sobota, 23 listopada 2013

"Bestia" rozdz. 1

Zadanie z historii. 

Czyli łzy Żelka, zakochany frajer i nowy nauczyciel, spowity tajemniczą aurą.
Zespół: B.A.P.
Paringi: Younglo
Typ: Shounen-ai (nie potrafię tego inaczej nazwać .-.) + Angst
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia Youngjae)

Zjawił się jak zawsze punkt 10 minut przed rozpoczęciem lekcji. Bez szumu przyjęto jego obecność, kilka osób rzuciło suche "cześć".
Podszedł do mnie, przywitaliśmy się, zagaił rozmowę o zadaniu domowym z historii.
Zacząłem wreszcie żyć.
Dzień trwał monotonnie, wszystko jak było tak jest. Czasem zastanawiam się nad tym, gdy nic innego nie przychodzi mi do głowy. Wtedy myślę czy długo jeszcze moje życie będzie opierało się na porannym wyczekiwaniu na Zelo, wegetowaniu na lekcjach, późnym powrocie do domu, nauce i śnie.
Ostatnią lekcję w końcu obwieścił dzwonek. Historia.
Weszliśmy ospale do sali, w której zawsze śmierdziało mieszanką spróchniałego drewna i środka do konserwacji skamieniałości.
Usiadłem w ławce, obok pojawił się Junnie.
Westchnąłem.
Historyk znowu się spóźnia.
Drzwi do klasy otworzyły się z impetem.
Wszyscy zajęci rozmową, podskoczyli jak poparzeni. Ten mężczyzna był nam obcy.
- Witam serdecznie. Od dziś będę uczył was historii. - rzucił facet, opierając się o blat biurka i energicznym ruchem przeczesując niedbale włosy.
Cała klasa siedziała w permanentnym milczeniu. Nikt się nie odezwał.
Zelo niepewnie uniósł dłoń w górę.
- Tak? - nowy nauczyciel wskazał na chłopca obok mnie, a ten wstał i cicho zapytał:
- Co się stało z profesorem Kyunghae? - jego głos był niski,  drżący.
- Wasz poprzedni nauczyciel zmarł, w wyniku postrzelenia w nogę i kilku silnych ciosów kietowanych na klatkę piersiową.
Ciszę przerwały szepty. Obróciłem się, cała klasa poruszona wiadomością o nagłym zgonie, zawrzała.
Przeniosłem wzrok na Junniego.
Stał i wpatrywał się w mężczyznę opartego o biurko.
Stał z nieobecnym wyrazem twarzy.
- Czy ta odpowiedź Cię satysfakcjonuje? - kontynuował nowy profesor, w kierunku Zelo.
- Tak, dziękuję. - odparł ten i usiadł na miejsce.
Kilka dziewczyn pisnęło coś w stylu " to serio prawda??", rozległ się cichy szloch co wrażliwszych.
Z niepokojem zawiesiłem wzrok na moim koledze z ławki.
Jego oczy zaszkliły się.
Odwrócił głowę w moim kierunku.
- Junhong... - dziś po raz pierwszy usłyszałem własny głos. Miałem chrypę.
- Nie przeczytam zadania, Jae. - głos Zelo zatrząsł się, po czym spod powiek przyjaciela wyciekło kilka dużych łez.
Zarzuciłem ręce na jego ramiona, wtuliłem go w siebie.
Jego łzy skapywały na moje ramię.
Czułem, że płonę smutkiem.
Po powrocie ze szkoły, mama podała mi obiad. Zanim zacząłem jeść, przypomniała mi się wiadomość o morderstwie Kyunghae.
Straciłem apetyt.
Mama usiadła obok mnie, zatroskana spojrzała na pełny talerz.
- Nic nie zjesz? Co się stało? Coś w szkole? - zasypała mnie od razu kaskadą pytań, a ja poczułem jakby kamień skrępował mi gardło.
- No... - zacząłem, ale oddech sprawił mi trudność. Nie, nie będę płakał przy mamie, muszę wytrzymać. - Dzisiaj zdałem sobie sprawę...
- Że?
- Że... - zawiesiłem na chwilę głos i poczułem, że mam ciarki. - Że nie mogę znieść widoku łez Junhonga.
Mama objęła mnie i przytuliła.
Nie powstrzymałem emocji już ani chwili dłużej.
Całą noc śnił mi się tamten moment w szkole. Mężczyzna nagle mówi, że profesor Kyunghae nie żyje, a ja widzę sposób w jaki go zamordowano; starszy nauczyciel ucieka ciemną uliczką, przewraca za sobą kosze. Za nim biegnie bestia. W oczach napastnika coś błyszczy, płonie.
On.. on się uśmiecha.
Skacze nieludzko zwinnie między budynkami. Nie mogę dostrzec jego twarzy. Kyunghae dalej bienie, traci dech.
Słychać strzał wygłuszony tłumikiem, ofiara upada na ziemię. Przestrzelona noga krwawi, zaznacza trasę za ugodzonym.
Bestia doskakuje do ofiary. Popycha go, dociska do ziemii. Nauczyciel zmuszony jest teraz patrzeć prosto na twarz niedoszłego mordercy.  Maluje się na niej dzikie podniecenie. Z pochwy u boku wyciąga niewielki nożyk.
Słyszę w głowie rozdzierający wrzask ofiary. W jego klatce piersiowej zatapia się powoli zimna stal. Oprawca równie niespiesznie ją zeń wyjmuje. Krew obficie rozlewa się po koszuli nauczyciela. Kolejne ciosy są precyzyjnie wymierzone, szybkie. Martwy Kyunghae leży na betonie. Gęsta czerwień paruje, tworzy gorące ślady w zimnym powietrzu otaczającym trupa i mordercę.
Bestia podnosi się, już bez uśmiechu, chce odejść. Zatrzymuje się. Wraca do miejsca zbrodni. Chwyta przypadkowy, żelazny pręt. Podchodzi do zamordowanego. Znalezionym narzędziem rozgrzebuje ranę w jego nodze. Kula utknęła w kości. Brutalnym pociągnięciem wyrywa ją z martwej tkanki, chowa do kieszeni. Nikt go nie znajdzie.
Nie wiadomo...
...kto zamordował naszego historyka.
Budzę się spocony. Otacza mnie ciemność, sapię. Jest mi niedobrze. Zamiast jednak zwymiotować zaczynam płakać.
Przed oczami staje mi wizja kryształowych łez, znaczących ślady na policzku Junhonga.
Nie potrafię spać spokojnie, kiedy w umyślę widzę ten moment.
Moje serce drze się na kawałki, jak papierowa kartka.
Następnego dnia w szkole nikt jakoś nie żartował rano.
Nie było słychać tylu śmiechów, co zazwyczaj.
Czułem się jakby... nieobecny.
Zadzwonił dzwonek.
Nie zjawił się.
Dziś Zelo pierwszy raz, od kiedy go poznałem spóźnił się na lekcję. Przyszedł z opuchniętymi, podkrążonymi oczami.
Nie spał.
Zajął miejsce obok mnie.
Zapatrzyłem się na niego, starając się bardzo, żeby zwrócił na mnie uwagę. Nic z tego; wypakował się tylko i zanotował temat.
- Zelo... - szepnąłem przy chwili nieuwagi nauczycielki.
Nie odwrócił się.
Przez cały dzień jeszcze kilka razy próbowałem do niego zagadać. Nie odzywał się do nikogo.
Pod koniec zajęć, kiedy już z torbą w ręku otwierałem przeszklone drzwi naszej szkoły...
- Youngjae! - usłyszałem za plecami. Obróciłem się ospale, ujżawszy Zelo otworzyłem szerzej oczy.
- Young... - powtórzył, po czym wpadł w moje ramiona, drżąc lekko. - Przepraszam, że dzisiaj taki byłem. To... to prostu za dużo jak dla mnie... nigdy... nigdy nikt kogo znałem nie umarł.
Zasępił się, po czym skruszony opuścił głowę w dół.
Uśmiechnąłem się i wtuliłem go w siebie czule.
- Nie szkodzi. - odparłem, a on odsunął się i rozmazał po policzku łzy sączące się z jego oczu.
Na ten widok moje serce ugodził przeszywający smutek.
W pierwszym momencie nie zdałem sobie sprawy z tego, że ja również płakałem.
Junnie sięgnął do mojej twarzy, przecierając wierzchem dłoni kropelki, które po niej spływały.
Uśmiechałem się.
Potem powiedział, że musi iść do tego nowego nauczyciela od historii, bo prosił go, by został po lekcjach.
Uśmiechałem się gdy mi machał.
Z uśmiechem wróciłem do domu.
Uśmiechałem się.
Uśmiechałem.
Do końca dnia.
W nocy byłem spokojny.
Te koszmarne wizje z wczoraj już mnie nie nękały.
W myślach widziałem uśmiech Zelo.
Czułem spokój.
Następnego nie pojawił się w szkole.
A ja nie mogłem zacząć żyć. ~

C.D.N.
Sai

No ja nie wiem co robię, zakochuję Youngjae w Zelku, niech będzie, i tak jest frajerem XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz