Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EXO-M. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EXO-M. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2013

"Po ciemku najlepiej" pt. 4

Chłód

Czyli czy mogę zamówić herbatę z porcją strachu?
Zespół: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: Fluff
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)


Sam już nie wiem co robić.
No bo tak - z jednej strony, tak strasznie boję się, że on znów przyjdzie. Że tym razem już na poważnie, nie będzie miły i grzeczny, i postara się zadać mi porządną dawkę bólu.
Natomiast pojebany Han tylko na to czeka - no wręcz nie mogę usiedzieć w miejscu, czekając na wieczór, a znaleźć moment, w którym nie myślę o Tao, to wyczyn.
Nawet biorąc pod uwagę sam fakt, że może zadać mi cierpienie w ogóle mnie jego przybycie nie odstrasza. A wręcz tym bardziej nakręca, serio, że mną coś kurwa jest.
Generalnie sęk w tym, że z dnia na dzień, a może raczej z nocy na noc, pragnę obecności Tao coraz mocniej. Coraz...
... goręcej?

Po całym dniu nie robienia zupełnie niczego oraz rozmyślania o demonach, wreszcie nadszedł tak wyczekiwany przeze mnie moment, w którym wskoczyłem pod kołdrę i mogłem już w spokoju czekać na Tao.
Tylko chwila...

Czy ja chcę na niego czekać?
A co jak przyjdzie, nagle mu coś dopierdoli i zacznie mnie przypalać?

Nie, nie.

Mimo to, chcę, żeby przyszedł. Będzie zabawnie.

A jednak coś poszło nie tak.
Nie to, żeby znów zaczął mnie gwałcić spojrzeniem po przyjściu, czy ranić, czy podpalać... nie. Tym razem wina leżała po mojej stronie. Mianowicie nim demon się pojawił...
... zasnąłem.

Jak? Nie mam pojęcia, to, że w ogóle z własnej woli zasnąłem było zachwianiem jakiejś kosmicznej równowagi, ale to, że przed pojawieniem się Tao, wykraczało już poza ludzkie pojmowanie. Ja i sen? Ja i DOBROWOLNY sen? Czy komuś się tu pokurwiło co nieco?
Rozbudził mnie chłód. Przenikliwy, taki drążący niematerialne dziury w moim ciele. Nie równoznaczne jest to z mrozem, nie... to raczej coś na kształt chłodu, którego można się bać.
Ale przecież zamykałem okno przed zaśnięciem, prawda...?

Kiedy tylko dotarło do mnie, że to nie ja otworzyłem okno, po raz kolejny poczułem się jak sparaliżowany. Nie mogłem ruszyć żadną częścią ciała. A to wszystko za sprawą Tao. Zdawałem sobie sprawę, byłem definitywnie świadom, że za tym wszystkim stoi właśnie ten, a nie inny demon.

I że on tu jest.

W momencie, gdy ta myśl przeszłą przez moją głowę, silny podmuch wiatru ugodził mnie w ramię. Nie mogąc nic zrobić, zamknąłem oczy. "Błagam..." - myślałem - "... błagam, Tao, jeśli to Ty, nie strasz mnie więcej, proszę..."

- Ale czemu nie, Lulu...? - ten szept, jak żaden inny dźwięk przeszył całe moje ciało niczym lodowe ostrze. A powinien je spalić, czyż nie?
- Bo nie lubię się bać. - sam nie wiem jak zebrałem siły, bo odpowiedzieć demonowi, który grał ze mną w kotka i myszkę.

Nigdy nie lubiłem myszek.

- Ale ja za to lubię straszyć... - Tao nie kontemplował długo nad odpowiedzią, jakby znał wszystkie moje myśli.
Po prawdzie, to zakładałem, że tak właśnie było, nawet by mnie to nie zdziwiło.
A jednak...
Serio wszystkie?

