"Tao... wypierdalaj!"
Czyli Lulu dostaje białej gorączki, a zadowolony z siebie Tao jest zadowolony z siebie.
Zespoł: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: SadoMaso...
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)
Tego dnia czułem się... dziwnie.
Tak.
Gdyby tłumaczyć to słowo, to idealnie wkomponowałby się w tą definicję stan, w jakim znalazłem się po nocy spędzonej z Tao. Trochę Agresywnym Opętańcem.
Byłem nieobecny, cały czas szukałem w pamięci urywków rozmów z tą niezwykłą personą, jego spojrzeń, oddechów, które tak wyraźnie czułem na swej skórze.
Tak, wypiliśmy herbatę o 2:47. Co do tego był nieustępliwy, więc jako gospodarz w końcu zaparzyłem, jemu czarną, a sobie zieloną.
Całą noc siedzieliśmy razem na łóżku i rozprawialiśmy na przeróżne tematy. Był biegły w każdym z nich, zaskakiwał wiedzą o... wszystkim, tak na prawdę.
Rano podziękował za herbatę, przytulił mnie długo, pocałował w policzek i zniknął. W powietrzu pozostał po nim jedynie szarawy dym, z którego po chwili wytrącił się popiół. Sadza osiadła na podłodze, po czym i tak w kilka sekund rozpłynęła się jak sen.
Nie pozostało mi po nim nic, poza wspomnieniami. Bo wyraźnie pamiętałem, że z nim wtedy byłem. To nie mógł być sen.
Wieczorem kładąc się już do łóżka, ponownie w głowie zobaczyłem obraz Tao.
Zamyśliłem się.
Ciekawe, czy dzisiaj też przyjdzie?
Ułożyłem się wygodnie w łóżku i zamknąłem oczy. Nie wiedzieć czemu. Nigdy tego nie robię, bo nawet nie łudzę się, że zmoży mnie sen, a tym razem bez zastanowienia opuściłem powieki.
Nie minęło dwadzieścia sekund, kiedy na policzku poczułem ciepły oddech.
Tao.
Heh. Dobrze, że jest.
- Znowu mnie nachodzisz? - mrunknąłem nie otwierając oczu.
- Ano... nie będziesz miał ze mną lekko, Hannie. - mogłem przysiąc, że uśmiechał się teraz wrednie, prawie widziałem ten uśmiech oczyma wyobraźni.
Nie odezwałem się, tylko zamruczałem cicho.
Nie chciało mi się z nim dzisiaj rozmawiać.
Ale musiał się zjawić, żebym zdał sobie z tego sprawę.
Dzisiaj po raz pierwszy od zamierzchłych czasów, o których nie mówią nawet legendy, chciałem spać.
- Tao... idź sobie. Chcę spać. - mruknąłem, odwracając się od demona i probując ułożyć na boku.
- Jasne, mi tego nie wmówisz. - prychnął w odpowiedzi, po czym ni z tego, ni z owego pocałował mój odsłonięty kark.
Poczułem dreszcz.
- Tao, przestań, pókim dobry. Serio jestem śpiący, daj mi spokój.
Tym razem w odpowiedzi, tuż przy moim uchu rozległ się niski, długi pomruk.
Poczułem mrowienie nisko w brzuchu.
Tylko tego, kurwa, brakowało.
- Ooo, kolego, co to to nie! - syknąłem stanowczo, siadając i patrząc na napastnika z góry. - Wyjazd stąd. Teraz.
Tao patrzył na mnie z kpiną wypisaną na twarzy.
Co on sobie myśli?!
To moje mieszkanie, nie ma prawa przebywać tu bez mojej zgody, do diabła!
- Tao, liczę do trzech, masz się stąd wynieść. - zagroziłem mu, jakoś wypierając z umysłu fakt, że jest synem piekła. - Raz...
Zero reakcji, leży jak leżał.
- Dwa... - zaczynałem być na serio wkurzony jego obecnością, niech spieprza z powrotem do swojego tatusia!
Dalej nic, zanim wypowiedziałem do końca ostatnie słowo, srebrnooki podniósł się i pchnął mnie na pościel, do pozycji leżacej. Co za popapraniec, jak śmie!
- Tao! Kurwa! Wydupiaj, ale już! To moje łóżko! - wrzasnąłem nie zwracając uwagi na późną porę i fakt, że większość moich sąsiadów pewnie już śpi.
Milczenie tego zboczeńca, było jeszcze gorsze, niż sam fakt przebywania z nim teraz. Wkurwił mnie nie na żarty!
Po krótkiej chwili w jego oczach coś się zmieniło.
Przeraziłem się.
Był... nieludzki.
Nie zmienił swojej formy, ani niczego w wyglądzie czy zachowaniu, a jednak do mojego umysłu skutecznie wstrzyknął dawkę strachu.
Bałem się.
Poczułem, że pieką mnie policzki... nie, całe ciało. Było mi niewyobrażalnie gorąco.
Po momencie zdałem sobie sprawę, że to nic innego jak jego dotyk. Dłoń Tao, jak rozżarzone żelazo, nacinała skórę na moim brzuchu, sycząc i skwiercząc.
Pozwoliłem, by zawładnął mną długi, zrywny dreszcz.
Bez wpływu na to, jak bardzo tego nie chciałem, Tao milczał, a ja poczułem, że chcę się rozpłakać.
Tak bardzo się bałem.
Demon oderwał dłoń od mojego brzucha, jako następne paląc bezlitośnie moje uda i biodra.
Czułem się jakbym miał wiecznie tak płonąć.
Przez łzy i zaciśnięte z bólu zęby, wysyczałem bez pośpiachu w stronę sadysty kilka słów.
- Ttt...tsss... Tao... sssaa....! Ssspier... -dalaj...
I chyba zemdlałem.
Ból był nie do zniesienia.
Rano obudziłem się w panice. Pośpiesznie odkryłem kołdrę zasłaniającą mój brzuch i nogi...
I nic. Były w jak najlepszym stanie.
Nawet draśnięcia, czy małej blizny.
A więc to mi się śniło?
Nie możliwe, ból był zbyt wyraźny i konkretny. Nie mogłem śnić.
A gdzie Tao?
To pytanie przywiało do mojej głowy lęk. Że demon wróci i znów zrobi mi krzywdę. Że mnie... zabije.
Wstałem, o dziwo, nie czując bólu czy trudności w chodzeniu. Wszystko było jak dawniej.
Skierowałem się do łazienki i wiele nie myśląc wkroczyłem w otwarte drzwi.
W środku zamarłem.
Lustro było zaparowane, gorąca para owionęła mnie całego, na podłodze były niezliczone kałuże, jak po krokach.
Nie.
To nie możliwe.
Podszedłem do lustra, po czym postarałem się odczytac lekko już rozmazany napis na nim.
"Nie lubię mieć sadzy na rękach. Jak się spało Lulu?"
O ja pierdolę.
Jaka schiza.
C.D.N.
Sai
Znowu nie wiem o co mi chodzi, ale wydaje mi się, że bez względu na opinię na temat tego opowiadania, będę je pisać dalej, bo mi się to fhui podoba. .3.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz