Chłód
Czyli czy mogę zamówić herbatę z porcją strachu?
Zespół: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: Fluff
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)
Sam już nie wiem co robić.
No bo tak - z jednej strony, tak strasznie boję się, że on znów przyjdzie. Że tym razem już na poważnie, nie będzie miły i grzeczny, i postara się zadać mi porządną dawkę bólu.
Natomiast pojebany Han tylko na to czeka - no wręcz nie mogę usiedzieć w miejscu, czekając na wieczór, a znaleźć moment, w którym nie myślę o Tao, to wyczyn.
Nawet biorąc pod uwagę sam fakt, że może zadać mi cierpienie w ogóle mnie jego przybycie nie odstrasza. A wręcz tym bardziej nakręca, serio, że mną coś kurwa jest.
Generalnie sęk w tym, że z dnia na dzień, a może raczej z nocy na noc, pragnę obecności Tao coraz mocniej. Coraz...
... goręcej?
Po całym dniu nie robienia zupełnie niczego oraz rozmyślania o demonach, wreszcie nadszedł tak wyczekiwany przeze mnie moment, w którym wskoczyłem pod kołdrę i mogłem już w spokoju czekać na Tao.
Tylko chwila...
Czy ja chcę na niego czekać?
A co jak przyjdzie, nagle mu coś dopierdoli i zacznie mnie przypalać?
Nie, nie.
Mimo to, chcę, żeby przyszedł. Będzie zabawnie.
A jednak coś poszło nie tak.
Nie to, żeby znów zaczął mnie gwałcić spojrzeniem po przyjściu, czy ranić, czy podpalać... nie. Tym razem wina leżała po mojej stronie. Mianowicie nim demon się pojawił...
... zasnąłem.
Jak? Nie mam pojęcia, to, że w ogóle z własnej woli zasnąłem było zachwianiem jakiejś kosmicznej równowagi, ale to, że przed pojawieniem się Tao, wykraczało już poza ludzkie pojmowanie. Ja i sen? Ja i DOBROWOLNY sen? Czy komuś się tu pokurwiło co nieco?
Rozbudził mnie chłód. Przenikliwy, taki drążący niematerialne dziury w moim ciele. Nie równoznaczne jest to z mrozem, nie... to raczej coś na kształt chłodu, którego można się bać.
Ale przecież zamykałem okno przed zaśnięciem, prawda...?
Kiedy tylko dotarło do mnie, że to nie ja otworzyłem okno, po raz kolejny poczułem się jak sparaliżowany. Nie mogłem ruszyć żadną częścią ciała. A to wszystko za sprawą Tao. Zdawałem sobie sprawę, byłem definitywnie świadom, że za tym wszystkim stoi właśnie ten, a nie inny demon.
I że on tu jest.
W momencie, gdy ta myśl przeszłą przez moją głowę, silny podmuch wiatru ugodził mnie w ramię. Nie mogąc nic zrobić, zamknąłem oczy. "Błagam..." - myślałem - "... błagam, Tao, jeśli to Ty, nie strasz mnie więcej, proszę..."
- Ale czemu nie, Lulu...? - ten szept, jak żaden inny dźwięk przeszył całe moje ciało niczym lodowe ostrze. A powinien je spalić, czyż nie?
- Bo nie lubię się bać. - sam nie wiem jak zebrałem siły, bo odpowiedzieć demonowi, który grał ze mną w kotka i myszkę.
Nigdy nie lubiłem myszek.
- Ale ja za to lubię straszyć... - Tao nie kontemplował długo nad odpowiedzią, jakby znał wszystkie moje myśli.
Po prawdzie, to zakładałem, że tak właśnie było, nawet by mnie to nie zdziwiło.
A jednak...
Serio wszystkie?
Poczułem kilka ostrych jak brzytwa szponów, okalających na ułamek sekundy moje ramię. Boże, ile strachu można zgromadzić w sercu przez ułamek sekundy! Już po chwili kolejny podmuch, od strony okna owionął moje skronie. Bałem się jak podczas naszego pierwszego spotkania.
Ten strach nie uciekł, od tamtego momentu.
Ja starałem się go jedynie przyćmić, wygłuszyć.
A Tao jak na złość, jedynie go podjudzał.
- Przestań! - powiedziałem nagle, trochę zbyt głośno jak na tą porę. Zdecydowanie za głośno, aczkolwiek nie potrafiłem racjonalnie zapanować nad głosem. Tao, kurwa, co Ty mi robisz...
- Nie ruszaj się! - odparł demon. Wrzask jaki przy tym z siebie wydał, był nieludzki. Czułem dokładnie, szaleńczą prędkość tętna wybijanego przez moje serce. Zdawało mi się, że krew pulsuje teraz dokładniej, że mogę poczuć każdy ułamek mojego ciała. A przy okazji miałem wrażenie, jakbym nagle cały został skuty lodem. Tak przeokropnie się bałem.
Oczywiście nie drgnąłem nawet, ba, nie jestem pewien czy oddychałem. Oczy miałem zamknięte przez cały czas, więc moje powieki pozostały jak wykute z kamienia.
Nie byłem zdolny nawet by cokolwiek pomyśleć.
Jakbym nagle, jak na zawołanie, stał się trupem.
Przeczyło temu jedynie moje serce, jebiące się po klatce piersiowej jak kuny w agreście.
- Czego tak bardzo się boisz, Han? - kolejny szept, a może raczej pomruk ze strony Tao. Nadal nie byłem zdolny do reagowania - Mnie? Tego, że zostaniesz ofiarą moich sadystycznych upodobań? Powiedz, Han... boisz się, że Cię zabiję? - tego mój mózg już nie wytrzymał.
Zupełnie się wyłączyłem. Straciłem rzeczywisty kontakt ze światem. Czerń, jaką do tej pory widziałem przed oczami, zmieniła się w otchłań, nie docierał już do mnie chłód czy choćby jeden szept demona. Po prostu uciekłem.
Nie wydaje mi się, żebym pod wpływem czegokolwiek czy kogokolwiek, tak bardzo się bał.
Nigdy nie zdarzyło mi się, popaść w letarg z przerażenia.
A on tego dokonał.
Tylko on.
...Jaki wyjątkowy.
- Luhannie.
...
Co? Ktoś coś do mnie mówił? N-nie... prawie nic nie słyszę...
- Ej, Luhan.
Co jest? Luhan? Na pewno mnie wołasz..?
- Han, żesz kurwa mać.
Siarczyste przekleństwo, jak nic innego przywróciło mnie do żywych.
Leżałem.
Nade mną wisiał Tao.
- Mówię do Ciebie - zrób mi herbatę, to Ty nic. Nie olewa się tak gości.
Usiadł obok po turecku jak naburmuszona księżniczka.
Że co proszę? Herbatę? Pojebało?
- E-ee... Tao... kiedy prosiłeś o herbatę? - zapytałem, podnosząc się do pół siadu i przecierając łzawiące dopiero teraz, po tej ogromnej dawce strachu, oczy.
- No jak to kiedy, przed chwileczką, jak odleciałeś. - demon wzruszył bezproblemowo ramionami i oglądnął własne paznokcie. - To dostanę filiżankę czarnej herbaty, czy mam sobie iść?
Nie nie nie.. to wszystko działo się zbyt szybko, jak na mój nie do końca aktywny jeszcze umysł.
- Oj no czekaj, nie obrażaj się, już lecę. - pogładziłem go po ramieniu, jako, że był odwrócony do mnie tyłem, po czym nie ogarniając całej sytuacji udałem się do kuchni. Włączyłem czajnik, wsypałem porcję czarnej herbaty do filiżanki, zalałem wrzątkiem. Wszystko jak przez sen,.
Gotowy napój przyniosłem mężczyźnie okupującemu moje biedne łóżeczko. On złapał naczynie i zmrużył oczy w przypływie przyjemności.
Parzył sobie, psia mać, ręce...
No nieźle.
- Dlaczego tak bardzo lubisz straszyć, Tao? - mruknąłem do niego, starając się objąć umysłem całą sytuację.
No bo czemu wywołuje u mnie napad tak okropnie szaleńczego przerażenia, a zaraz po tym nagle prosi mnie o waloną herbatę, ha?!
- Hmm... - pomruk przepełnił cały pokój. Srebrnooki uniósł filiżankę ku twarzy, zanurzył górną wargę w gorącym napoju, uśmiechnął się. - Bo widzisz... ja w Tobie szukam tego, czego mi brakuje.
Opuściłem wzrok starając się przeanalizować to, co właśnie zostało mi przekazane.
- Szukasz we mnie strachu, bo sam nie potrafisz się bać? - nie wiem, czy do końca o to mu chodziło, ale właśnie tak to pojąłem.
- Mhm, dokładnie. - parujący wywar z filiżanki, został uszczuplony przez demona o kilka łyków.
W milczeniu czekałem. No bo szczerze powiedziawszy, to nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć. Więc chciał sprawiać, że się boję, bo on sam nie może. To logiczne. Na swój sposób. Nie wyobrażam sobie czego mógłby bać się demon, w prawdzie gdyby brać pod uwagę jego wieczne życie i przypuszczać, że może przez rozmyślanie nad tym popaść w przerażenie, byłoby to możliwe, ale nie zakładałem aż tak rozbudowanych procesów myślowych u Tao. On był jak wiatr. Nie myślał o wczoraj, czy jutrze. On po prostu wiał.
- Tak samo jak strachu, szukam u Ciebie bliskości. - dodał po chwili demon, odstawiając puste naczynie na moją szafkę nocną. - W końcu sam jej sobie nie zapewnię, nieprawdaż? - prychnął w kpiący, wręcz niepodobny do niego sposób.
To stwierdzenie nieco mnie skrępowało, przyznam szczerze. Nie odpowiedziałem na ostatnie pytanie, tylko lekko podrapałem się w okolicach karku. Taki tam, typowy tik nerwowy.
- A Ty... szukasz we mnie czegoś? - rozległo się w końcu, a ja uniosłem wzrok na autora tych słów. Przyznam szczerze, że jak rozmyślałem o nim często, to nigdy w aspekcie odnajdywania w nim swoich własnych niedociągnięć.
