Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seungho. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seungho. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 listopada 2013

"Jesteś moim życiem... wiesz?" pt.3

Rośćau 3

Czyli rozpacz Thundera i kolejny mini-dramat. 
Zespół: M.B.L.A.Q
Paringi: -w tym rozdziale brak- (dla person obdarzonych czarnym poczuciem humoru - Cheondoong x ostrze maszynki XD jestem potworem)

Typ: angst
Narracja: Trzecioosobowa

Wszystkim pewnie wydawało się, że to jednak jego wina. Że fakt, Mir zachował się gorzej niż źle, jednak wszystko spowodował on.
Czy chciał to osiągnąć?
Oczywiście, że nie, byli zawsze świetnymi przyjaciółmi.
Ale wiedział. Był świadom co rozgrywało się między Mirem i Joonem. Wiedział, że łączy ich coś na prawdę wspaniałego. I mimo to zachował się w taki, a nie inny sposób.
Dlaczego?
I to jeszcze na wizji?
Nie miał pojęcia.... coś mu tak podpowiedziało.
I chcąc nie chcąc, prawda dotknęła i jego.
Był zdruzgotany.

Joon chciał zostać na balkonie sam, więc Thunder cofnął się i udał do swojego pokoju. Próbował sobie wszystko tłumaczyć, usprawiedliwiać się. Gdy siedział u siebie na łóżku, poczuł duszność. Wstał, chwiejnym krokiem dobywając klamki do łazienki. W niej, zawisł ciężko nad umywalką, puszczając maksymalnie dużym strumieniem lodowatą wodę.
  Zanurzył w niej twarz, przy okazji mocząc nieumyślnie włosy. Przetarł oczy ręcznikiem i wpatrzył się we własne odbicie.
Postąpił... na prawdę cholernie źle.
Na prawdę obrzydliwie.
Nie może pozostać bez kary.
Nieprzytomnym krokiem doszedł do szafki na drugim końcu łazienki. Z niej wydobył maszynkę do golenia.
- T.. to przeze mnie... Mir tak cierpi... to wszystko Twoja wina!! - wrzasnął rozpaczliwie w kierunku swego odbicia w lustrze. Docisnął maszynkę do nadgarstka i szybkim, strachliwym ruchem przeciągnął ją po nim, torem równoległym do ostrzy. Przez chwilkę z przerażenia przestał oddychać, zamarł i czekał. Po kilku sekundach dłużących się w nieskończoność, na jego skórze pojawiły się trzy czerwone ślady. Ślady te powoli pęczniały, po czym przekraczając swój największy rozmiar, spływały intensywną czerwienią po dłoni chłopca, znacząc na końcu podłogę łazienki.
Thunder drżał.
Nie pojmował co właśnie zrobił.
To stało się na prawdę?
Niemożliwe... niee... to tylko sen.
Oczywiście. Jawny sen, może robić co chce. Nie zrobiłby tego na jawie.
Nic się nie dzieje...
Już dobrze...
To tylko sen.
Po kilku minutach takiego rozumowania, Cheondoong upadł nieprzytomny, tuż przy szafce, z policzkami usianymi gorzkimi łzami, w bordowo-czarnej kałuży krwi.
Już dobrze to tylko sen.
Do tejże łazienki wszedł po chwili G.O. Prawdopodobnie tylko przez to Thunder pozostał przy życiu.

Po tym incydencie, sprawa przedstawiała się następująco: Cheondoong dalej winił o wszystko siebie, Mir twierdził podobnie, choć jego gniew na Thundera kolosalnie zmalał po tym co zaszło - bał się nie tylko o zdrowie przyjaciela, a również o jego życie, co ponownie mocno nim wstrząsnęło. Joon winił Mira, w głębi mając pretensje tylko do siebie, G.O. był w szoku po tym czego był świadkiem, a i tak, całą sytuację na barki brał Seungho.
M.B.L.A.Q. trzęsło się w posadach, każdy dzień rodził niepewność. Pięciu chłopców połączonych miłością i przyjaźnią, dzielić zaczynała zdrada, nienawiść, zazdrość, zemsta i poczucie winy.
Przelanymi łzami, zaczęli sami sobie tworzyć jezioro smutku, w którym podtapiali siebie nawzajem. A brzegu jak na razie, nikt nie mógł się dopatrzeć.
Kolejne dni przeżyli w grobowej atmosferze. Ze względu na stan fizyczny Thundera, oraz psychiczny tak jego jak i Mira, odwołali kilka koncertów w przód, by ustabilizować sytuację. Nawet menadżer zaczął nieźle bać się o przyszłość zespołu. Praktycznie nic bowiem nie dawało nadziei na jego przetrwanie.
Po kilku próbach nagrania czegoś, integrowania się, po spotkaniach z psychologami i innymi pomocnymi ludźmi, zapadła decyzja; M.B.L.A.Q. się dezaktywuje.
Tak chłopcy, jak i miliony fanów były tym faktem poruszone. Pojawiały się sprzeciwy, wystąpienia, jednak dla dobra dawnych członków zespołu w końcu z żalem pogodzono się z odejściem boysbandu ze sceny na jakiś czas.
Wszyscy konsultanci stawiali taką samą radę - chłopcy muszą od siebie odpocząć. Ukoją nerwy, wyciszą się i kiedy tylko będą chcieli wrócą do składu z nową energią, i nastawieniem. W teorii brzmiało to całkiem nieźle. Plan wydawał się najlepszym z możliwych; a tych nie było zbyt dużo.

