Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lemon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lemon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 października 2014

"Not Only P.T.J." ~ OneShot

Szybciej.

Czyli wyścig z czasem i sofa w morku.
Zespół: B.T.S
Paringi: V-Kook
Typ: SMUT, LEMON, OS
Narracja: Trzecioosobowa

- Chodź, szybciej!
Niedelikatnie szarpie go za rękę, mkną jak małe chochliki.
- Chyba ktoś tu szedł...
- No to szybko!
Zatrzymują się na moment, dotarli do rozwidlenia. Taehyung wychyla się niepostrzeżenie, zerka w prawo, potem w lewo, nikogo - rusza pędem, wlokąc za sobą Jeongguka.
- Hyung, szybciej, chyba kogoś słyszałem!
Obracają się w biegu, rozglądają, pędzą bez opamiętania. Nikogo, na szczęście. Wbiegają za kulisy, jeden chaotycznymi ruchami odgarnia pudła i ciuchy z sofy, drugi drżącymi dłońmi przekręca klucz w zamku zatrzaśniętych pośpiesznie drzwi. Koniec końców, przerwa w nagrywaniu nie trwa długo.
Pstryk.
Teraz jest tylko ciemność i oni. Intuicynie czują swoją obecność, Jung Kook stojący przy drzwiach odwraca się i szybkim, pewnym krokiem podchodzi do siedzącego na częściowo odgraconej sofie. Siada okrakiem na jego kolanach, podciąga koszulkę do góry, starszy pospieszającym ruchem zszarpuje ją chłopcu z ramion. Uwolniwszy ręce, Kookie zarzuca je na szyję V, mierzwiąc bezcelowo jego włosy i delikatnie kręcąc ósemki biodrami.
- Hyung szybko...
- Nie wytrzymam długo.
Uspokaja go blondyn, wpijając się zachłannie w jego usta, bez zastanowenia, czy chwili zwłoki wsuwa między wargi chłopca język, dłońmi już błądzi po jego nagim ciele. Wkrótce i on zostaje pozbawiony górnej części garderoby, młodszy zsuwa się zgrabnie, lądując na kolanach pomiędzy udami Tae. Niecierpliwie całuje jego brzuch, oblizuje linię spodni, rozpina je i zsuwa razem z bokserkami. Nie ma czasu na gry wstępne. V ze zmrużonymi oczami znosi to, w jaki sposób maknae sprawia, że blondyn wije biodrami, mimowolnie gwałcąc z pełnią przyjemności jego usta. Łapie się makeriału okrywającego sofę, spina wszystkie mięśnie. Kookie z wprawą molestując męskość hyunga, pozbywa się niepostrzeżenie spodni, zaraz potem bielizny. Sięga dłonią do krocza, zaciska palce w akcie desperacji. W końcu starszy łapie krucze włosy chłopca i podciąga go do góry, brutalnie atakując jego wargi, własnymi. Chłopiec bez zaproszenia wpycha się na kolana Tae, przytrzymując jego przyrodzenie przy swoim wejściu i bez jakichkolwiek przygotowań nadziewając się szybko, i boleśnie. Pocałunek tłumi głośny jęk, Jeongguk niemalże sekundę później rozpoczyna spragnione ruchy biodrami, V dotyka dłońmi jego talię, brzuch, sutki.
- TaeTae...
Kookie nieprzerwanie się porusza, otacza szyję hyunga i zaczyna szybko unosić i opuszczać biodra, nierytmicznie, z zagryzionymi wargami, ponętnie, bez pamięci. Zmęczone mięśnie odmawiają posłuszeństwa, starszy przejmuje inicjatywę, czując przy tym przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Łapie spontanicznie biodra JungKooka, sam rozpoczynając frykcyjny pościg, prędko na zmianę wypychając i cofając własne biodra. Zaciska powieki, leciutko wbija paznokcie w pośladki maknae.
- Kookie, już, już zaraz...
Tłumione stękanie obu chłopców przerodziło się już w zrywne, niekontrolowane jęki.
- Aissh!
Jeongguk szybko zsuwa się z kolan Tae, trafia idealnie w moment - wyczekany, szaleńczo pożądany. V pręży się spazmatycznie, w towarzystwie długiego stęknięcia szczytuje w buzi młodszego. Maknae nie marnuąc ani chwili przełyka aktualną zawartość policzków, wstaje, siada obok kochanka, łapie jego twarzyczkę, wpija się namiętnie w rozchylone w ekstazie usta Tae. Pocałunek się dłuży, jest spełniony i nieco uspokajający. Gdy chłopcy nieznacznie odsuwają się od siebie, między ich ustami wraz z powstałym obłoczkiem gorącego powietrza, rozciąga się strużka białawej mazi. Zaraz V łapie ją w wargi, przy okazji oblizując usta Kookiego. Dużo delikatnych, przyjemnych dreszczy. Dwójka ocierających się o siebie, wiecznie spragnionych ciał.
- A T-ty...?
Głos V drży, załamuje się lekko, jest zachrypnięty. Kookie bez odpowiedzi siada wygodniej, rozchylając powoli uda. Tae już zsunął się z sofy, usadowił między nogami JungKooka, otwiera usta, zachłannie łapie w nie naprężoną męskość maknae. Młodszy chłopiec odchyla odruchowo głowę. Chwila ta nie trwa długo, natłok emocji, pośpiech, jednak przede wszystkim tak ciepły, delikatny język Taehyunga muskający jego przyrodzenie, sprawiły, że u absolutnego szczytu przyjemności Kookie znalazł się w zaledwie kilkanaście sekund. Moment oddechu, chłopcy usiedli tuż przy sobie.
Niby to nic. Zwykłe fizyczne pragnienie, na forum zespołu nic ich przecież nie łączy. Młodszy kątem oka lustruje partnera.
Nic ich przecież nie łączy...
A jednak bezszelestnie, jakby z dużą ostrożnością unosi dłoń, powoli i wręcz niedostrzegalnie. Ciągle jeszcze nieco drży, nie umie tego do końca opanować. Niepewnie układa uniesioną łapkę na spoczywającej luźno na sofie dłoni V. Starszy nie odwraa wzroku. Jakby w ogóle nie reagował. Zaraz jednak Kookie czuje na swoich palcach leciutki, przezorny uścisk. Koniuszkami Tae gładzi mleczną skórę Jeongguka, uspokajającym, stonowanym gestem. Nagle bez ostrzeżenia wstaje, zapala światło. Kookie czuje, jakby wraz z pstryknięciem włącznika, ktoś wstrzyknął mu podwójną dawkę wstydu. Zakrył się jak tylko umiał rękami, podkulając nogi pod samą brodę. Taehyung po drodze do sofy zbiera rozrzucone ciuchy chłopca, podchodzi do niego i wyważonym gestem odsłania jego własne palce, zasłaniające większość twarzy. Dotyka go spokojnym wzrokiem.
- Ubierz się, bo zmarzniesz kochanie.
V uśmiecha się w ten swój spontanicznie niewinny sposób. Kookie unosi prawy kącik ust, chwyta ciuchy, rozkłada je. W tym momencie TaeTae wykorzystuje jego nieuwagę i delikatnie się pochylając otula jego wargi ustami.
Obaj jakby nieco zdezorientowani. Ale zastygają teraz na moment, mrużąc powieki, mrucząc cichutko.
- Chyba coś nas jednak łączy...
- No chyba tak.
A reszta świata czeka spokojnie.
Da end. ~

piątek, 3 stycznia 2014

-brak tytułu-

Speszyl 4 RinYoo

Czyli wymyślmy coś dziwnego na poczekaniu, bo dongsaeng nie ma głowy do paringów.
Zespół: VIXX; Super Junior
Paring: RaWon (Siwon x Ravi)
Typ: Lemon, OS
Narracja: Trzecioosobowa

- Gdzie to cholerstwo kurwa jest? - wywrzeszczał brunet, zakładając na szerokie ramiona ciemny, granatowy płaszcz.
- No ja go raczej nie brałem, sorki, mam swój.- prychnął w odpowiedzi młodszy, również zbierając się do wyjścia, przy okazji ze stołu porywając niewielkich rozmiarów, pomarańczowy notes z nabaźgranym na okładce napisem "HEECHUL".
- Niech to szlag.. - warknął towarzysz blondyna, przeszukując kolejne sterty dokumentów i gazet.
- Jak nie ma, to wykreślisz później. - jego rozmówca beznamiętnie wzruszył ramionami, wiążąc wysokie, militarne buty.
- Łatwo Ci mówić. - prychnął głośno brunet, przeczesując palcami krótkie włosy.
Po chwili obaj wyszli z niewielkiej plomby w typowo angielskim stylu, bez słowa rozchodząc się w dwóch kierunkach.
Brunet udał się w stronę centrum miasta, skręcając w pierwszą uliczkę w prawo za salonem fryzjerskim, a jego współlokator skierował się do parku.
Chmury przesłaniały listopadowe niebo, podczas gdy dwójka skośnookich mieszkańców tego niewielkiego miasteczka przemykała przezeń niepostrzeżenie.

***

Tego samego, mglistego ranka w zupełnie innej części tego miasta, na czwartym piętrze bloku przy jednej z głównych ulic, obudził się młody chłopak. Przetarł zalepione powieki i przeciągnął się długo.
- Hakyeon... - mruknął nad uchem chłopaka, który spał tuż obok niego.
Srebrnowłosy jęknął niezadowolony i nakrył się kołdrą po sam czubek głowy.
Siedzący obok niego uśmiechnął się szeroko otaczając go ramionami i wtulając głowę w pościel otulającą jego chłopaka.
- Hakyeon wstawaj leniu, kot Ci umrze jak nie wrócisz do domu i go nie nakarmisz. - zaśmiał się chłopak, targając dłonią swe włosy koloru świeżej marchewki.
Ten argument skłonił towarzysza, do rozbudzenia się. Podniósł się ociężale i westchnął podczas przeciągania.
- Wonsik... - warknął, chcąc zapewne sprawić wrażenie poirytowanego, jednak uśmiehnął się tylko i opuścił bezsilnie ramiona. - Chodź tu.
Chudziutkie ręce srebrnowłosego otoczyły chłopaka siedzącego obok, ten wtulił się zadowolony. Za oknem zaczynał kropić deszcz.

- Do wieczora, Hakyeonnie! - rudzielec pomachał za znikającą w słocie postacią w beżowym płaszczu.
- Ya, Wonsik, do wieczora. - rzucił ten przez ramię, unosząc na chwilę dłoń, po czym wpychając ją szybko spowrotem w kieszeń płaszcza.
Stojący w progu chłopak oparł się o framugę z rozmarzonym wyrazem twarzy wpatrując się w osobę skąpaną w deszczu.

Po południu sam wyszedł na miasto, korzystając z chwilowej przerwy w deszczu, który planował najprawdopodobniej przeobrazić się w nocy w potężną ulewę.
Narzucił na siebie skórzaną kurtkę i opuścił blok, porywając jeszcze na wszelki wypadek małą, skłdaną parasolkę.
Przeszedł wzdłuż wschodniej ściany centrum miasta, przy której lokowało się jego miejsce zamieszkania i dalej, wkraczając na ścianę północną. Skierował się do swojej ulubionej piekarni, którą odwiedzał przy każdej nadarzającej się okazji.

- Dzień dobry! - rudzielec wkroczył do wnętrza sklepu, co z resztą obwieścił przyjemny dźwięk dzwoneczka przy drzwiach.
- Dzień dobry, Wonsik! - zadowolony sprzedawca podszedł do lady, racząc swojego klienta ciepłym uśmiechem. - Co podać?

Chłopak wyszedł z piekarni, ściskając w rękach czekoladowy przysmak, prosto z pieca, wciąż parujący.
Po zaczęciu jedzenia, przeszedł w jedną z węższych uliczek, która kierowała do starej siedziby miejscowego banku. Budynek był teraz wystawiony na sprzedaż.
Okolica przyciągała urokiem; przez połacie zawilgłej ziemi ciągnęły się alejki usiane kasztanami i bukami, które tego dnia sprawiały wrażenie jakby wyrastały prosto z mgły.
Chłopak dziarsko brnął przez stosy brązowych, mokrych liści spowijających dróżki przecinające las za starym budynkiem banku. Wypiek, który dzierżył w swych drobnych dłoniach, nie tracił ciepła, a tylko objętość, natomiast  czekolada, wypływająca z pomiędzy ciasta, zdobiła coraz gęściej kąciki ust i brodę rudzielca.

Brunet w granatowym płaszczu, zatrzymał się przed piekarnią. Z uśmiechem wyminął ją, kierując się do starego budynku tutejszego banku.

Wonsik niespiesznie stawiał kroki, kierując się w okolice zakładu fryzjerskiego, spod którego miał tylko kawałek z powrotem do swego bloku.
Skończył konsumowanie przepysznej bułeczki w jednej z wąskich uliczek, doprowadzających do ulic równoległych do ścian centrum.

Brunet szybkim, pewnym krokiem dobył rudego chłopca.
- Wonsik? - zapytał niskim głosem, który zdawał się zagęszczać otaczającą te dwie postaci mgłę.
- Ya, znamy się? - widać było na pierwszy rzut oka, że chłopiec o marchewkowych włosach, był sporo młodszy od swojego rozmówcy.
- Jeszcze nie. Chodź. - brunet złapał dłoń chłopaka, dużo mniejszą od własnej.

Dwie postaci przemierzały coraz mniejsze uliczki, nurkując w głębię miasteczka. Deszcz znów zaczynał padać.
- Może się gdzieś lepiej schować? - rzucił rudzielec, do mężczyzny ciągnącego go za sobą.
- Po co, to tylko deszcz. - w odpowiedzi jego nowy znajomy tylko wzruszył ramionami.
Wonsik nie miał jak jedną ręką rozłożyć parasola, więc mimowolnie pozwalał coraz liczniejszym kropelkom otulać swoją twarz.

***

Przyparty do ściany chłopak, starał się w jakiś bystry sposób wymknąć się napastnikowi, jednak siłą nie dorównywał mu nawet w marzeniach.

Szerokie ramiona otaczały rudzielca, usta bruneta atakowały jego szyję, palce wędrowały pod jego czarną koszulą.

Granatowy płaszcz i skórzana kurtka spokojnie spoczęły na mokrym asfalcie.

Pomarańczowe kosmyki przylegały do twarzy Wonsika, strużki chłodnawej wody wyznaczały trasy na ciepłej skórze chłopca.

Opierał się teraz o mur tylko plecami, brunet uniósł go, wymuszając na Wonsiku to, by oplótł chudymi nóżkami jego biodra. Chłopal chcąc, nie chcąc, musiał wykonywać jego polecenia, zdając sobie sprawę, że w przeciwnym wypadku może zostać potraktowany dużo gorzej.

Mężczyzna oblizywał zachłannie prawie każdą kroplę, która przyzdabiała nagie obojczyki rudzielca. Przyciskał go do ściany, napierając równocześnie na wrażliwe podbrzusze chłopaka, przez co ten wydawał z siebie przeróżne westchnienia.

- Krzycz... - wysapał do ucha chłopca o marchewkowych włosach, opartego łokciami o obdartą ścianę, z dłońmi przyduszonymi do otwartych ust.
Wkrótce też, rozległy się głośne okrzyki chłopaka, zgodnie z rozkazem jego napastnika.

- Hakyeon!! - wrzasnął w końcu rudzielec, wijąc się na wszystkie strony, czując kumulujące się w jego wnętrzu podniecenie.
- Nie, jak już się drzesz, to "Siwon". - mężczyzna poruszał się w nim lubieżnie, w coraz zawrotniejszym tempie.
- S-Siwon... - wydusił z siebie chłopak, racząc spragnionego gwałciciela głośnym jęknięciem.

Pot mężczyzny mieszał się z chłodnym deszczem, który rozpadał się na dobre. Ciężkie oddechy dwóch osób, w nie uczęszczanej przez nikogo uliczce, milkły w szumie spadających kropel.

Dwa parujące ciała przylegające do siebie ściśle. Jedno w drugim. Brutalne, zrywne ruchy mężczyzny. Szarpiący się pod nim, rudy chłopiec, stopniowo wydający z siebie coraz to bliższe ekstazy dźwięki.

Motyle w brzuchu, długo wyczekiwany moment, jeszcze nieco przezroczysta, biaława, lepka ciecz,  znacząca partiami mur. Rzęsisty deszcz, który w mgnieniu oka spłukuje ją ze ściany.

- Połknij.
Rudzielec trzymany z tyłu głowy za włosy, wykonał polecenie bez wyraźnych sprzeciwów.
Brunet puścił go, by zaraz znów podnieść i rozkazać.
Seria mokrych pocałunków otulających szyję mężczyzny.

Język głęboko w buzi rudzielca, palce pieszczące jego twarde z zimna sutki, dwa oddechy, łączące się w jeden.

Mgła, która spowiła mokrą od deszczu ziemię.

***

Brunet otworzył drzwi mieszkania, w którym już przebywał właściciel notatnika podpisanego imieniem Heechul.
- Znalazłem. - rzucił zadowolony blond włosy współlokator, machając przed sobą błękitnym notatnikiem, na którym wielkimi literami zapisane było "SIWON".
- Mała szmato, miałeś go cały czas. - warknął brunet z mściwym uśmiechem na ciągle rozpalonych ustach.
- Wcale nie, był w łazience pod stertą brudnych ciuchów. - Heechul wywrócił oczami, podając nowo przybyłemu jego własność.

"Wonsik..." - myślał Siwon, wykreślając jedno z wielu imion na swej liście. - "Wykreślony."

Heechul otworzył własny notatnik, oglądając listę. Wziął w dłoń czarny długopis.

"Hakyeon..." - pomyślał w duchu. - "Wykreślony."

THE END
Sai