- Uh... no może... pewnie jest dużo rzeczy, których ja nie posiadam, a Tobie nie sprawiają problemu. - nie mogąc podać żadnego konkretnego przykładu ponowiłem swój tik.
- Jak na przykład? - drążył rozmówca, najwyraźniej nie mając zamiaru odstawić tego tematu na bok.
- Na przykład... palenie dotykiem. - mruknąłem, posyłając demonowi jakże wymowne spojrzenie.
Zaśmiał się.
Choć wcale nie miałem czemu, uśmiechnąłem się na tą reakcję.
Strasznie dziwne te moje zachowania ostatnimi czasy.
Już po chwili, Tao przysunął się bliżej mnie, by ostatecznie wylądować głową na moich kolanach. Jego stalowe oczy błyszczały w świetle księżyca jak dzikie. Ciągle otwarte okno wpuszczało do pokoju chłodny zapach nocy. W powietrzu unosiła się jeszcze woń czarnej herbaty, a wszystko to odbywało się o tak przyjemnej porze jak 3:10. Podniosłem wzrok z demona na parapet. Potem wyżej, na widok za oknem. Uśmiechnąłem się, jakoś tak instynktownie. Wolność, jaka rysowała się gdzieś tam w oddali, zawsze napawała mnie wewnętrzną radością, to, że bez względu na wszystko mogę kiedy mi się zachce uciec i mieć wszystko inne gdzieś.
Być pewnym, że może nawet nie zasnę w łóżku.
I może nie pod dachem.
Może nawet w jakimś nie najbezpieczniejszym miejscu.
Ale on się zjawi.
On przyjdzie stuprocentowo, nie odpuści mi.
- Nie odpuszczę. - mruknął w końcu, a kiedy opuściłem głowę na wydźwięk tych słów, Tao uniósł się nieznacznie, lekko dotykając moich ust własnymi.
Nie porzuciłem uśmiechu ani na moment.
Demon, widząc moją spokojną reakcję, sam szeroko się uśmiechnął i zmrużył oczy, układając się wygodniej na moich kolanach.
Jej... myślałem nad tym, czy samemu jeszcze raz go nie pocałować.
Ale w końcu uznałem, że tyle wystarczy.
Na dzisiaj.
A teraz czas już spać...
Buhaha, jak mi się podoba pisanie tego gunwa. <3 Na prawdę, to jest coś genialnego, wcale nie zwracać uwagi na fakt, że ktoś to czyta bądź nie, tylko pisać z czystej przyjemności. Dziękuję za uwagę i dobrejnocki, życzy chory Saiacz (tak, leżę w łóżku i napierdzielam TaoHany zamiast spać ^3^)
Miłość wszelaka, delikatna i brutalna, fizyczna i duchowa, i taka, jakiej jeszcze nie ma.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demon. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 listopada 2013
poniedziałek, 11 listopada 2013
"Po ciemku najlepiej" pt.2
"Tao... wypierdalaj!"
Czyli Lulu dostaje białej gorączki, a zadowolony z siebie Tao jest zadowolony z siebie.
Zespoł: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: SadoMaso...
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)
Tego dnia czułem się... dziwnie.
Tak.
Gdyby tłumaczyć to słowo, to idealnie wkomponowałby się w tą definicję stan, w jakim znalazłem się po nocy spędzonej z Tao. Trochę Agresywnym Opętańcem.
Byłem nieobecny, cały czas szukałem w pamięci urywków rozmów z tą niezwykłą personą, jego spojrzeń, oddechów, które tak wyraźnie czułem na swej skórze.
Tak, wypiliśmy herbatę o 2:47. Co do tego był nieustępliwy, więc jako gospodarz w końcu zaparzyłem, jemu czarną, a sobie zieloną.
Całą noc siedzieliśmy razem na łóżku i rozprawialiśmy na przeróżne tematy. Był biegły w każdym z nich, zaskakiwał wiedzą o... wszystkim, tak na prawdę.
Rano podziękował za herbatę, przytulił mnie długo, pocałował w policzek i zniknął. W powietrzu pozostał po nim jedynie szarawy dym, z którego po chwili wytrącił się popiół. Sadza osiadła na podłodze, po czym i tak w kilka sekund rozpłynęła się jak sen.
Nie pozostało mi po nim nic, poza wspomnieniami. Bo wyraźnie pamiętałem, że z nim wtedy byłem. To nie mógł być sen.
Wieczorem kładąc się już do łóżka, ponownie w głowie zobaczyłem obraz Tao.
Zamyśliłem się.
Ciekawe, czy dzisiaj też przyjdzie?
Ułożyłem się wygodnie w łóżku i zamknąłem oczy. Nie wiedzieć czemu. Nigdy tego nie robię, bo nawet nie łudzę się, że zmoży mnie sen, a tym razem bez zastanowienia opuściłem powieki.
Nie minęło dwadzieścia sekund, kiedy na policzku poczułem ciepły oddech.
Tao.
Heh. Dobrze, że jest.
- Znowu mnie nachodzisz? - mrunknąłem nie otwierając oczu.
- Ano... nie będziesz miał ze mną lekko, Hannie. - mogłem przysiąc, że uśmiechał się teraz wrednie, prawie widziałem ten uśmiech oczyma wyobraźni.
Nie odezwałem się, tylko zamruczałem cicho.
Nie chciało mi się z nim dzisiaj rozmawiać.
Ale musiał się zjawić, żebym zdał sobie z tego sprawę.
Dzisiaj po raz pierwszy od zamierzchłych czasów, o których nie mówią nawet legendy, chciałem spać.
- Tao... idź sobie. Chcę spać. - mruknąłem, odwracając się od demona i probując ułożyć na boku.
- Jasne, mi tego nie wmówisz. - prychnął w odpowiedzi, po czym ni z tego, ni z owego pocałował mój odsłonięty kark.
Poczułem dreszcz.
- Tao, przestań, pókim dobry. Serio jestem śpiący, daj mi spokój.
Tym razem w odpowiedzi, tuż przy moim uchu rozległ się niski, długi pomruk.
Poczułem mrowienie nisko w brzuchu.
Tylko tego, kurwa, brakowało.
- Ooo, kolego, co to to nie! - syknąłem stanowczo, siadając i patrząc na napastnika z góry. - Wyjazd stąd. Teraz.
Tao patrzył na mnie z kpiną wypisaną na twarzy.
Co on sobie myśli?!
To moje mieszkanie, nie ma prawa przebywać tu bez mojej zgody, do diabła!
- Tao, liczę do trzech, masz się stąd wynieść. - zagroziłem mu, jakoś wypierając z umysłu fakt, że jest synem piekła. - Raz...
Zero reakcji, leży jak leżał.
- Dwa... - zaczynałem być na serio wkurzony jego obecnością, niech spieprza z powrotem do swojego tatusia!
Dalej nic, zanim wypowiedziałem do końca ostatnie słowo, srebrnooki podniósł się i pchnął mnie na pościel, do pozycji leżacej. Co za popapraniec, jak śmie!
- Tao! Kurwa! Wydupiaj, ale już! To moje łóżko! - wrzasnąłem nie zwracając uwagi na późną porę i fakt, że większość moich sąsiadów pewnie już śpi.
Milczenie tego zboczeńca, było jeszcze gorsze, niż sam fakt przebywania z nim teraz. Wkurwił mnie nie na żarty!
Po krótkiej chwili w jego oczach coś się zmieniło.
Przeraziłem się.
Był... nieludzki.
Nie zmienił swojej formy, ani niczego w wyglądzie czy zachowaniu, a jednak do mojego umysłu skutecznie wstrzyknął dawkę strachu.
Bałem się.
Poczułem, że pieką mnie policzki... nie, całe ciało. Było mi niewyobrażalnie gorąco.
Po momencie zdałem sobie sprawę, że to nic innego jak jego dotyk. Dłoń Tao, jak rozżarzone żelazo, nacinała skórę na moim brzuchu, sycząc i skwiercząc.
Pozwoliłem, by zawładnął mną długi, zrywny dreszcz.
Bez wpływu na to, jak bardzo tego nie chciałem, Tao milczał, a ja poczułem, że chcę się rozpłakać.
Tak bardzo się bałem.
Demon oderwał dłoń od mojego brzucha, jako następne paląc bezlitośnie moje uda i biodra.
Czułem się jakbym miał wiecznie tak płonąć.
Przez łzy i zaciśnięte z bólu zęby, wysyczałem bez pośpiachu w stronę sadysty kilka słów.
- Ttt...tsss... Tao... sssaa....! Ssspier... -dalaj...
I chyba zemdlałem.
Ból był nie do zniesienia.
Rano obudziłem się w panice. Pośpiesznie odkryłem kołdrę zasłaniającą mój brzuch i nogi...
I nic. Były w jak najlepszym stanie.
Nawet draśnięcia, czy małej blizny.
A więc to mi się śniło?
Nie możliwe, ból był zbyt wyraźny i konkretny. Nie mogłem śnić.
A gdzie Tao?
To pytanie przywiało do mojej głowy lęk. Że demon wróci i znów zrobi mi krzywdę. Że mnie... zabije.
Wstałem, o dziwo, nie czując bólu czy trudności w chodzeniu. Wszystko było jak dawniej.
Skierowałem się do łazienki i wiele nie myśląc wkroczyłem w otwarte drzwi.
W środku zamarłem.
Lustro było zaparowane, gorąca para owionęła mnie całego, na podłodze były niezliczone kałuże, jak po krokach.
Nie.
To nie możliwe.
Podszedłem do lustra, po czym postarałem się odczytac lekko już rozmazany napis na nim.
"Nie lubię mieć sadzy na rękach. Jak się spało Lulu?"
O ja pierdolę.
Jaka schiza.
C.D.N.
Sai
Znowu nie wiem o co mi chodzi, ale wydaje mi się, że bez względu na opinię na temat tego opowiadania, będę je pisać dalej, bo mi się to fhui podoba. .3.
Czyli Lulu dostaje białej gorączki, a zadowolony z siebie Tao jest zadowolony z siebie.
Zespoł: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: SadoMaso...
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)
Tego dnia czułem się... dziwnie.
Tak.
Gdyby tłumaczyć to słowo, to idealnie wkomponowałby się w tą definicję stan, w jakim znalazłem się po nocy spędzonej z Tao. Trochę Agresywnym Opętańcem.
Byłem nieobecny, cały czas szukałem w pamięci urywków rozmów z tą niezwykłą personą, jego spojrzeń, oddechów, które tak wyraźnie czułem na swej skórze.
Tak, wypiliśmy herbatę o 2:47. Co do tego był nieustępliwy, więc jako gospodarz w końcu zaparzyłem, jemu czarną, a sobie zieloną.
Całą noc siedzieliśmy razem na łóżku i rozprawialiśmy na przeróżne tematy. Był biegły w każdym z nich, zaskakiwał wiedzą o... wszystkim, tak na prawdę.
Rano podziękował za herbatę, przytulił mnie długo, pocałował w policzek i zniknął. W powietrzu pozostał po nim jedynie szarawy dym, z którego po chwili wytrącił się popiół. Sadza osiadła na podłodze, po czym i tak w kilka sekund rozpłynęła się jak sen.
Nie pozostało mi po nim nic, poza wspomnieniami. Bo wyraźnie pamiętałem, że z nim wtedy byłem. To nie mógł być sen.
Wieczorem kładąc się już do łóżka, ponownie w głowie zobaczyłem obraz Tao.
Zamyśliłem się.
Ciekawe, czy dzisiaj też przyjdzie?
Ułożyłem się wygodnie w łóżku i zamknąłem oczy. Nie wiedzieć czemu. Nigdy tego nie robię, bo nawet nie łudzę się, że zmoży mnie sen, a tym razem bez zastanowienia opuściłem powieki.
Nie minęło dwadzieścia sekund, kiedy na policzku poczułem ciepły oddech.
Tao.
Heh. Dobrze, że jest.
- Znowu mnie nachodzisz? - mrunknąłem nie otwierając oczu.
- Ano... nie będziesz miał ze mną lekko, Hannie. - mogłem przysiąc, że uśmiechał się teraz wrednie, prawie widziałem ten uśmiech oczyma wyobraźni.
Nie odezwałem się, tylko zamruczałem cicho.
Nie chciało mi się z nim dzisiaj rozmawiać.
Ale musiał się zjawić, żebym zdał sobie z tego sprawę.
Dzisiaj po raz pierwszy od zamierzchłych czasów, o których nie mówią nawet legendy, chciałem spać.
- Tao... idź sobie. Chcę spać. - mruknąłem, odwracając się od demona i probując ułożyć na boku.
- Jasne, mi tego nie wmówisz. - prychnął w odpowiedzi, po czym ni z tego, ni z owego pocałował mój odsłonięty kark.
Poczułem dreszcz.
- Tao, przestań, pókim dobry. Serio jestem śpiący, daj mi spokój.
Tym razem w odpowiedzi, tuż przy moim uchu rozległ się niski, długi pomruk.
Poczułem mrowienie nisko w brzuchu.
Tylko tego, kurwa, brakowało.
- Ooo, kolego, co to to nie! - syknąłem stanowczo, siadając i patrząc na napastnika z góry. - Wyjazd stąd. Teraz.
Tao patrzył na mnie z kpiną wypisaną na twarzy.
Co on sobie myśli?!
To moje mieszkanie, nie ma prawa przebywać tu bez mojej zgody, do diabła!
- Tao, liczę do trzech, masz się stąd wynieść. - zagroziłem mu, jakoś wypierając z umysłu fakt, że jest synem piekła. - Raz...
Zero reakcji, leży jak leżał.
- Dwa... - zaczynałem być na serio wkurzony jego obecnością, niech spieprza z powrotem do swojego tatusia!
Dalej nic, zanim wypowiedziałem do końca ostatnie słowo, srebrnooki podniósł się i pchnął mnie na pościel, do pozycji leżacej. Co za popapraniec, jak śmie!
- Tao! Kurwa! Wydupiaj, ale już! To moje łóżko! - wrzasnąłem nie zwracając uwagi na późną porę i fakt, że większość moich sąsiadów pewnie już śpi.
Milczenie tego zboczeńca, było jeszcze gorsze, niż sam fakt przebywania z nim teraz. Wkurwił mnie nie na żarty!
Po krótkiej chwili w jego oczach coś się zmieniło.
Przeraziłem się.
Był... nieludzki.
Nie zmienił swojej formy, ani niczego w wyglądzie czy zachowaniu, a jednak do mojego umysłu skutecznie wstrzyknął dawkę strachu.
Bałem się.
Poczułem, że pieką mnie policzki... nie, całe ciało. Było mi niewyobrażalnie gorąco.
Po momencie zdałem sobie sprawę, że to nic innego jak jego dotyk. Dłoń Tao, jak rozżarzone żelazo, nacinała skórę na moim brzuchu, sycząc i skwiercząc.
Pozwoliłem, by zawładnął mną długi, zrywny dreszcz.
Bez wpływu na to, jak bardzo tego nie chciałem, Tao milczał, a ja poczułem, że chcę się rozpłakać.
Tak bardzo się bałem.
Demon oderwał dłoń od mojego brzucha, jako następne paląc bezlitośnie moje uda i biodra.
Czułem się jakbym miał wiecznie tak płonąć.
Przez łzy i zaciśnięte z bólu zęby, wysyczałem bez pośpiachu w stronę sadysty kilka słów.
- Ttt...tsss... Tao... sssaa....! Ssspier... -dalaj...
I chyba zemdlałem.
Ból był nie do zniesienia.
Rano obudziłem się w panice. Pośpiesznie odkryłem kołdrę zasłaniającą mój brzuch i nogi...
I nic. Były w jak najlepszym stanie.
Nawet draśnięcia, czy małej blizny.
A więc to mi się śniło?
Nie możliwe, ból był zbyt wyraźny i konkretny. Nie mogłem śnić.
A gdzie Tao?
To pytanie przywiało do mojej głowy lęk. Że demon wróci i znów zrobi mi krzywdę. Że mnie... zabije.
Wstałem, o dziwo, nie czując bólu czy trudności w chodzeniu. Wszystko było jak dawniej.
Skierowałem się do łazienki i wiele nie myśląc wkroczyłem w otwarte drzwi.
W środku zamarłem.
Lustro było zaparowane, gorąca para owionęła mnie całego, na podłodze były niezliczone kałuże, jak po krokach.
Nie.
To nie możliwe.
Podszedłem do lustra, po czym postarałem się odczytac lekko już rozmazany napis na nim.
"Nie lubię mieć sadzy na rękach. Jak się spało Lulu?"
O ja pierdolę.
Jaka schiza.
C.D.N.
Sai
Znowu nie wiem o co mi chodzi, ale wydaje mi się, że bez względu na opinię na temat tego opowiadania, będę je pisać dalej, bo mi się to fhui podoba. .3.
"Po ciemku najlepiej"
"Nawet Szatan go nie chce"
Czyli Sai widzi Hana jako seme, Tao jebanym Cullenem i ogółem seksy w ciemno. Zapraszam.
Zespół: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: Fluff (ale już niedługo =w=)
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)
Czemu noce są równie długie, co dnie?
Albo niech już będą, tylko wtedy chcę posiąść umiejętność całonocnego snu. Kurwa. Czy proszę o wiele?
Kolejny raz, towarzyszył mi jedynie księżyc i ciemność. Cierpiałem na bezsenność już od dawna, jednak ostatnimi czasy wyjątkowo dawała mi się we znaki. Próbowałem walczyć z nią na pieprzone miliony sposobów; mimo moich starań, ciało chciało jedno, a umysł drugie. Na nieszczęście organizm nie dawał za wygraną.
Starałem się męczyć, nie jeść, niekiedy kilka dni pod rząd, jednak sen nie nadchodził, a ja ponoć "marniałem w oczach". Więc dałem sobie z tym spokój, przestałem się przejmować. Po prostu nie spałem. Jak widać mojemu ciału nie było to potrzebne.
Leżałem sam w swoim mieszkanku, przy wielkim oknie, pewnej październikowej nocy. Nie zapowiadało się, żeby tym razem coś wyjątkowego miało sprowokować mój sen. Było jak zawsze.
Uniosłem się do półsiadu, po czym sięgnąłem do klamki okna i dźwigając się na niej, usiadłem na kolanach. Po chwili namysłu, bo w końcu nie musiałem się z niczym spieszyć - cała noc przede mną, ponownie złapałem za uchwyt otwierający okno i użyłem go w odpowiednim celu. Do pokoju, w którym co noc starałem się zasnąć, wpłynął chłód. Opatuliłem się szczelniej kołdrą, unosząc się lekko i wdychając łapczywie zimny wiatr. Spokojnie skupiałem się na głębokich wdechach...
Gdy nagle zamarłem.
Nie tylko mój oddech słychać było w pokoju.
Oglądnąłem się w tył. W ciemnościach nie dostrzegłem nikogo.A jednak ciche sapanie ciągle rozlegało się w mojej sypialni.
Poczułem dreszcz.
Kto...
Tutaj...
Jest?
- Halo...? - szepnąłem w nadziei, że nikt nie odpowie, a ja z braku snu wszystko sobie wyimaginowałem. Poczułem, że całe moje ciało ponownie przeszywa dreszcz, powodowany zimnem powietrza i strachem.
- Hallloooo... - sykliwy pomruk odpowiedział na mój szept.
W momencie spiąłem wszystkie swoje mięśnie i drżącym, nieuporządkowanym rytmem wciągnąłem w siebie haust otaczającej mnie ciemności.
Nic.
Nic...
Jedyne co słyszałem, to bicie własego serca - okropny, pulsujący w moich żyłach, płynny strach.
Wtem na karku poczułem powiew dużo cieplejszego powietrza, niż to zza okna. Wstrzymałem oddech, jak sparaliżowany. Nie miałem odwagi się odwrócić. Czymkolwiek jesteś, spierdalaj ode mnie jak najdalej!
- Nie nudzi Ci się tak nie spać, całymi nocami? - głos rozbrzmiał za moimi plecami dość blisko.
Cisza.
Nie byłem w stanie odpowiedzieć.
Za bardzo się bałem.
- Boisz się mnie? - poczułem kolejny dreszcz, kurwa nie, wcale się nie boję!
