niedziela, 3 listopada 2013

"Jesteś moim życiem... wiesz?" pt.2

Rośćau 2

Czyli Mir i młodej księżniczki rozterki (pierwszy okres). Znów angstowe zakończenie i biedny Seungho, tak - jestem okrutnym potworem. Enjoy.
Zespół: M.B.L.A.Q.
Paring: JoonDoong
Typ: Angst
Narracja: Trzecioosobowa


Rano Mir czuł się nijako - nie zbyt wiedział co ze sobą zrobić. Chciał wstać, ale mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa. Po momencie ktoś otworzył drzwi do jego pokoju. W progu stanął Seungho.
- Dzień dobry... już czujesz się lepiej? - mruknął lider,  pełen troski i nadziei.
- Tak... Chyba... - odparł maknae mało przekonującym głosem.
Hyunga opuścił, pierwej przybrany promienny uśmiech. Podszedł do łóżka młodszego i ułożył dłoń na jego czole.
- Przynajmniej ochłonąłeś... gdy wróciliśmy miałeś jeszcze gorączkę. Nie pamiętasz prawda?
Mir przecząco pokręcił głową. Prawda była taka, że nie pamiętał nic poza tym niezmierzonym bólem w sercu.
- Joon chciał się z Tobą zobaczyć. Był wczoraj bardzo zmartwiony Twoim stanem. Baliśmy się wszyscy, ale on chyba najmocniej...
- Karz mu się jebać. - wtrącił szybko Mir, nie pozwalając liderowi skończyć.
Ten przez chwilę był zbyt zszokowany, by powiedzieć cokolwiek.
- Karz, mu, się, jebać. - wycedził maknae, ze stoickim spokojem, wręcz z delikatnym uśmiechem. - Przekaż dokładnie, żeby nawet nie próbował tu przychodzić.
- A-ale Mir... - zaczął lider drżącym głosem.
- Nie. Żadnych ale. Po prostu go tu nie chcę.
Zapadła cisza.
- Jak chcesz. - odparł w końcu hyung, podchodząc do drzwi zdecydowanym krokiem. - Ja też nie będę Ci już zawracał głowy. - rzucił mu przez ramię, po czym wyszedł bez słowa.
Oj.
Coś zakuło maknae w środku.
Zabolało.
Jakaś mała drażniąca igiełka... nie irytująca, ale przygnębiająca. Gdy blondyn już zaczynał mieć wyrzuty sumienia, ta jego druga strona chwyciła Seunghową igiełkę i wpychając sumienie w cień przełamała ją na pół.
- Nie uronię przez Ciebie... - warknął Mir przez zaciśnięte zęby. - Już ani jednej łzy. Nigdy. - po czym wstał i zaścieliwszy łóżko, w samych bokserkach opuścił pokój, udając się na śniadanie.
Atmosfera wśród pozostałych członków zespołu była... nie najlepsza. Było to spowodowane po części przez wydarzenia z poprzedniego dnia, a po części przez słowa od Mira, przekazane przez Seungho.
Gdy maknae zszedł w końcu do reszty, wszyscy się ożywili.
- Mir, nareszcie! Jak się czujesz?? - pierwszy wyrwał się Thunder, jak gdyby nigdy nic.
- A Twoje samopoczucie? Wszystko ok?  - odpowiedział maknae pytaniem na pytanie, zbyt słodkim głosem.
Cheondoong zamilkł zbity z tropu zgaszony, czy wręcz speszony.
- Mir, mógłbyś się powstrzymać z takimi odzywkami? - rzucił spokojnie Joon, spoglądając karzącym wzrokiem na blondyna. Ten nie czekając wyrwał się z kolejnym aroganckim tekstem.
- A mógłbyś pilnować swojego ogona? - mruknął, wbijając w bruneta nienawistne spojrzenie.
- Co jeszcze powiesz, hm? - Joon podszedł do rozmówcy poirytowany i zmierzył go z góry.
Ten zamilkł, jak kamień. Fakt faktem, nie pozbył się uczucia, jakim darzył Lee, starał się je tylko stłumić.
I właśnie przez to, teraz nie odezwał się już ani słowem. Chwycił rogalik z budyniem i zaczął go łapczywie konsumować.
Joon uznając to za zwycięstwo odstąpił od maknae w kierunku Cheondoonga, przy czym obejmując go na moment westchnął cicho. Chwilę później wyszedł na balkon. Thunder udał się za nim. Mir skończywszy jedzenie także opuścił kuchnię i tym sposobem zostali w niej tylko G.O. i Seungho.
Kruczowłosy miał minę mocno przygnębioną, lider dłubał w zębach wykałaczką.
- Każdy zespół przeżywa kryzys, to taka próba. - mruknął Seungho, starając się lekko oswoić się z sytuacją.
- Obyśmy jej podołali. - odparł niemrawo G.O., po czym również wstał i opuścił pokój.
Lider został sam. Był w tym sam, tak. Wiedział o tym doskonale. On musiał zadbać o przetrwanie zespołu, obowiązek ciążył na jego barkach. Był świadom, że bez niego reszta pożarłaby się teraz ze sobą jak dzikie psy. On ma utrzymać ich razem. I nie może nawalić.
- Musisz sobie poradzić, kretynie.. - mruknął sam do siebie splatając dłonie z tyłu głowy i pozwalając potoczyć się po jego policzku niewinnej łzie kogoś, kto właśnie bierze odpowiedzialność za los, i szczęście innych.
Małego dziecka, przymuszonego do wkroczenia w bezlitosny świat dorosłych.

C.D.N.
Sai

No wiem wiem... krótkie i wgl przykre takie. Ale następny rozdział już za dwa dni. Don't worry... be happy... ;__;











2 komentarze:

  1. No i znowu angsty no (´;ω;`)
    Ale i tak się super czyta, gratuluję pokonania lenia senpai~! (=^ェ^=)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle dumy z ruszenia dupy .3. W takim razie już jutro poleci nr 3, a co mi tam ~

      Usuń