Joon z Thunderem wynajęli mieszkanie w bloku, razem otrzymując większą sumę pieniędzy na start. G.O. trzymał się mocno przy Seungho i chyba ostatecznie zatrudnili się w jakiejś małej szkółce tańca, robiąc im niezłą reklamę.
Mir trudnił się w kilku miejscach, jednak w końcu osadził się w klubie nocnym, jako praktykujący barman. Było to jedno z niewielu miejsc, w których nie czuł się jak szmata. Być może dlatego, że otaczali go w głównej mierze alkoholicy i dziwki. Czasem przy pokazie zapatrywał się na niektóre z nich, tańczyły momentami całkiem nieźle, jednak nigdy nie był jeszcze podczas występu gwiazdy lokalu, łamacza serc i ponoć także znanego koreańskiego muzyka. Nikt z obsługi nie chciał jednak Mirowi zdradzić imienia tajemniczego tancerza. Mówili tylko półsłówkami, że jest piękny i uroczy z zewnątrz, lecz skrywa wnętrze prawdziwej bestii.
Wołali na niego "Animal". ~


C.D.N.
Sai

Hyhyhy... przynajmniej zakończenie nie zapowiada w następnym rozdziale tyle angsta, ne? No więc czwarty rozdział wyzbywa się scen dramatycznych (chyba ;;).

 



 






 

piątek, 1 listopada 2013

"Jesteś moim życiem... wiesz?"

Rośćau 1

Czyli odrobina dramatyzmu od Saiki.
"To moje życie, nie będę dalej należał do Ciebie! Skończyło się, dorosłem! Wykorzystuj sobie Thundera, ja mam dość! Dość Ciebie i dość wszystkiego!"
Zespół: M.B.L.A.Q.

Paringi: JooMir; JoonDoong; SeungMir
Typ: Angst
Narracja: Trzecioosobowa


Zaczęło się... bardzo dawno temu. To siedziało w maknae prawie od samego początku. Gryzło, wierciło, nie dawało spokoju. Chciał, żeby wszystko wyszło tak ślicznie jak w dramach. Chciał być wolny i szczęśliwy. Jednak w pewnym momencie... coś w nim pękło.
Zapamiętał doskonale ich pierwszy pocałunek. Najbardziej bogaty w emocje moment jego życia. Najbardziej pozytywny. Nie będzie lepszego. Joon był wtedy inny. A może to on sam za bardzo się zmienił? W sumie... teraz to już i tak nie istotne.
Za dużo wtedy mówił. Nadmiar uczuć wylewał z siebie przez słowa, obietnice, przysięgi. Zadłużył się. Zmienił zdanie.
W zbyt wiele wtedy wierzył. Byle słówka rzucane na wiatr podtrzymywały go wręcz przy życiu, dawały czystą i wielką radość. To był kolejny powód, dla którego teraz tak się znienawidził - dawna wiara w kłamstwa.
Kiedy się poddał? To było... pewnej zimy.. wtedy się zaczęło...

"Loving you forever... I pray for you.". No i niby ciągle źle, do kurwy! To za gładko, to za cicho, to barwa zła, to głos się zatrząsł! Fuck! Ile można?!
 Seungho powoli wychodził z siebie, G.O. też był nieźle podenerwowany. Joon... spał jak zwykle, Cheondoong pieklił się o byle gówno, a Mir najchętniej wyszedłby i chociażby przećwiczył któryś układ. Wszystko byle by tu dłużej nie siedzieć. I nie słuchać tak wielkiej dawki siarczystych przekleństw, na dodatek z ust hyungów. Zawsze go to raziło. Sam dbał o język i wymagał tego od rozmówców. Joon też nie lubił kląć.
 Maknae rozpaczliwie szukając drabiny na powierzchnie, w tworzącym się w studio dole, w końcu z determinacją przeczołgał się w stronę jego śpiącej pod ścianą miłości.
 - Joonie.... Joonie... - szeptał nad nim, delikatnie trącając opuszkami palców jego ramię. - No Jooon... - jęknął w końcu znudzony.
 Jedyną reakcją bruneta było to, iż w momencie objął Mira w pasie, przyciągnął do siebie i wtulił, niczym pluszowego misia.
 Maknae udając, że chce odejść i niezmiernie mu niewygodnie, napawał się kolejnymi momentami, które spędzał wspólnie z Lee.
Kochał go, naprawdę.
Całym sercem.
Był jego.
Wyłącznie jego.
I był z tym szczęśliwy.
 Joon co pewien czas głęboko wzdychał przez nos, w końcu również tym, obwieszczając, iż właśnie się obudził. W tym momencie Mir bawiąc się kosmykiem włosów hyunga, wdzięcznie pocałował jego policzek. Brunet przyciągnął maknae bliżej i tak go tuląc jeszcze na moment zmrużył powieki, kusząc się na dodatkową, kilkuminutową drzemkę.
 W sumie teraz Mir miał już w dupie, wszystkie kłótnie reszty z M.B.L.A.Q, autentycznie - wcale mu nie przeszkadzały. On siedział pod ścianą, tulony przez pana swego serca. Nie potrzebował niczego innego.

  Ćwiczyć układ zaczęli zdecydowanie za późno, ale lepiej tak niż wcale. Grafik tego dnia mieli nieźle napięty, wieczorem jeszcze występ w Weekly Idolu, a popołudnie zbliżało się ogromnymi krokami. Jakoś to jednak minęło, maknae nawet nie spostrzegł kiedy znaleźli się w studio programu. Siedział przy nim Lee, który naturalnie trzymał dłoń na udzie Mira i delikatnie je gładził, a dalej Thunder.
W pewnym momencie dość niespodziewanie, Cheondoong objął Joona i przytulił się uroczo do jego ramienia.
"Zazdrosna suka... " przemknęło dumnie przez myśli maknae, jednak w głębi serca poczuł kujący niepokój.
Joon także objął blondyna, jedną ręką.
Czemu?
Po co to zrobił?
 Mir był... niespokojny. Czuł mały zalążek strachu. O jego szczęście. O przyszłość.
Często miewał takie lęki, ale wtedy bez przeszkód szukał Joona i o wszystkim mu mówił. On zawsze go wspierał. Też go chyba kochał. Chyba? Tfu! Oczywiście, że go kochał, to była ich wspólna miłość... tak?

  Program zaczął się i na szczęście przestali się obściskiwać. Równocześnie jednak, zniknęła także dłoń z uda Mira. W końcu nagrywają, nie można się tak obnosić ze związkami na wizji.
Jasne, luzik.
Luzik...
... Tylko czemu, kurwa, w trakcie programu ta mała dziwka znów zaczęła tulić się do jego hyunga?
 I tym razem Joon obdarzył go drobnym uściskiem.
Co się dzieje... serce Mira kołatało nerwowo, bał coraz mocniej, nie pokazując po sobie jednak ani kszty niepokoju. Pod maską uśmiechu chował swój, stopniowo i nieprzerwanie rosnący lęk.
 Oczywiście musiało stać się najgorsze - zawsze wścibski i chytry prowadzący wyłapał czułości Lee i Thundera, w momencie zaczynając o nie wypytywać, i wiercić temat.
 - Thunder, widzę, że znalazłeś nową przytulankę.... - rzucił jadowicie.
 - Ehh... żeby jeszcze ta przytulanka chciała ze mną spać! - zaśmiał się Cheondoong, wtulając się w Joona tym bardziej.
Wszyscy zaśmiali się sztucznie.
Oprócz Mira. On tylko lekko się uśmiechnął.
 ... Co jest do chuja pana?
Co właśnie się dzieje?!
Czy jemu to się przypadkiem nie śni?
Nie nie... to rzeczywistość... która się zawala.
 Maknae czuł się, jakby ktoś z siłą churaganu zmiatał grunt spod jego nóg. Nie miał na czym stać. Z zewnątrz permanentnie się uśmiechał. Jego wnętrze było już jednak popękane i kruche bardziej niż kiedykolwiek.
 - A więc Joon nie chce być pluszowym misiem dla Cheondoonga, mam rację Joonie? - mrunkął drugi z prowadzących, puszczając Joonowi oczko.
Brunet chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
Mir wyczekująco wpatrywał się w hyunga...
Nad czym on myśli, nie chce, żeby blondynek się do niego kleił, na pewno nie chce!
- Nie w tym rzecz.. - zaczął niejednoznacznie Lee, dalej głowiąc się nad odpowiedzią.
 - W takim razie w czym Joonie? Czy chcielibyście się czymś z nami podzielić?? - wiele wzroków po tej wypowiedzi prowadzącego utkwiło w Joonie. Jeden z nich wyjątkowo lękliwy, roztrzęsiony i spragniony miłości.
 - Heh... nie sądzę, by było się czym dzielić. To tylko moja nowa posada, misia pluszowego! - roześmiał się nerwowo tancerz, czochrając włosy Thundera.
Mir wcale nie czuł się lepiej. Serce biło mu w piersi jak szalone, nie miał pojęcia co powinien teraz zrobić.

 Aż w końcu zostało na dobre przestrzelone... ziścił się jego najgłębszy, najgorszy lęk; w pewnym momencie Thunder pochylił się tak, że jego usta dotykały ucha Joona, szepcząc, na tyle głośno, by bez trudu usłyszeli wszyscy inni:
 - Saranghae, misiu pluszowy...
Joon już zupełnie zakłopotany i skołowany objął Cheondoonga pewniej, po czym nie wiedząc co czynić ucałował jego policzek dwa razy.
 Mir poczuł ucisk w brzuchu. Było mu niedobrze. Czuł się tak, jak ludzie, którzy zaraz mają skoczyć z wieżowca. Jego świat, przez jeden wieczór popadł w kompletną ruinę. Wtedy po raz pierwszy dopuścił do siebie myśl o tym, że Joon mógł cały czas go okłamywać.
- Mir, wszystko gra? Okropnie pobladłeś... - rzucił G.O. troskliwym głosem.
- Nie czuję się zbyt dobrze... - wychrypiał maknae wpatrując się zimno w przestrzeń.
 - Mir będzie chyba musiał nas już opuścić, pozwólcie, że go odprowadzę, - zadecydował Seungho, trzeźwym umysłem szybko trawiąc sytuację.
W momencie chwycił maknae pod rękę, obaj się skłonili, po czym opuścili studio. Noc była przeraźliwie zimna.
- Mir, co jest? - spytał lider zaraz po opuszczeniu budynku.
 - Niedobrze mi... - stęknął chłopiec, po czym ze łzami w oczach odwrócił się od Seungho i zginając się w pół, zwymiotował na ośnieżony chodnik.
 Lider bez namysłu objął go i delikatnie gładząc jego plecy pozwolił mu skończyć. Mir popadł w niepohamowany szloch. Nieskładnie jęczał wyrazy pozbawione sensu, łkał głośno, łzy maknae topiły śnieg na ulicy.
 W powietrzu unosił się kwaśny, drażniący zapach, Mir płakał na cały głos, Sehungo go tulił. Chłopiec dławiąc się łzami, zaczął niebezpiecznie drżeć, a wręcz trzęść się croaz mocniej. Lider był poważnie zaniepokojony.
 - Chodź... chodź, pomogę Ci, idźmy stąd... chodź do łazienki, umyjesz się... - cedził hyung, pomagając maknae stać i zaczynając chwiejnym krokiem prowadzić go spowrotem do studio, a potem prosto do łazienki.
 Tam, Mir po wielu próbach odezwania się, roztrzęsionym głosem nieskładnie wyjaśnił Seungho co się stało, co czuje i czego się boi. Ten wcześniej myjąc chłopca i uspokajając go, teraz słuchał uważnie, próbując zrozumieć, co mu młodszy opowiada.
W pewnym momencie zapadła długa, oczyszczająca cisza. Maknae siedział skulony pod ścianą, lider zespołu tuż obok niego.
On także nie wiedział co zrobić.
Nie miał bladego pojęcia.
Nie wiedział ani co powinien, ani co jest w stanie. No i w związku z tym... co będzie dalej? Z Mirowym skołatanym sercem, no i z całym ich zespołem.
Młodszy chłopiec pustym wzrokiem lustrował kafelki podłogowe. Nie myślał o niczym, tylko i wyłącznie czuł. Ale nie tak błache, przyziemne rzeczy jak chłód, czy niewygodę.
Czuł nicość.
Wydawało mu się, że czuje to, co jest po śmierci.
Jest wtedy tylko zasrane, głuche, ślepe i bezsensowne nic.
Nigdy.
Nikt.
Nigdzie.
Po prostu nic.

Seungho milczał. Nieco bał się, że cokolwiek powie, będzie głupie i płytkie. Objął Mira ramieniem. Nadal nie powiedział ani jednego słowa. Cisza stawała się nieznośna.
 - Seungho... - szepnął w końcu maknae, sprawiając wrażenie ofiary jakiegoś wypadku, będącej w wielkim szoku.
- Tak? - odparł lider bez wahania, dziwiąc się, że chłopiec sam się odezwał.
 Mir zamilkł na moment, w końcu przenosząc wzrok pełen niejednoznacznych emocji, na swego hyunga.
- Pocałuj mnie. - odezwał się w końcu tak cicho, że ledwo dosłyszalnie.
 - C... Co takiego? - rozmówca wpatrywał się w Mira niezrozumiałym wzrokiem.
 Ten nie powiedział już nic, jego powieki opuściły się do połowy, lekko się przygarbił, wzrok opuścił na powrót na białe płytki.
 Seungho był zakłopotany jak nigdy. Gdyby nie fakt, że nie wiedział kompletnie co począć, skończyłoby się to inaczej...
W pewnym momencie po prostu ujął twarzyczkę Mira, powoli i delikatnie łącząc ich usta w pocałunku. Niby wcale tego nie pragnął, a mimo to coś pokierowało nim w ten, a nie inny sposób.
 Maknae od razu, bez zastanowienia objął szyję lidera, spod jego powiek w momencie wytoczyły się gorące łzy. Chwilę trwało, nim Mir zdołał wcisnąć się na kolana hyunga, Seungho bardzo nie chciał doprowadzać tego do czegoś więcej.
 - Seungho... nie zostawiaj mnie tu... błagam. - wyszeptał Mir, siedząc okrakiem na udach lidera. Ich oddechy splatały się całkowicie, maknae szeptał wprost w usta hyunga. - Proszę... - westchnął ponownie, roniąc kilka kolejnych łez.
 - Nie zostawię... jestem przy Tobie. - Seungho delikatnie pogładził mokry od płaczu policzek Mira. - Jestem tu... - powoli zbliżył się do jego twarzy. - Spokojnie... - ujął prawą dłoń chłopca splatając ją z własną.
 Wcale nie zamierzał tego, co właśnie się działo. Dawał tylko maknae bliskość, której ten tak rozpaczliwie potrzebował w tej chwili. O którą żebrał, jak biedak.
Znów połączył ich pocałunek, Mir ocierał się o klatkę piersiową lidera, ten błądził dłońmi po ciele chłopca.
 Usta Seungho lądowały co chwilkę na zimnej skórze chłopca, ogrzewały ją, punktowały czerwonawymi śladami. Wkrótce spomiędzy warg maknae zaczęły wydobywać się przeróżne, tłumione na wielorakie sposoby stęknięcia.
Chłopiec mocno odchylał głowę do tyłu, pozwalając liderowi na pełne namiętności obcałowywanie swej szyi.
 Chcąc nie chcąc, Seungho był mocno pobudzony tym całym ocieraniem się Mira, walczył ze sobą, by go w tym momencie nie skrzywdzić.
 Jednak chłopiec w najmniej oczekiwanym momencie opadł w ramiona hyunga, wyciągając dłonie spod jego bluzy i wzdychając bardzo głęboko.
 Seungho poczuł niezwykłe wzruszenie. Pragnienie jakie w nim wzrosło od razu straciło na sile, rozczulił go widok zmarniałego rapera. Był w końcu tak rozgoryczony, emocje omal nie przytłoczyły go na dobre. Lider mimo lekkich wyrzutów sumienia czuł, że postąpił wobec niego dobrze. A przynajmniej wybrał najlepiej z tego, co mógł zrobić.
Mirowi wystarczył moment, by poprzez stres, pożądanie i płacz, zasnąć w ramionch hyunga w mniej niż chwilę.
 - I co ja mam teraz do cholery zrobić... - westchnął lider, obejmując maknae i składając delikatny pocałunek na jego głowie. - Ty masz łatwo... - mruknął przeczesując jego włosy. - Śpij...


C.D.N.
Sai

Well... zaczęłam to opowiadanie już dawno, więc mam co dodawać, przez jakiś czas. Mam nadzieję, że mimo smuteczków i płaczu, którym je naszpikowałam, przypadnie do gustu. Do następnego Rośćauu.


















sobota, 19 października 2013

"Masz mnie teraz bronić ~!"