Poczułem kilka ostrych jak brzytwa szponów, okalających na ułamek sekundy moje ramię. Boże, ile strachu można zgromadzić w sercu przez ułamek sekundy! Już po chwili kolejny podmuch, od strony okna owionął moje skronie. Bałem się jak podczas naszego pierwszego spotkania.
Ten strach nie uciekł, od tamtego momentu.
Ja starałem się go jedynie przyćmić, wygłuszyć.
A Tao jak na złość, jedynie go podjudzał.

- Przestań! - powiedziałem nagle, trochę zbyt głośno jak na tą porę. Zdecydowanie za głośno, aczkolwiek nie potrafiłem racjonalnie zapanować nad głosem. Tao, kurwa, co Ty mi robisz...
- Nie ruszaj się! - odparł demon. Wrzask jaki przy tym z siebie wydał, był nieludzki. Czułem dokładnie, szaleńczą prędkość tętna wybijanego przez moje serce. Zdawało mi się, że krew pulsuje teraz dokładniej, że mogę poczuć każdy ułamek mojego ciała. A przy okazji miałem wrażenie, jakbym nagle cały został skuty lodem. Tak przeokropnie się bałem.
Oczywiście nie drgnąłem nawet, ba, nie jestem pewien czy oddychałem. Oczy miałem zamknięte przez cały czas, więc moje powieki pozostały jak wykute z kamienia.
Nie byłem zdolny nawet by cokolwiek pomyśleć.
Jakbym nagle, jak na zawołanie, stał się trupem.
Przeczyło temu jedynie moje serce, jebiące się po klatce piersiowej jak kuny w agreście.

- Czego tak bardzo się boisz, Han? - kolejny szept, a może raczej pomruk ze strony Tao. Nadal nie byłem zdolny do reagowania - Mnie? Tego, że zostaniesz ofiarą moich sadystycznych upodobań? Powiedz, Han... boisz się, że Cię zabiję? - tego mój mózg już nie wytrzymał.
Zupełnie się wyłączyłem. Straciłem rzeczywisty kontakt ze światem. Czerń, jaką do tej pory widziałem przed oczami, zmieniła się w otchłań, nie docierał już do mnie chłód czy choćby jeden szept demona. Po prostu uciekłem.
Nie wydaje mi się, żebym pod wpływem czegokolwiek czy kogokolwiek, tak bardzo się bał.
Nigdy nie zdarzyło mi się, popaść w letarg z przerażenia.
A on tego dokonał.
Tylko on.
...Jaki wyjątkowy.







- Luhannie.



...
Co? Ktoś coś do mnie mówił? N-nie... prawie nic nie słyszę...





- Ej, Luhan.


Co jest? Luhan? Na pewno mnie wołasz..?




- Han, żesz kurwa mać.

Siarczyste przekleństwo, jak nic innego przywróciło mnie do żywych.
Leżałem.
Nade mną wisiał Tao.
- Mówię do Ciebie - zrób mi herbatę, to Ty nic. Nie olewa się tak gości.
Usiadł obok po turecku jak naburmuszona księżniczka.
Że co proszę? Herbatę? Pojebało?
- E-ee... Tao... kiedy prosiłeś o herbatę? - zapytałem, podnosząc się do pół siadu i przecierając łzawiące dopiero teraz, po tej ogromnej dawce strachu, oczy.
- No jak to kiedy, przed chwileczką, jak odleciałeś. - demon wzruszył bezproblemowo ramionami i oglądnął własne paznokcie. - To dostanę filiżankę czarnej herbaty, czy mam sobie iść?
Nie nie nie.. to wszystko działo się zbyt szybko, jak na mój nie do końca aktywny jeszcze umysł.
- Oj no czekaj, nie obrażaj się, już lecę. - pogładziłem go po ramieniu, jako, że był odwrócony do mnie tyłem, po czym nie ogarniając całej sytuacji udałem się do kuchni. Włączyłem czajnik, wsypałem porcję czarnej herbaty do filiżanki, zalałem wrzątkiem. Wszystko jak przez sen,.
Gotowy napój przyniosłem mężczyźnie okupującemu moje biedne łóżeczko. On złapał naczynie i zmrużył oczy w przypływie przyjemności.
Parzył sobie, psia mać, ręce...
No nieźle.
- Dlaczego tak bardzo lubisz straszyć, Tao? - mruknąłem do niego, starając się objąć umysłem całą sytuację.
No bo czemu wywołuje u mnie napad tak okropnie szaleńczego przerażenia, a zaraz po tym nagle prosi mnie o waloną herbatę, ha?!
- Hmm... - pomruk przepełnił cały pokój. Srebrnooki uniósł filiżankę ku twarzy, zanurzył górną wargę w gorącym napoju, uśmiechnął się. - Bo widzisz... ja w Tobie szukam tego, czego mi brakuje.
Opuściłem wzrok starając się przeanalizować to, co właśnie zostało mi przekazane.
- Szukasz we mnie strachu, bo sam nie potrafisz się bać? - nie wiem, czy do końca o to mu chodziło, ale właśnie tak to pojąłem.
- Mhm, dokładnie. - parujący wywar z filiżanki, został uszczuplony przez demona o kilka łyków.

W milczeniu czekałem. No bo szczerze powiedziawszy, to nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć. Więc chciał sprawiać, że się boję, bo on sam nie może. To logiczne. Na swój sposób. Nie wyobrażam sobie czego mógłby bać się demon, w prawdzie gdyby brać pod uwagę jego wieczne życie i przypuszczać, że może przez rozmyślanie nad tym popaść w przerażenie, byłoby to możliwe, ale nie zakładałem aż tak rozbudowanych procesów myślowych u Tao. On był jak wiatr. Nie myślał o wczoraj, czy jutrze. On po prostu wiał.

- Tak samo jak strachu, szukam u Ciebie bliskości. - dodał po chwili demon, odstawiając puste naczynie na moją szafkę nocną. - W końcu sam jej sobie nie zapewnię, nieprawdaż? - prychnął w kpiący, wręcz niepodobny do niego sposób.
To stwierdzenie nieco mnie skrępowało, przyznam szczerze. Nie odpowiedziałem na ostatnie pytanie, tylko lekko podrapałem się w okolicach karku. Taki tam, typowy tik nerwowy.

- A Ty... szukasz we mnie czegoś? - rozległo się w końcu, a ja uniosłem wzrok na autora tych słów. Przyznam szczerze, że jak rozmyślałem o nim często, to nigdy w aspekcie odnajdywania w nim swoich własnych niedociągnięć.
- Uh... no może... pewnie jest dużo rzeczy, których ja nie posiadam, a Tobie nie sprawiają problemu. - nie mogąc podać żadnego konkretnego przykładu ponowiłem swój tik.
- Jak na przykład? - drążył rozmówca, najwyraźniej nie mając zamiaru odstawić tego tematu na bok.
- Na przykład... palenie dotykiem. - mruknąłem, posyłając demonowi jakże wymowne spojrzenie.

Zaśmiał się.
Choć wcale nie miałem czemu, uśmiechnąłem się na tą reakcję.
Strasznie dziwne te moje zachowania ostatnimi czasy.
Już po chwili, Tao przysunął się bliżej mnie, by ostatecznie wylądować głową na moich kolanach. Jego stalowe oczy błyszczały w świetle księżyca jak dzikie. Ciągle otwarte okno wpuszczało do pokoju chłodny zapach nocy. W powietrzu unosiła się jeszcze woń czarnej herbaty, a wszystko to odbywało się o tak przyjemnej porze jak 3:10. Podniosłem wzrok z demona na parapet. Potem wyżej, na widok za oknem. Uśmiechnąłem się, jakoś tak instynktownie. Wolność, jaka rysowała się gdzieś tam w oddali, zawsze napawała mnie wewnętrzną radością, to, że bez względu na wszystko mogę kiedy mi się zachce uciec i mieć wszystko inne gdzieś.
Być pewnym, że może nawet nie zasnę w łóżku.
I może nie pod dachem.
Może nawet w jakimś nie najbezpieczniejszym miejscu.

Ale on się zjawi.
On przyjdzie stuprocentowo, nie odpuści mi.
- Nie odpuszczę. - mruknął w końcu, a kiedy opuściłem głowę na wydźwięk tych słów, Tao uniósł się nieznacznie, lekko dotykając moich ust własnymi.
Nie porzuciłem uśmiechu ani na moment.
Demon, widząc moją spokojną reakcję, sam szeroko się uśmiechnął i zmrużył oczy, układając się wygodniej na moich kolanach.
Jej... myślałem nad tym, czy samemu jeszcze raz go nie pocałować.
Ale w końcu uznałem, że tyle wystarczy.



Na dzisiaj.

A teraz czas już spać...


Buhaha, jak mi się podoba pisanie tego gunwa. <3 Na prawdę, to jest coś genialnego, wcale nie zwracać uwagi na fakt, że ktoś to czyta bądź nie, tylko pisać z czystej przyjemności. Dziękuję za uwagę i dobrejnocki, życzy chory Saiacz (tak, leżę w łóżku i napierdzielam TaoHany zamiast spać ^3^)



czwartek, 14 listopada 2013

"Po ciemku najlepiej" pt.3

Spokojnie, nie gryzę ~

Czyli Sai ponownie molestuje TaoHana, tym razem ukochane romansidła, słodkie tak, że idzie rzygnąć tęczą.
Zespół: EXO-M
Paring: TaoHan
Typ: Fluff
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia LuHana)

Co jest ze mną nie tak?
I co mam myśleć?
O czym? O wszystkim!
O mojej bezsenności, reagowaniu na ból... a no i o czynniku sprawczym wszelkich tych przemyśleń.
Tao.
Demon, ba żeby jeszcze jakiś przeciętny. Nie, oczywiście - demon ognia, palący dotykiem, o iskrzącym spojrzeniu, do tego pieprzony sadysta i egocentryk.
A jednak jego imię dźwięczy mi w głowie całymi dniami, bez przerwy.
Tao.
Taaao.
To jednak brzmi ślicznie.
Podpalał mnie.
Okaleczał.
Zadawał ból i cierpienie.
A ja zasnąłem przy tym jak dziecko.
I co ważniejsze... cały czas o nim myślę. Czy dzisiaj też przyjdzie. Czy coś mi zrobi, czy znów będzie tak intrygujący jak podczas naszego pierwszego spotkania.
Tak... calutki dzień tak się zastanawiam. Znów.
Co jest ze mną, kurwa, nie tak?
Wieczorem nie musiałem na niego czekać. Podchodząc do łóżka, zauważyłem smukłą sylwetkę demona, rysującą się na tle otwartego okna, przez które pokój wypełniał się nieznośnym chłodem.
Ale w sumie to tym razem mi to nie przeszkadzało.
W milczeniu, oczywiście, usiadłem obok; on wpatrywał się w widok za oknem z zachwytem wypisanym na twarzy, a ja plecami do źródła chłodu, obserwowałem go kątem oka.
Jego uroda była zachwycająca.
Ale znowu milczał.
- Jeśli tak tam ślicznie to czemu nie wyjdziesz? - postarałem się opanować drżenie głosu, jednak kłamca ze mnie do dupy.
Tao na moje słowa, w permanentnym milczeniu obrzucił mnie roześmianym spojrzeniem.
Tak niespotykanie piękny uśmiech...
Nie, kurwa, Han!
Nie teraz.
- Co dzisiaj robimy? - rzucił beztrosko, obracając się do mnie i wpatrując się wyczekująco.
Co za typ.
- No bo wczoraj musiało Ci się kurewsko podobać... - mruknął zadowolony, zbliżając się do mojego ucha ospałym ruchem. - ...bo zasnąłeś tak słodko, że aż nie chciałem Cię rano budzić. - dokończył z czarującym uśmieszkiem, odsuwając się spowrotem i wyczekując mojej reakcji.
Teraz to ja milczałem.
Na prawdę mi się to podobało...?
Miałem wrażenie, że zemdlałem z bólu, ale każdy interpretuje jak chce.
No cóż, Lulu, musisz z tego jakoś wybrnąć.
- W takim razie dzisiaj także wolałbym zasnąć. - wydukałem w końcu, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z realnych konsekwencji tej zachcianki.
Tao rozbłysły srebrne tęczówki.
"Jestem idiotą." miotało się po moim pustym łbie.
- A w takim razie... - demon zbliżył się do mnie, na niebezpiecznie niewielką odległość. - Wolisz zasnąć z moją pomocą, czy może na własną rękę dasz radę? - szepnął, znajdując się tuż przy mnie, niemalże stykając się wargami z płatkiem mojego ucha.
Zadrżałem i odsunąłem się instynktownie, bojąc się kolejnych oparzeń.
Tao zachichotał złośliwie, po czym spojrzał na mnie w sposób, który zadziałał na mnie dwojako - z jednej strony bałem się cholernie i prosiłem by Tao nic mi nie zrobił, a z drugiej jego wzrok był tak wyzywający... przeszył mnie dreszcz.
- Dam radę sam. - skwitowałem w końcu suho.
Odsunąłem się na sam koniec łóżka i wsunąłem pod kołdrę, przy okazji odwracając do Tao plecami.
Przez chwilę pozostałem w jednej pozycji, jak zamrożony, wyczekując rozwoju wydarzeń.
Nic.
A jednak czułem na sobie jego wzrok.
Wypalający mi duszę.
Po jakichś trzech minutach ciszy absolutnej, wyczułem zmianę, pod postacią odsunięcia kołdry.
Przeraziłem się. Znowu mnie poparzy, jeśli nasze ciała choć na moment się zetkną.
Ułożył się tuż przy moim boku, mając najpewniej zamiar wtulenia się w moje plecy.
Ooo, co to, to nie! Nie będziemy się codziennie bawić w sado-maso!
Spieprzyłem szybciutko jak najbliżej ściany, a jak najdalej od ognistego demona.
- Nie mogę Cię przytulić? - zapytał Tao, a ja znów czułem się przez niego bez przerwy obserwowany.
- Nie, poparzysz mnie. - odparłem najbardziej stanowczym głosem na jaki było mnie stać.
Po chwili po pokoju rozniósł się gromki odgłos śmiechu.
Ten pojebaniec jeszcze ze mnie drwi...
Niedługo później poczułem parę rąk, oplatających mnie w pasie.
Odruchowo zerwałem się, strając w panice jak najszybciej oddalić od siebie tego popaprańca.
A jednak...
A jednaj mimo mojego lęku, przed dotykiem demona, nie poparzył mnie. Nawet odrobinkę. Po prostu się we mnie wtulił. I to jeszcze w tak uroczy,  i wdzięczny sposób...
Uspokoiłem się, nie reagując już tak gwałtownie na dotyk Tao.
Był w sumie przyjemny...
- I co, stało Ci się coś? - mruknął mój towarzysz, nieco wspinając się, najpewniej w celu obserwacji mojej mimiki.
- Sam nie wiem... - wzruszyłem ramionami, prychając śmiechem pod nosem.
Demon przedrzeźnił mnie, naśladując sposób w jaki się zaśmiałem, po czym zupełnie niewinnie nadgryzł płatek mojego ucha.
Poczułem, jak przez moje ciało przechodzi długi, przyjemny dreszcz.
Obróciłem się nieumiejętnie w stronę mojego diabła, otoczyłem go ramionami i wtuliłem we własne ciało.
Miałem w sobie coś na kształt potrzeby zapanowania nad nim.
Jedyne, czego przed zaśnięciem jeszcze doświadczyłem, były ciepłe usta Tao, lądujące delikatnie na moich obojczykach, klatce piersiowej, brzuchu...
A potem odpłynąłem w objęcia Morfeusza.

C.D.N.
Sai

Fluff jak na mnie przystało? Myślę, że jak najbardziej. Kolejny rozdział już w drodze ^-^