The first one,
czyli przesłodki fluff z Seungho i Mirem na pierwszym planie.Zespół: MBLAQ
Paring: SeungMir
Typ: Fluff
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia Seungho)
Pewnego pięknego dnia, do mego pokoju wparował Mir, obwieszczając, że ma okropny, straszny, wielki i poważny problem.
Kulturalnie siedziałem sobie na łóżku czytając książkę, w okularach i z kakao na szafce nocnej, a ten dzieciak nawet nie zapukał. Co ja z nim mam...
- Seungho hyung!! Pomocy!
Wrzasnął i wskoczył bezceremonialnie na moje łóżko, siadając na kolanach moich wyprostowanych nóg, o mało co ich nie łamiąc. Obu na raz.
- O co chodzi..?
Westchnąłem odkładając książkę obok kubka z parującym napojem i zdejmując okulary z nosa.
- Joon hyung! O to chodzi!!
Zakrzyknął ponownie i skulił się, chowając głowę między moimi udami. No dobra, problemy problemami, ale nie będę sobie pozwalał. Chwyciłem jego ramiona i odsunąłem go od siebie, sam siadając w większym skupieniu po turecku.
- Ale co konkretnie Joon Ci zrobił?
- Prześladuje mnie.
Wyraz jego twarzy był komiczny, zupełnie jakby siedział przede mną skrzywdzony chiuaua, albo conajmniej jakiś, nie wiem, Luhan.
- W jaki sposób Cię prześladuje, hm?
Spytałem, nie mogąc powstrzymać cichego parsknięcia śmiechu. Jednak nie mogłem liczyć na to, że przejdzie mi to płazem.
- Liderze, nie masz prawa śmiać się, gdy jeden z członków Twojego zespołu ma problem.
Warknął obruszony maknae, po czym odwrócił się, chcąc zejść z łóżka.
- Idę do G.O., może on mnie wysłucha.
Mruknął w stylu divy i już chciał schodzić, kiedy moja dłoń złapała jego nadgarstek. Niby jego postawa wydawała mi się śmieszna i dziecinna, ale miałem dziwne poczucie, że nie chcę, żeby teraz wyszedł. Opanowałem się i postarałem wziąć jego zażalenie poważnie.
- No wybacz, to się nie powtórzy, po prostu przypomniałem sobie śmieszny moment z książki. Mów co się stało.
Skwitowałem zaciągając go spowrotem na łóżko. Oczywiście wiedział, że zmyślałem, ale udał, że uwierzył w historię z książką i usiadł przede mną ponownie.
- No bo...
Zaczął, a jego mina nabrała czegoś jak speszenie, zacząłem się serio zastanawiać, co ten zboczuch Lee mógł mu zrobić.
- Joon hyung powiedział, że chciałby ze mną chodzić.
Wydukał w końcu spłoszony raper i schował poczerwienioną twarz w dłoniach.
W sumie to nie było to takie złe, gorzej gdyby bez zgody Mira zaczął brać się za rolę rozdziewiczacza.
- Co w tym złego, Mir? Przecież chyba dużo do siebie czujecie, co nie?
- No właśnie nie.
Mruknął w odpowiedzi mój rumieniący się rozmówca i rzucił spojrzenie w bok.
- Jak to?
- A tak to, lubię go, ale nie kocham. A on zaczął na mnie napierać i mówić, że będzie mi z nim dobrze, już prawie mnie pocałował, ale wtedy do Ciebie uciekłem, hyung.
Odparł zatroskanym głosem i uniósł na mnie parę swoich wielkich, czekoladowych oczu. Nie powiem, wyglądał ślicznie, ale nie było czasu by o tym myśleć.
- Hmm... rozumiem. To faktycznie problem.
Przytaknąłem i zamyśliłem się, starając ułożyć jakiś plan, jak odciągnąc Joona od biednego maknae. Ten obserwował mnie wyczekująco.
- Liderze, pomóż mi, proszę no.
Miaunkął w końcu błagalnym głosem.
- Ale co mam zrobić, masz jakikolwiek pomysł kociaku?
Westchnąłem bezradnie, dopiero po momencie zastanawiając się czemu go tak nazwałem, on natomiast nie zwrócił na to szczególnej uwagi.
- No hyuung.. wymyśl coś proszę.
Zajęczał i opadł w niemocy na łóżko, twarzą do pościeli.
- Ehh...
Westchnąłem i opiekuńczo pogładziłem jego łopatki.
- Idź spać, jutro obiecuję, że coś wymyślę.
Szepnąłem zedcydowanym głosem, na co Mir z nadzieją w oczach podniósł się i jeszcze nieco niepewnie przytaknął, zsuwając się z łóżka. Zanim jednak wyszedł, nachylił się nade mną, delikatnie dotykając własnym, mojego policzka.
- Dobranoc hyung.
Mruknął w progu, po czym zniknął za ścianą.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, po czym chwyciłem kakao, upiłem kilka łyków, na powrót nasunąłem na nos okulary i wróciłem do lektury. Co ja mam z tym dzieciakiem...
Następnego dnia obudził mnie pewien zapach. Delikatny, jakby.. jak kwiaty. Albo owoce. Nie byłem pewien czy otwierać oczy..a jednak ciekawość zwyciężyła, powoli, bez pośpiechu rozchyliłem powieki. Ku memu zaskoczeniu, tuż obok mnie leżał Mir.
Chwila.
Skąd on sie tu wziął?
Spał spokojnie, nikomu nie przeszkadzając. Nic bym do tego nie miał, gdyby miejscem jego snu nie stało się moje, prywatne łóżko.
Podniosłem się do półsiadu, bacznie przyglądając się mojemu maknae. Próbowałem wymyślić skąd się tu wziął, a jednak jego obecność była tak absurdalna, że położyłem się z powrotem, odpuszczając sobie analizę sytuacji. Ułożyłem się wygodnie obok chłopca, łapczywie wdychając woń, jaką wydzielał. Ciekawe czemu, wczoraj nie wydawało mi się, by pachniał tak pięknie. A może nie byłem odpowiednio blisko niego, by poczuć?
Po co ja tyle myślę... Po chwili leżałem już ze zmrużonymi oczami, wtulony w maknae mego zespołu. Zasnąłem na jakiś czas.
Gdy obudziłem się jakieś pół godziny później, Mira już nie było. Nie zdziwiłem się tym razem. Było jasne, że gdy się obudzi, zniknie równie niepostrzeżenie, jak się pojawił. Szybko się ubrałem i zszedłem do kuchni, zaczynając wraz z Joonem przyrządzać śniadanie. Pomyślałem, że warto teraz pogadać o tej sytuacji między nim a raperem.
- Ehm... wiesz co, wczoraj wieczorem wbił do mnie Mir.
Zacząłem nieporadnie, nie mając pojęcia, jak rozmawia się o uczuciach.
- Mhm...
Joon nie wykazał wielkiego zainteresowania tym, co próbowałem mu delikatnie przekazać.
- No i zaczął mi opowiadać, jakieś głupoty, że coś tam niby od niego chciałeś, czy coś...
Tancerz spojrzał na mnie, na moment przestając przygotowywać posiłek. Milczał. Nie wiedziałem, czy za chwilę dostanę solidny wpierdol, czy się obrazi, czy będzie miał jeszcze inną reakcję.
A on milczał. Odezwał się dopiero po jakichś dwóch minutach.
- Chcę z nim być, jak już pewnie wiesz. Masz z tym jakiś problem?
Uniósł się brunet, spoglądając na mnie cokolwiek nie przyjaźnie.
"Broń Mira, Seuś, musisz być silny, to Ty tu jesteś liderem" powtarzałem sobie w myślach, błagając by za jedno złe słowo, nie został mi wymierzony potężny sierpowy Joona.
- Noo... znaczy bo...
Zacząłem najbardziej opanowanym głosem na jaki było mnie w tym momencie stać. Nie musiałem się starać długo, bo wkrótce po tym, zjawiło się moje wybawienie.
Do kuchni powoli wkroczył rozespany maknae.
I ja i Joon, od razu odwróciliśmy spojrzenia w jego kierunku, a on popatrzył po nas, przecierając oczy. W mig pojął charakter sytuacji w jakiej się znajdowaliśmy, oblał się rumieńcem i opuścił głowę. Po chwili milczenia uniósł na mnie błagalny wzrok. Wiedziałem, że muszę zachować się po męsku i pomóc mu za wszelką cenę.
- No więc tak.
Bąknąłem w kierunku Joona, bardziej pewny siebie przez obecność Mira.
- Mam coś do tego.
Joon chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewał, bo wytrzeszczył na mnie oczy, potem przelotnie zerknął na maknae i znów przeniósł na mnie wzrok.
- Dodatkowo...
Zaznaczyłem szybko, podchodząc do Mira i obejmując go w pasie, gestem który miał mówić "nie martw się, będzie dobrze".
- ... On też coś do tego ma.
W oczach bruneta dostrzegłem błysk irytacji. Wpadłem i to po uszy, ale teraz pozostawało mi to tylko ciągnąć dalej.
- Jeśli Mir coś ma do mojego planu, to czemu nie powiedział mi tego od razu?
Podchwycił Joon, rzucając spojrzenie na zakłopotanego maknae, tkwiącego u mego boku.
- Bo nie pozwalałeś mu dojść do słowa.
Odparłem bez zastanowienia, na co Lee podszedł bliżej mnie i warknął.