Ten sam oddech na karku.
Zadrżałem.
Nie wierzę w duchy, to nie może być wilkołak ani wampir, to nie możliwe, zupełnie.
Więc...
- ... k-kim jesteś? - wydukałem nadal wlepiając wzrok w przestrzeń przede mną.
Tym razem to głos nie odpowiedział na moje pytanie, a już wkrótce poczułem tam, gdzie wcześniej opadał gorący oddech, tym gorętsze usta.
Co za zboczeniec!
Gdyby nie strach, moja reakcja byłaby ostrzejsza - odwróciłem się szybko, kierowany impulsem obrony cnoty, napotykając przed sobą parę błyszczących, srebrzystych oczu.
Ich wyraz był... spokojny?
Zupełnie nie agresywny, czy zbereźny, czy jakikolwiek jakiego się spodziewałem. Po prostu naturalnie radosny.
- E...egh...- wyjąkałem wpatrując się w intruza jak w obrazek.
- Nie nudzisz się? - srebrzystooki powtórzył swe pytanie, oplatając mnie spojrzeniem jak hipnozą.
- Trochę... - wydało mi się, że owy nieznajomy nie jest do mnie źle nastawiony, wręcz byłem nim nieco zafascynowany.
- To świetnie. Widzisz, ja także nie sypiam zbyt dobrze... - mój nietypowy gość jęknął nieoczekiwanie, a jego głos zabarwiony był rozpaczą.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. W ogóle nie wiedziałem co robić, do cholery, to nie jest najnormalniejsza sytuacja, chyba, że się mylę!
- Trochę Agresywny Opętaniec. W skrócie Tao. Tam - tutaj wskazał palcem w dół - nie zbyt mnie lubią, kazali mi w końcu wypierdalać jak najdalej, więc oto jestem. Masz czarną herbatę? - mężczyzna zszedł z mojego łóżka i rozejrzał się ciekawsko po pokoju.
Kurwa?
Jakie "tam"?
Może mieszka piętro niżej...
Dziwne.
Nigdy go nie widziałem...
Ale, do cholery, co on tu robi?!?
- Ekhm... - chrząknąłem chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Bez reakcji. - EKHM! - warknąłem znów, jednak i tym razem nic. - T-tao? - mruknąłem w końcu, lekko się jąkając.
- Taaak? - dopiero gdy użyłem jego imienia, odwrócił się, wertując jedną z moich książek. Co za frajer... wyczuwam takich z kilometra.
- Skąd dokładnie jesteś? I czemu przyszedłeś do mnie...? Kto Cię wyrzucił? - pytania pchały mi się do głowy w niebezpiecznym tempie.
- Mówiłem, że stamtąd. - znów wskazał w dół. Na mój "wyraz twarzy geniusza" dopiero doprecyzował. - Z piekła. Tata razem z braćmi mnie wywalili, nawet oni mieli mnie dość... - wywrócił teatralnie oczami, po czym powrócił do zadanych przeze mnie pytań - A przyszedłem do Ciebie bo nie spałeś.
Mętlik w mojej głowie powoli przeradzał się w rasowy burdel.
Chwilkę.
Mam w pokoju demona, którego z piekła wywalił jego tatuś-Szatan, z tego co rozumiem, i który przyszedł do mnie na herbatkę tak?
Kurwa.
A mama mówiła, żebym nie oglądał tyle animców.
C.D.N.
Sai
Hyhyhy... nie wiem o co mi chodzi ;u;
Czyli Sai widzi Hana jako seme, Tao jebanym Cullenem i ogółem seksy w ciemno. Zapraszam.
Zespół: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: Fluff (ale już niedługo =w=)
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)
Czemu noce są równie długie, co dnie?
Albo niech już będą, tylko wtedy chcę posiąść umiejętność całonocnego snu. Kurwa. Czy proszę o wiele?
Kolejny raz, towarzyszył mi jedynie księżyc i ciemność. Cierpiałem na bezsenność już od dawna, jednak ostatnimi czasy wyjątkowo dawała mi się we znaki. Próbowałem walczyć z nią na pieprzone miliony sposobów; mimo moich starań, ciało chciało jedno, a umysł drugie. Na nieszczęście organizm nie dawał za wygraną.
Starałem się męczyć, nie jeść, niekiedy kilka dni pod rząd, jednak sen nie nadchodził, a ja ponoć "marniałem w oczach". Więc dałem sobie z tym spokój, przestałem się przejmować. Po prostu nie spałem. Jak widać mojemu ciału nie było to potrzebne.
Leżałem sam w swoim mieszkanku, przy wielkim oknie, pewnej październikowej nocy. Nie zapowiadało się, żeby tym razem coś wyjątkowego miało sprowokować mój sen. Było jak zawsze.
Uniosłem się do półsiadu, po czym sięgnąłem do klamki okna i dźwigając się na niej, usiadłem na kolanach. Po chwili namysłu, bo w końcu nie musiałem się z niczym spieszyć - cała noc przede mną, ponownie złapałem za uchwyt otwierający okno i użyłem go w odpowiednim celu. Do pokoju, w którym co noc starałem się zasnąć, wpłynął chłód. Opatuliłem się szczelniej kołdrą, unosząc się lekko i wdychając łapczywie zimny wiatr. Spokojnie skupiałem się na głębokich wdechach...
Gdy nagle zamarłem.
Nie tylko mój oddech słychać było w pokoju.
Oglądnąłem się w tył. W ciemnościach nie dostrzegłem nikogo.A jednak ciche sapanie ciągle rozlegało się w mojej sypialni.
Poczułem dreszcz.
Kto...
Tutaj...
Jest?
- Halo...? - szepnąłem w nadziei, że nikt nie odpowie, a ja z braku snu wszystko sobie wyimaginowałem. Poczułem, że całe moje ciało ponownie przeszywa dreszcz, powodowany zimnem powietrza i strachem.
- Hallloooo... - sykliwy pomruk odpowiedział na mój szept.
W momencie spiąłem wszystkie swoje mięśnie i drżącym, nieuporządkowanym rytmem wciągnąłem w siebie haust otaczającej mnie ciemności.
Nic.
Nic...
Jedyne co słyszałem, to bicie własego serca - okropny, pulsujący w moich żyłach, płynny strach.
Wtem na karku poczułem powiew dużo cieplejszego powietrza, niż to zza okna. Wstrzymałem oddech, jak sparaliżowany. Nie miałem odwagi się odwrócić. Czymkolwiek jesteś, spierdalaj ode mnie jak najdalej!
- Nie nudzi Ci się tak nie spać, całymi nocami? - głos rozbrzmiał za moimi plecami dość blisko.
Cisza.
Nie byłem w stanie odpowiedzieć.
Za bardzo się bałem.
- Boisz się mnie? - poczułem kolejny dreszcz, kurwa nie, wcale się nie boję!
Ten sam oddech na karku.
Zadrżałem.
Nie wierzę w duchy, to nie może być wilkołak ani wampir, to nie możliwe, zupełnie.
Więc...
- ... k-kim jesteś? - wydukałem nadal wlepiając wzrok w przestrzeń przede mną.
Tym razem to głos nie odpowiedział na moje pytanie, a już wkrótce poczułem tam, gdzie wcześniej opadał gorący oddech, tym gorętsze usta.
Co za zboczeniec!
Gdyby nie strach, moja reakcja byłaby ostrzejsza - odwróciłem się szybko, kierowany impulsem obrony cnoty, napotykając przed sobą parę błyszczących, srebrzystych oczu.
Ich wyraz był... spokojny?
Zupełnie nie agresywny, czy zbereźny, czy jakikolwiek jakiego się spodziewałem. Po prostu naturalnie radosny.
- E...egh...- wyjąkałem wpatrując się w intruza jak w obrazek.
- Nie nudzisz się? - srebrzystooki powtórzył swe pytanie, oplatając mnie spojrzeniem jak hipnozą.
- Trochę... - wydało mi się, że owy nieznajomy nie jest do mnie źle nastawiony, wręcz byłem nim nieco zafascynowany.
- To świetnie. Widzisz, ja także nie sypiam zbyt dobrze... - mój nietypowy gość jęknął nieoczekiwanie, a jego głos zabarwiony był rozpaczą.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. W ogóle nie wiedziałem co robić, do cholery, to nie jest najnormalniejsza sytuacja, chyba, że się mylę!
- Trochę Agresywny Opętaniec. W skrócie Tao. Tam - tutaj wskazał palcem w dół - nie zbyt mnie lubią, kazali mi w końcu wypierdalać jak najdalej, więc oto jestem. Masz czarną herbatę? - mężczyzna zszedł z mojego łóżka i rozejrzał się ciekawsko po pokoju.
Kurwa?
Jakie "tam"?
Może mieszka piętro niżej...
Dziwne.
Nigdy go nie widziałem...
Ale, do cholery, co on tu robi?!?
- Ekhm... - chrząknąłem chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Bez reakcji. - EKHM! - warknąłem znów, jednak i tym razem nic. - T-tao? - mruknąłem w końcu, lekko się jąkając.
- Taaak? - dopiero gdy użyłem jego imienia, odwrócił się, wertując jedną z moich książek. Co za frajer... wyczuwam takich z kilometra.
- Skąd dokładnie jesteś? I czemu przyszedłeś do mnie...? Kto Cię wyrzucił? - pytania pchały mi się do głowy w niebezpiecznym tempie.
- Mówiłem, że stamtąd. - znów wskazał w dół. Na mój "wyraz twarzy geniusza" dopiero doprecyzował. - Z piekła. Tata razem z braćmi mnie wywalili, nawet oni mieli mnie dość... - wywrócił teatralnie oczami, po czym powrócił do zadanych przeze mnie pytań - A przyszedłem do Ciebie bo nie spałeś.
Mętlik w mojej głowie powoli przeradzał się w rasowy burdel.
Chwilkę.
Mam w pokoju demona, którego z piekła wywalił jego tatuś-Szatan, z tego co rozumiem, i który przyszedł do mnie na herbatkę tak?
Kurwa.
A mama mówiła, żebym nie oglądał tyle animców.
C.D.N.
Sai
Hyhyhy... nie wiem o co mi chodzi ;u;
Subskrybuj:
Posty (Atom)