The first one, 

czyli przesłodki fluff z Seungho i Mirem na pierwszym planie. 
Zespół: MBLAQ
Paring: SeungMir
Typ: Fluff
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia Seungho)



 Pewnego pięknego dnia, do mego pokoju wparował Mir, obwieszczając, że ma okropny, straszny, wielki i poważny problem.
Kulturalnie siedziałem sobie na łóżku czytając książkę, w okularach i z kakao na szafce nocnej, a ten dzieciak nawet nie zapukał. Co ja z nim mam...
- Seungho hyung!! Pomocy!
Wrzasnął i wskoczył bezceremonialnie na moje łóżko, siadając na kolanach moich wyprostowanych nóg, o mało co ich nie łamiąc. Obu na raz.
- O co chodzi..?
Westchnąłem odkładając książkę obok kubka z parującym napojem i zdejmując okulary z nosa.
- Joon hyung! O to chodzi!!
Zakrzyknął ponownie i skulił się, chowając głowę między moimi udami. No dobra, problemy problemami, ale nie będę sobie pozwalał. Chwyciłem jego ramiona i odsunąłem go od siebie, sam siadając w większym skupieniu po turecku.
- Ale co konkretnie Joon Ci zrobił?
- Prześladuje mnie.
Wyraz jego twarzy był komiczny, zupełnie jakby siedział przede mną skrzywdzony chiuaua, albo conajmniej jakiś, nie wiem, Luhan.
- W jaki sposób Cię prześladuje, hm?
Spytałem, nie mogąc powstrzymać cichego parsknięcia śmiechu. Jednak nie mogłem liczyć na to, że przejdzie mi to płazem.
- Liderze, nie masz prawa śmiać się, gdy jeden z członków Twojego zespołu ma problem.
Warknął obruszony maknae, po czym odwrócił się, chcąc zejść z łóżka.
- Idę do G.O., może on mnie wysłucha.
Mruknął w stylu divy i już chciał schodzić, kiedy moja dłoń złapała jego nadgarstek. Niby jego postawa wydawała mi się śmieszna i dziecinna, ale miałem dziwne poczucie, że nie chcę, żeby teraz wyszedł. Opanowałem się i postarałem wziąć jego zażalenie poważnie.
- No wybacz, to się nie powtórzy, po prostu przypomniałem sobie śmieszny moment z książki. Mów co się stało.
Skwitowałem zaciągając go spowrotem na łóżko. Oczywiście wiedział, że zmyślałem, ale udał, że uwierzył w historię z książką i usiadł przede mną ponownie.
- No bo...
Zaczął, a jego mina nabrała czegoś jak speszenie, zacząłem się serio zastanawiać, co ten zboczuch Lee mógł mu zrobić.
- Joon hyung powiedział, że chciałby ze mną chodzić.
Wydukał w końcu spłoszony raper i schował poczerwienioną twarz w dłoniach.
W sumie to nie było to takie złe, gorzej gdyby bez zgody Mira zaczął brać się za rolę rozdziewiczacza.
- Co w tym złego, Mir? Przecież chyba dużo do siebie czujecie, co nie?
- No właśnie nie.
Mruknął w odpowiedzi mój rumieniący się rozmówca i rzucił spojrzenie w bok.
- Jak to?
- A tak to, lubię go, ale nie kocham. A on zaczął na mnie napierać i mówić, że będzie mi z nim dobrze, już prawie mnie pocałował, ale wtedy do Ciebie uciekłem, hyung.
Odparł zatroskanym głosem i uniósł na mnie parę swoich wielkich, czekoladowych oczu. Nie powiem, wyglądał ślicznie, ale nie było czasu by o tym myśleć.
- Hmm... rozumiem. To faktycznie problem.
Przytaknąłem i zamyśliłem się, starając ułożyć jakiś plan, jak odciągnąc Joona od biednego maknae. Ten obserwował mnie wyczekująco.
- Liderze, pomóż mi, proszę no.
Miaunkął w końcu błagalnym głosem.
- Ale co mam zrobić, masz jakikolwiek pomysł kociaku?
Westchnąłem bezradnie, dopiero po momencie zastanawiając się czemu go tak nazwałem, on natomiast nie zwrócił na to szczególnej uwagi.
- No hyuung.. wymyśl coś proszę.
Zajęczał i opadł w niemocy na łóżko, twarzą do pościeli.
- Ehh...
Westchnąłem i opiekuńczo pogładziłem jego łopatki.
- Idź spać, jutro obiecuję, że coś wymyślę.
Szepnąłem zedcydowanym głosem, na co Mir z nadzieją w oczach podniósł się i jeszcze nieco niepewnie przytaknął, zsuwając się z łóżka. Zanim jednak wyszedł, nachylił się nade mną, delikatnie dotykając własnym, mojego policzka.
