpadał się na dobre. Ciężkie oddechy dwóch osób, w nie uczęszczanej przez nikogo uliczce, milkły w szumie spadających kropel.

Dwa parujące ciała przylegające do siebie ściśle. Jedno w drugim. Brutalne, zrywne ruchy mężczyzny. Szarpiący się pod nim, rudy chłopiec, stopniowo wydający z siebie coraz to bliższe ekstazy dźwięki.

Motyle w brzuchu, długo wyczekiwany moment, jeszcze nieco przezroczysta, biaława, lepka ciecz,  znacząca partiami mur. Rzęsisty deszcz, który w mgnieniu oka spłukuje ją ze ściany.

- Połknij.
Rudzielec trzymany z tyłu głowy za włosy, wykonał polecenie bez wyraźnych sprzeciwów.
Brunet puścił go, by zaraz znów podnieść i rozkazać.
Seria mokrych pocałunków otulających szyję mężczyzny.

Język głęboko w buzi rudzielca, palce pieszczące jego twarde z zimna sutki, dwa oddechy, łączące się w jeden.

Mgła, która spowiła mokrą od deszczu ziemię.

***

Brunet otworzył drzwi mieszkania, w którym już przebywał właściciel notatnika podpisanego imieniem Heechul.
- Znalazłem. - rzucił zadowolony blond włosy współlokator, machając przed sobą błękitnym notatnikiem, na którym wielkimi literami zapisane było "SIWON".
- Mała szmato, miałeś go cały czas. - warknął brunet z mściwym uśmiechem na ciągle rozpalonych ustach.
- Wcale nie, był w łazience pod stertą brudnych ciuchów. - Heechul wywrócił oczami, podając nowo przybyłemu jego własność.

"Wonsik..." - myślał Siwon, wykreślając jedno z wielu imion na swej liście. - "Wykreślony."

Heechul otworzył własny notatnik, oglądając listę. Wziął w dłoń czarny długopis.

"Hakyeon..." - pomyślał w duchu. - "Wykreślony."

THE END
Sai

2 komentarze:

  1. Chyba trochę nie ogarnęłam >.<
    Ale to tylko przez to, że mieszałam się w imionach, bo żadnego z nich nie znałam...
    Ale oprócz mojego pogubienia się w imionach opowiadanie bardzo mi się spodobało ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. W-woah... komentarz *-* Dziękuję ;u;

    Sai

    OdpowiedzUsuń