- Nie chcę być niemiły, ale wydaje mi się, że z takim tematem powinieneś zostawić mnie i Mira samego.
Stwierdził, po czym ponownie zawiesił wzrok na skulonym obok mnie maknae.
"O nie, Mir sam by sobie nie poradził." skomentowałem w myślach, po czym Joonowi posłałem tylko pobłażliwe spojrzenie.
- Nie wydaje mi się.
Odparłem, chcąc sprawiać choć wrażenie pewnego siebie.
- A to niby czemu? Ubzdurałeś sobie, że nie pasuje Ci nasz związek, więc teraz będziesz nas odciągał od szczęścia? Co Ci do moich czy jego uczuć?! Co Ci, się kurwa pytam, do mojego Mira?!
Joon wybuchnął, naskakując na mnie, tak, że Mir aż schował się z cichym jękiem za moimi plecami. No tak się nie będziemy bawić... poczułem nagły przypływ adrenaliny, po czym wiele nie myśląc wypaliłem:
- Dużo mi, dużo! Przykro mi, że nie wiesz kochany Joonie, ale Mir jest mój.
No i zrobiło się cicho. I w sumie cała nasza trójka była zszokowana. Tak, ja też. Tym, że coś taiego powiedziałem, mimo iż było to kłamstwem. Mir przez moment stał jak wryty, po czym podłapał pomysł i przykleił się do mojego ramienia. Chciał tym gestem upewnić Joona, że tak właśnie jest, że mówię prawdę.
Z niego natomiast napięcie zeszło i chyba poczuł się trochę zakłopotany, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Nasz plan-na-prędce wypalił!
- E-ehm... ja... wy-wybaczcie. Nie wiedziałem.
Joon strzelił buraczka i zakłopotany potarł kark dłonią.
Po chwili ze skruchą się uśmiechnął i poklepał mnie po ramieniu.
- Nie powinienem działać tak pochopnie. Mój błąd, Ciebie Mir też strasznie przepraszam. Pasujecie do siebie.
Mówiąc ostatnie zdanie wyszczerzył się momentalnie, mrużąc powieki i wychodząc powoli z kuchni.
- Zawołam już resztę.
Rzucił na progu, po czym już kilka sekund później, stałem sam z Mirem. Posłałem mu jedno niepewne spojrzenie, bo w sumie nie wiedziałem, czy będzie miał ochotę mnie teraz zabić, czy co...
Ten także obdarzył mnie spojrzeniem. Niby ciągle się rumienił, a jednak zaraz... wybuchnął gromkim śmiechem!
Śmiał się tak radośnie i przy tym tak uroczo, że grzechem byłoby mu nie zawtórować. Miał rację, to było tu jak najbardziej na miejscu.
Dławiąc się i dusząc od przypływów rozbawienia, maknae ułożył mi dłoń na ramieniu i opuścił nisko głowę, powstrzymując konwulsje oraz opanowując ten nieszczęsny śmiech. Gdy się podniósł, wiele nie myśląc zagarnąłem go w ramiona, wtulając w siebie mocno.
Oparł głowę o mój obojczyk i chwilę później usłyszałem cicy pomruk. Muszę przyznać, że poczułem przyjemny dreszcz. Mojego ucha dobiegł szept Mira.
- Jeśli jestem Twój, to teraz zawsze będziesz musiał mnie bronić.
Trochę mnie zamurowało. Oczywistym było, że kiedy to mówiłem, robiłem to tylko, by obronić maknae przed Joonem. I wydaje mi się, że on także o tym wiedział. Mimo wątpliwości uśmiechnąłem się, lustrując go kątem oka.
- Chcesz mnie wykorzystywać, bo jesteś małym, bezbronnym maknaesiem?
Zadrwiłem odsuwając się od niego na niewielką odległość.
- Sam to powiedziałeś.
Wzbronił się, po czym roześmiał na krótką chwilę. Dłonie ułożył na mojej szyi i z uśmiechem oparł czoło o moją głowę.
Gdy wreszcie się przekonał, bez wahania go pocałowałem. Taka sytuacja musiała przynieść to oczywiste zakończenie.
Zawsze wszystko analizuję i kalkuluję, z przyzwyczajenia. Tym jednak razem bez większych wywodów objąłem mój mały skarb, pierwszy raz będąc stuprocentowo zadowolonym z potwierdzenia się wysnutych przeze mnie, przypuszczalnych scenariuszy.
THE END. Wee ~!
Sai.
No takie to tam... pierwsze. xd No i jak zamierzam przy każdym opowiadaniu, mały spam zdjęciami, coby się lepiej w paring wczuć. ^^ Enojy.











yay SeungMir (ノ´ヮ´)ノ*:・゚✧
OdpowiedzUsuńJej, jej. To takie fajne!!<3 Idę dalej!
OdpowiedzUsuń