- Dobranoc hyung.
Mruknął w progu, po czym zniknął za ścianą.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, po czym chwyciłem kakao, upiłem kilka łyków, na powrót nasunąłem na nos okulary i wróciłem do lektury. Co ja mam z tym dzieciakiem...
Następnego dnia obudził mnie pewien zapach. Delikatny, jakby.. jak kwiaty. Albo owoce. Nie byłem pewien czy otwierać oczy..a jednak ciekawość zwyciężyła, powoli, bez pośpiechu rozchyliłem powieki. Ku memu zaskoczeniu, tuż obok mnie leżał Mir.
Chwila.
Skąd on sie tu wziął?
Spał spokojnie, nikomu nie przeszkadzając. Nic bym do tego nie miał, gdyby miejscem jego snu nie stało się moje, prywatne łóżko.
Podniosłem się do półsiadu, bacznie przyglądając się mojemu maknae. Próbowałem wymyślić skąd się tu wziął, a jednak jego obecność była tak absurdalna, że położyłem się z powrotem, odpuszczając sobie analizę sytuacji. Ułożyłem się wygodnie obok chłopca, łapczywie wdychając woń, jaką wydzielał. Ciekawe czemu, wczoraj nie wydawało mi się, by pachniał tak pięknie. A może nie byłem odpowiednio blisko niego, by poczuć?
Po co ja tyle myślę... Po chwili leżałem już ze zmrużonymi oczami, wtulony w maknae mego zespołu. Zasnąłem na jakiś czas.
Gdy obudziłem się jakieś pół godziny później, Mira już nie było. Nie zdziwiłem się tym razem. Było jasne, że gdy się obudzi, zniknie równie niepostrzeżenie, jak się pojawił. Szybko się ubrałem i zszedłem do kuchni, zaczynając wraz z Joonem przyrządzać śniadanie. Pomyślałem, że warto teraz pogadać o tej sytuacji między nim a raperem.
- Ehm... wiesz co, wczoraj wieczorem wbił do mnie Mir.
Zacząłem nieporadnie, nie mając pojęcia, jak rozmawia się o uczuciach.
- Mhm...
Joon nie wykazał wielkiego zainteresowania tym, co próbowałem mu delikatnie przekazać.
- No i zaczął mi opowiadać, jakieś głupoty, że coś tam niby od niego chciałeś, czy coś...
Tancerz spojrzał na mnie, na moment przestając przygotowywać posiłek. Milczał. Nie wiedziałem, czy za chwilę dostanę solidny wpierdol, czy się obrazi, czy będzie miał jeszcze inną reakcję.
A on milczał. Odezwał się dopiero po jakichś dwóch minutach.
- Chcę z nim być, jak już pewnie wiesz. Masz z tym jakiś problem?
Uniósł się brunet, spoglądając na mnie cokolwiek nie przyjaźnie.
"Broń Mira, Seuś, musisz być silny, to Ty tu jesteś liderem" powtarzałem sobie w myślach, błagając by za jedno złe słowo, nie został mi wymierzony potężny sierpowy Joona.
- Noo... znaczy bo...
Zacząłem najbardziej opanowanym głosem na jaki było mnie w tym momencie stać. Nie musiałem się starać długo, bo wkrótce po tym, zjawiło się moje wybawienie.
Do kuchni powoli wkroczył rozespany maknae.
I ja i Joon, od razu odwróciliśmy spojrzenia w jego kierunku, a on popatrzył po nas, przecierając oczy. W mig pojął charakter sytuacji w jakiej się znajdowaliśmy, oblał się rumieńcem i opuścił głowę. Po chwili milczenia uniósł na mnie błagalny wzrok. Wiedziałem, że muszę zachować się po męsku i pomóc mu za wszelką cenę.
- No więc tak.
Bąknąłem w kierunku Joona, bardziej pewny siebie przez obecność Mira.
- Mam coś do tego.
Joon chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewał, bo wytrzeszczył na mnie oczy, potem przelotnie zerknął na maknae i znów przeniósł na mnie wzrok.
- Dodatkowo...
Zaznaczyłem szybko, podchodząc do Mira i obejmując go w pasie, gestem który miał mówić "nie martw się, będzie dobrze".
- ... On też coś do tego ma.
W oczach bruneta dostrzegłem błysk irytacji. Wpadłem i to po uszy, ale teraz pozostawało mi to tylko ciągnąć dalej.
- Jeśli Mir coś ma do mojego planu, to czemu nie powiedział mi tego od razu?
Podchwycił Joon, rzucając spojrzenie na zakłopotanego maknae, tkwiącego u mego boku.
- Bo nie pozwalałeś mu dojść do słowa.
Odparłem bez zastanowienia, na co Lee podszedł bliżej mnie i warknął.
- Nie chcę być niemiły, ale wydaje mi się, że z takim tematem powinieneś zostawić mnie i Mira samego.
Stwierdził, po czym ponownie zawiesił wzrok na skulonym obok mnie maknae.
"O nie, Mir sam by sobie nie poradził." skomentowałem w myślach, po czym Joonowi posłałem tylko pobłażliwe spojrzenie.
- Nie wydaje mi się.
Odparłem, chcąc sprawiać choć wrażenie pewnego siebie.
- A to niby czemu? Ubzdurałeś sobie, że nie pasuje Ci nasz związek, więc teraz będziesz nas odciągał od szczęścia? Co Ci do moich czy jego uczuć?! Co Ci, się kurwa pytam, do mojego Mira?!
Joon wybuchnął, naskakując na mnie, tak, że Mir aż schował się z cichym jękiem za moimi plecami. No tak się nie będziemy bawić... poczułem nagły przypływ adrenaliny, po czym wiele nie myśląc wypaliłem:
- Dużo mi, dużo! Przykro mi, że nie wiesz kochany Joonie, ale Mir jest mój.
No i zrobiło się cicho. I w sumie cała nasza trójka była zszokowana. Tak, ja też. Tym, że coś taiego powiedziałem, mimo iż było to kłamstwem. Mir przez moment stał jak wryty, po czym podłapał pomysł i przykleił się do mojego ramienia. Chciał tym gestem upewnić Joona, że tak właśnie jest, że mówię prawdę.
Z niego natomiast napięcie zeszło i chyba poczuł się trochę zakłopotany, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Nasz plan-na-prędce wypalił!
- E-ehm... ja... wy-wybaczcie. Nie wiedziałem.
Joon strzelił buraczka i zakłopotany potarł kark dłonią.
Po chwili ze skruchą się uśmiechnął i poklepał mnie po ramieniu.
- Nie powinienem działać tak pochopnie. Mój błąd, Ciebie Mir też strasznie przepraszam. Pasujecie do siebie.
Mówiąc ostatnie zdanie wyszczerzył się momentalnie, mrużąc powieki i wychodząc powoli z kuchni.
- Zawołam już resztę.
Rzucił na progu, po czym już kilka sekund później, stałem sam z Mirem. Posłałem mu jedno niepewne spojrzenie, bo w sumie nie wiedziałem, czy będzie miał ochotę mnie teraz zabić, czy co...
Ten także obdarzył mnie spojrzeniem. Niby ciągle się rumienił, a jednak zaraz... wybuchnął gromkim śmiechem!
Śmiał się tak radośnie i przy tym tak uroczo, że grzechem byłoby mu nie zawtórować. Miał rację, to było tu jak najbardziej na miejscu.
Dławiąc się i dusząc od przypływów rozbawienia, maknae ułożył mi dłoń na ramieniu i opuścił nisko głowę, powstrzymując konwulsje oraz opanowując ten nieszczęsny śmiech. Gdy się podniósł, wiele nie myśląc zagarnąłem go w ramiona, wtulając w siebie mocno.
Oparł głowę o mój obojczyk i chwilę później usłyszałem cicy pomruk. Muszę przyznać, że poczułem przyjemny dreszcz. Mojego ucha dobiegł szept Mira.
- Jeśli jestem Twój, to teraz zawsze będziesz musiał mnie bronić.
Trochę mnie zamurowało. Oczywistym było, że kiedy to mówiłem, robiłem to tylko, by obronić maknae przed Joonem. I wydaje mi się, że on także o tym wiedział. Mimo wątpliwości uśmiechnąłem się, lustrując go kątem oka.
- Chcesz mnie wykorzystywać, bo jesteś małym, bezbronnym maknaesiem?
Zadrwiłem odsuwając się od niego na niewielką odległość.
- Sam to powiedziałeś.
Wzbronił się, po czym roześmiał na krótką chwilę. Dłonie ułożył na mojej szyi i z uśmiechem oparł czoło o moją głowę.
Gdy wreszcie się przekonał, bez wahania go pocałowałem. Taka sytuacja musiała przynieść to oczywiste zakończenie.
Zawsze wszystko analizuję i kalkuluję, z przyzwyczajenia. Tym jednak razem bez większych wywodów objąłem mój mały skarb, pierwszy raz będąc stuprocentowo zadowolonym z potwierdzenia się wysnutych przeze mnie, przypuszczalnych scenariuszy.

THE END. Wee ~!
Sai.


No takie to tam... pierwsze. xd
No i jak zamierzam przy każdym opowiadaniu, mały spam zdjęciami, coby się lepiej w paring wczuć. ^^ Enojy.