Rośćau 3
Czyli rozpacz Thundera i kolejny mini-dramat.Zespół: M.B.L.A.Q
Paringi: -w tym rozdziale brak- (dla person obdarzonych czarnym poczuciem humoru - Cheondoong x ostrze maszynki XD jestem potworem)
Typ: angst
Narracja: Trzecioosobowa
Wszystkim pewnie wydawało się, że to jednak jego wina. Że fakt, Mir zachował się gorzej niż źle, jednak wszystko spowodował on.
Czy chciał to osiągnąć?
Oczywiście, że nie, byli zawsze świetnymi przyjaciółmi.
Ale wiedział. Był świadom co rozgrywało się między Mirem i Joonem. Wiedział, że łączy ich coś na prawdę wspaniałego. I mimo to zachował się w taki, a nie inny sposób.
Dlaczego?
I to jeszcze na wizji?
Nie miał pojęcia.... coś mu tak podpowiedziało.
I chcąc nie chcąc, prawda dotknęła i jego.
Był zdruzgotany.
Joon chciał zostać na balkonie sam, więc Thunder cofnął się i udał do swojego pokoju. Próbował sobie wszystko tłumaczyć, usprawiedliwiać się. Gdy siedział u siebie na łóżku, poczuł duszność. Wstał, chwiejnym krokiem dobywając klamki do łazienki. W niej, zawisł ciężko nad umywalką, puszczając maksymalnie dużym strumieniem lodowatą wodę.
Zanurzył w niej twarz, przy okazji mocząc nieumyślnie włosy. Przetarł oczy ręcznikiem i wpatrzył się we własne odbicie.
Postąpił... na prawdę cholernie źle.
Na prawdę obrzydliwie.
Nie może pozostać bez kary.
Nieprzytomnym krokiem doszedł do szafki na drugim końcu łazienki. Z niej wydobył maszynkę do golenia.
- T.. to przeze mnie... Mir tak cierpi... to wszystko Twoja wina!! - wrzasnął rozpaczliwie w kierunku swego odbicia w lustrze. Docisnął maszynkę do nadgarstka i szybkim, strachliwym ruchem przeciągnął ją po nim, torem równoległym do ostrzy. Przez chwilkę z przerażenia przestał oddychać, zamarł i czekał. Po kilku sekundach dłużących się w nieskończoność, na jego skórze pojawiły się trzy czerwone ślady. Ślady te powoli pęczniały, po czym przekraczając swój największy rozmiar, spływały intensywną czerwienią po dłoni chłopca, znacząc na końcu podłogę łazienki.
Thunder drżał.
Nie pojmował co właśnie zrobił.
To stało się na prawdę?
Niemożliwe... niee... to tylko sen.
Oczywiście. Jawny sen, może robić co chce. Nie zrobiłby tego na jawie.
Nic się nie dzieje...
Już dobrze...
To tylko sen.
Po kilku minutach takiego rozumowania, Cheondoong upadł nieprzytomny, tuż przy szafce, z policzkami usianymi gorzkimi łzami, w bordowo-czarnej kałuży krwi.
Już dobrze to tylko sen.
Do tejże łazienki wszedł po chwili G.O. Prawdopodobnie tylko przez to Thunder pozostał przy życiu.
Po tym incydencie, sprawa przedstawiała się następująco: Cheondoong dalej winił o wszystko siebie, Mir twierdził podobnie, choć jego gniew na Thundera kolosalnie zmalał po tym co zaszło - bał się nie tylko o zdrowie przyjaciela, a również o jego życie, co ponownie mocno nim wstrząsnęło. Joon winił Mira, w głębi mając pretensje tylko do siebie, G.O. był w szoku po tym czego był świadkiem, a i tak, całą sytuację na barki brał Seungho.
M.B.L.A.Q. trzęsło się w posadach, każdy dzień rodził niepewność. Pięciu chłopców połączonych miłością i przyjaźnią, dzielić zaczynała zdrada, nienawiść, zazdrość, zemsta i poczucie winy.
Przelanymi łzami, zaczęli sami sobie tworzyć jezioro smutku, w którym podtapiali siebie nawzajem. A brzegu jak na razie, nikt nie mógł się dopatrzeć.
Kolejne dni przeżyli w grobowej atmosferze. Ze względu na stan fizyczny Thundera, oraz psychiczny tak jego jak i Mira, odwołali kilka koncertów w przód, by ustabilizować sytuację. Nawet menadżer zaczął nieźle bać się o przyszłość zespołu. Praktycznie nic bowiem nie dawało nadziei na jego przetrwanie.
Po kilku próbach nagrania czegoś, integrowania się, po spotkaniach z psychologami i innymi pomocnymi ludźmi, zapadła decyzja; M.B.L.A.Q. się dezaktywuje.
Tak chłopcy, jak i miliony fanów były tym faktem poruszone. Pojawiały się sprzeciwy, wystąpienia, jednak dla dobra dawnych członków zespołu w końcu z żalem pogodzono się z odejściem boysbandu ze sceny na jakiś czas.
Wszyscy konsultanci stawiali taką samą radę - chłopcy muszą od siebie odpocząć. Ukoją nerwy, wyciszą się i kiedy tylko będą chcieli wrócą do składu z nową energią, i nastawieniem. W teorii brzmiało to całkiem nieźle. Plan wydawał się najlepszym z możliwych; a tych nie było zbyt dużo.
Joon z Thunderem wynajęli mieszkanie w bloku, razem otrzymując większą sumę pieniędzy na start. G.O. trzymał się mocno przy Seungho i chyba ostatecznie zatrudnili się w jakiejś małej szkółce tańca, robiąc im niezłą reklamę.
Mir trudnił się w kilku miejscach, jednak w końcu osadził się w klubie nocnym, jako praktykujący barman. Było to jedno z niewielu miejsc, w których nie czuł się jak szmata. Być może dlatego, że otaczali go w głównej mierze alkoholicy i dziwki. Czasem przy pokazie zapatrywał się na niektóre z nich, tańczyły momentami całkiem nieźle, jednak nigdy nie był jeszcze podczas występu gwiazdy lokalu, łamacza serc i ponoć także znanego koreańskiego muzyka. Nikt z obsługi nie chciał jednak Mirowi zdradzić imienia tajemniczego tancerza. Mówili tylko półsłówkami, że jest piękny i uroczy z zewnątrz, lecz skrywa wnętrze prawdziwej bestii.
Wołali na niego "Animal". ~
C.D.N.
Sai
Hyhyhy... przynajmniej zakończenie nie zapowiada w następnym rozdziale tyle angsta, ne? No więc czwarty rozdział wyzbywa się scen dramatycznych (chyba ;;).









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz