czwartek, 14 listopada 2013

"Po ciemku najlepiej" pt.3

Spokojnie, nie gryzę ~

Czyli Sai ponownie molestuje TaoHana, tym razem ukochane romansidła, słodkie tak, że idzie rzygnąć tęczą.
Zespół: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: Fluff
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)

Co jest ze mną nie tak?
I co mam myśleć?
O czym? O wszystkim!
O mojej bezsenności, reagowaniu na ból... a no i o czynniku sprawczym wszelkich tych przemyśleń.
Tao.
Demon, ba żeby jeszcze jakiś przeciętny. Nie, oczywiście - demon ognia, palący dotykiem, o iskrzącym spojrzeniu, do tego pieprzony sadysta i egocentryk.
A jednak jego imię dźwięczy mi w głowie całymi dniami, bez przerwy.
Tao.
Taaao.
To jednak brzmi ślicznie.
Podpalał mnie.
Okaleczał.
Zadawał ból i cierpienie.
A ja zasnąłem przy tym jak dziecko.
I co ważniejsze... cały czas o nim myślę. Czy dzisiaj też przyjdzie. Czy coś mi zrobi, czy znów będzie tak intrygujący jak podczas naszego pierwszego spotkania.
Tak... calutki dzień tak się zastanawiam. Znów.
Co jest ze mną, kurwa, nie tak?
Wieczorem nie musiałem na niego czekać. Podchodząc do łóżka, zauważyłem smukłą sylwetkę demona, rysującą się na tle otwartego okna, przez które pokój wypełniał się nieznośnym chłodem.
Ale w sumie to tym razem mi to nie przeszkadzało.
W milczeniu, oczywiście, usiadłem obok; on wpatrywał się w widok za oknem z zachwytem wypisanym na twarzy, a ja plecami do źródła chłodu, obserwowałem go kątem oka.
Jego uroda była zachwycająca.
Ale znowu milczał.
- Jeśli tak tam ślicznie to czemu nie wyjdziesz? - postarałem się opanować drżenie głosu, jednak kłamca ze mnie do dupy.
Tao na moje słowa, w permanentnym milczeniu obrzucił mnie roześmianym spojrzeniem.
Tak niespotykanie piękny uśmiech...
Nie, kurwa, Han!
Nie teraz.
- Co dzisiaj robimy? - rzucił beztrosko, obracając się do mnie i wpatrując się wyczekująco.
Co za typ.
- No bo wczoraj musiało Ci się kurewsko podobać... - mruknął zadowolony, zbliżając się do mojego ucha ospałym ruchem. - ...bo zasnąłeś tak słodko, że aż nie chciałem Cię rano budzić. - dokończył z czarującym uśmieszkiem, odsuwając się spowrotem i wyczekując mojej reakcji.
Teraz to ja milczałem.
Na prawdę mi się to podobało...?
Miałem wrażenie, że zemdlałem z bólu, ale każdy interpretuje jak chce.
No cóż, Lulu, musisz z tego jakoś wybrnąć.
- W takim razie dzisiaj także wolałbym zasnąć. - wydukałem w końcu, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z realnych konsekwencji tej zachcianki.
Tao rozbłysły srebrne tęczówki.
"Jestem idiotą." miotało się po moim pustym łbie.
- A w takim razie... - demon zbliżył się do mnie, na niebezpiecznie niewielką odległość. - Wolisz zasnąć z moją pomocą, czy może na własną rękę dasz radę? - szepnął, znajdując się tuż przy mnie, niemalże stykając się wargami z płatkiem mojego ucha.
Zadrżałem i odsunąłem się instynktownie, bojąc się kolejnych oparzeń.
Tao zachichotał złośliwie, po czym spojrzał na mnie w sposób, który zadziałał na mnie dwojako - z jednej strony bałem się cholernie i prosiłem by Tao nic mi nie zrobił, a z drugiej jego wzrok był tak wyzywający... przeszył mnie dreszcz.
- Dam radę sam. - skwitowałem w końcu suho.
Odsunąłem się na sam koniec łóżka i wsunąłem pod kołdrę, przy okazji odwracając do Tao plecami.
Przez chwilę pozostałem w jednej pozycji, jak zamrożony, wyczekując rozwoju wydarzeń.
Nic.
A jednak czułem na sobie jego wzrok.
Wypalający mi duszę.
Po jakichś trzech minutach ciszy absolutnej, wyczułem zmianę, pod postacią odsunięcia kołdry.
Przeraziłem się. Znowu mnie poparzy, jeśli nasze ciała choć na moment się zetkną.
Ułożył się tuż przy moim boku, mając najpewniej zamiar wtulenia się w moje plecy.
Ooo, co to, to nie! Nie będziemy się codziennie bawić w sado-maso!
Spieprzyłem szybciutko jak najbliżej ściany, a jak najdalej od ognistego demona.
- Nie mogę Cię przytulić? - zapytał Tao, a ja znów czułem się przez niego bez przerwy obserwowany.
- Nie, poparzysz mnie. - odparłem najbardziej stanowczym głosem na jaki było mnie stać.
Po chwili po pokoju rozniósł się gromki odgłos śmiechu.
Ten pojebaniec jeszcze ze mnie drwi...
Niedługo później poczułem parę rąk, oplatających mnie w pasie.
Odruchowo zerwałem się, strając w panice jak najszybciej oddalić od siebie tego popaprańca.
A jednak...
A jednaj mimo mojego lęku, przed dotykiem demona, nie poparzył mnie. Nawet odrobinkę. Po prostu się we mnie wtulił. I to jeszcze w tak uroczy,  i wdzięczny sposób...
Uspokoiłem się, nie reagując już tak gwałtownie na dotyk Tao.
Był w sumie przyjemny...
- I co, stało Ci się coś? - mruknął mój towarzysz, nieco wspinając się, najpewniej w celu obserwacji mojej mimiki.
- Sam nie wiem... - wzruszyłem ramionami, prychając śmiechem pod nosem.
Demon przedrzeźnił mnie, naśladując sposób w jaki się zaśmiałem, po czym zupełnie niewinnie nadgryzł płatek mojego ucha.
Poczułem, jak przez moje ciało przechodzi długi, przyjemny dreszcz.
Obróciłem się nieumiejętnie w stronę mojego diabła, otoczyłem go ramionami i wtuliłem we własne ciało.
Miałem w sobie coś na kształt potrzeby zapanowania nad nim.
Jedyne, czego przed zaśnięciem jeszcze doświadczyłem, były ciepłe usta Tao, lądujące delikatnie na moich obojczykach, klatce piersiowej, brzuchu...
A potem odpłynąłem w objęcia Morfeusza.

C.D.N.
Sai

Fluff jak na mnie przystało? Myślę, że jak najbardziej. Kolejny rozdział już w drodze ^-^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz