Rośćau 1
Czyli odrobina dramatyzmu od Saiki."To moje życie, nie będę dalej należał do Ciebie! Skończyło się, dorosłem! Wykorzystuj sobie Thundera, ja mam dość! Dość Ciebie i dość wszystkiego!"
Zespół: M.B.L.A.Q.
Paringi: JooMir; JoonDoong; SeungMir
Typ: Angst
Narracja: Trzecioosobowa
Zaczęło się... bardzo dawno temu. To siedziało w maknae prawie od samego początku. Gryzło, wierciło, nie dawało spokoju. Chciał, żeby wszystko wyszło tak ślicznie jak w dramach. Chciał być wolny i szczęśliwy. Jednak w pewnym momencie... coś w nim pękło.
Zapamiętał doskonale ich pierwszy pocałunek. Najbardziej bogaty w emocje moment jego życia. Najbardziej pozytywny. Nie będzie lepszego. Joon był wtedy inny. A może to on sam za bardzo się zmienił? W sumie... teraz to już i tak nie istotne.
Za dużo wtedy mówił. Nadmiar uczuć wylewał z siebie przez słowa, obietnice, przysięgi. Zadłużył się. Zmienił zdanie.
W zbyt wiele wtedy wierzył. Byle słówka rzucane na wiatr podtrzymywały go wręcz przy życiu, dawały czystą i wielką radość. To był kolejny powód, dla którego teraz tak się znienawidził - dawna wiara w kłamstwa.
Kiedy się poddał? To było... pewnej zimy.. wtedy się zaczęło...
"Loving you forever... I pray for you.". No i niby ciągle źle, do kurwy! To za gładko, to za cicho, to barwa zła, to głos się zatrząsł! Fuck! Ile można?!
Seungho powoli wychodził z siebie, G.O. też był nieźle podenerwowany. Joon... spał jak zwykle, Cheondoong pieklił się o byle gówno, a Mir najchętniej wyszedłby i chociażby przećwiczył któryś układ. Wszystko byle by tu dłużej nie siedzieć. I nie słuchać tak wielkiej dawki siarczystych przekleństw, na dodatek z ust hyungów. Zawsze go to raziło. Sam dbał o język i wymagał tego od rozmówców. Joon też nie lubił kląć.
Maknae rozpaczliwie szukając drabiny na powierzchnie, w tworzącym się w studio dole, w końcu z determinacją przeczołgał się w stronę jego śpiącej pod ścianą miłości.
- Joonie.... Joonie... - szeptał nad nim, delikatnie trącając opuszkami palców jego ramię. - No Jooon... - jęknął w końcu znudzony.
Jedyną reakcją bruneta było to, iż w momencie objął Mira w pasie, przyciągnął do siebie i wtulił, niczym pluszowego misia.
Maknae udając, że chce odejść i niezmiernie mu niewygodnie, napawał się kolejnymi momentami, które spędzał wspólnie z Lee.
Kochał go, naprawdę.
Całym sercem.
Był jego.
Wyłącznie jego.
I był z tym szczęśliwy.
Joon co pewien czas głęboko wzdychał przez nos, w końcu również tym, obwieszczając, iż właśnie się obudził. W tym momencie Mir bawiąc się kosmykiem włosów hyunga, wdzięcznie pocałował jego policzek. Brunet przyciągnął maknae bliżej i tak go tuląc jeszcze na moment zmrużył powieki, kusząc się na dodatkową, kilkuminutową drzemkę.
W sumie teraz Mir miał już w dupie, wszystkie kłótnie reszty z M.B.L.A.Q, autentycznie - wcale mu nie przeszkadzały. On siedział pod ścianą, tulony przez pana swego serca. Nie potrzebował niczego innego.
Ćwiczyć układ zaczęli zdecydowanie za późno, ale lepiej tak niż wcale. Grafik tego dnia mieli nieźle napięty, wieczorem jeszcze występ w Weekly Idolu, a popołudnie zbliżało się ogromnymi krokami. Jakoś to jednak minęło, maknae nawet nie spostrzegł kiedy znaleźli się w studio programu. Siedział przy nim Lee, który naturalnie trzymał dłoń na udzie Mira i delikatnie je gładził, a dalej Thunder.
W pewnym momencie dość niespodziewanie, Cheondoong objął Joona i przytulił się uroczo do jego ramienia.
"Zazdrosna suka... " przemknęło dumnie przez myśli maknae, jednak w głębi serca poczuł kujący niepokój.
Joon także objął blondyna, jedną ręką.
Czemu?
Po co to zrobił?
Mir był... niespokojny. Czuł mały zalążek strachu. O jego szczęście. O przyszłość.
Często miewał takie lęki, ale wtedy bez przeszkód szukał Joona i o wszystkim mu mówił. On zawsze go wspierał. Też go chyba kochał. Chyba? Tfu! Oczywiście, że go kochał, to była ich wspólna miłość... tak?
Program zaczął się i na szczęście przestali się obściskiwać. Równocześnie jednak, zniknęła także dłoń z uda Mira. W końcu nagrywają, nie można się tak obnosić ze związkami na wizji.
Jasne, luzik.
Luzik...
... Tylko czemu, kurwa, w trakcie programu ta mała dziwka znów zaczęła tulić się do jego hyunga?
I tym razem Joon obdarzył go drobnym uściskiem.
Co się dzieje... serce Mira kołatało nerwowo, bał coraz mocniej, nie pokazując po sobie jednak ani kszty niepokoju. Pod maską uśmiechu chował swój, stopniowo i nieprzerwanie rosnący lęk.
Oczywiście musiało stać się najgorsze - zawsze wścibski i chytry prowadzący wyłapał czułości Lee i Thundera, w momencie zaczynając o nie wypytywać, i wiercić temat.
- Thunder, widzę, że znalazłeś nową przytulankę.... - rzucił jadowicie.
- Ehh... żeby jeszcze ta przytulanka chciała ze mną spać! - zaśmiał się Cheondoong, wtulając się w Joona tym bardziej.
Wszyscy zaśmiali się sztucznie.
Oprócz Mira. On tylko lekko się uśmiechnął.
... Co jest do chuja pana?
Co właśnie się dzieje?!
Czy jemu to się przypadkiem nie śni?
Nie nie... to rzeczywistość... która się zawala.
Maknae czuł się, jakby ktoś z siłą churaganu zmiatał grunt spod jego nóg. Nie miał na czym stać. Z zewnątrz permanentnie się uśmiechał. Jego wnętrze było już jednak popękane i kruche bardziej niż kiedykolwiek.
- A więc Joon nie chce być pluszowym misiem dla Cheondoonga, mam rację Joonie? - mrunkął drugi z prowadzących, puszczając Joonowi oczko.
Brunet chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
Mir wyczekująco wpatrywał się w hyunga...
Nad czym on myśli, nie chce, żeby blondynek się do niego kleił, na pewno nie chce!
- Nie w tym rzecz.. - zaczął niejednoznacznie Lee, dalej głowiąc się nad odpowiedzią.
- W takim razie w czym Joonie? Czy chcielibyście się czymś z nami podzielić?? - wiele wzroków po tej wypowiedzi prowadzącego utkwiło w Joonie. Jeden z nich wyjątkowo lękliwy, roztrzęsiony i spragniony miłości.
- Heh... nie sądzę, by było się czym dzielić. To tylko moja nowa posada, misia pluszowego! - roześmiał się nerwowo tancerz, czochrając włosy Thundera.
Mir wcale nie czuł się lepiej. Serce biło mu w piersi jak szalone, nie miał pojęcia co powinien teraz zrobić.
Aż w końcu zostało na dobre przestrzelone... ziścił się jego najgłębszy, najgorszy lęk; w pewnym momencie Thunder pochylił się tak, że jego usta dotykały ucha Joona, szepcząc, na tyle głośno, by bez trudu usłyszeli wszyscy inni:
- Saranghae, misiu pluszowy...
Joon już zupełnie zakłopotany i skołowany objął Cheondoonga pewniej, po czym nie wiedząc co czynić ucałował jego policzek dwa razy.
Mir poczuł ucisk w brzuchu. Było mu niedobrze. Czuł się tak, jak ludzie, którzy zaraz mają skoczyć z wieżowca. Jego świat, przez jeden wieczór popadł w kompletną ruinę. Wtedy po raz pierwszy dopuścił do siebie myśl o tym, że Joon mógł cały czas go okłamywać.
- Mir, wszystko gra? Okropnie pobladłeś... - rzucił G.O. troskliwym głosem.
- Nie czuję się zbyt dobrze... - wychrypiał maknae wpatrując się zimno w przestrzeń.
- Mir będzie chyba musiał nas już opuścić, pozwólcie, że go odprowadzę, - zadecydował Seungho, trzeźwym umysłem szybko trawiąc sytuację.
W momencie chwycił maknae pod rękę, obaj się skłonili, po czym opuścili studio. Noc była przeraźliwie zimna.
- Mir, co jest? - spytał lider zaraz po opuszczeniu budynku.
- Niedobrze mi... - stęknął chłopiec, po czym ze łzami w oczach odwrócił się od Seungho i zginając się w pół, zwymiotował na ośnieżony chodnik.
Lider bez namysłu objął go i delikatnie gładząc jego plecy pozwolił mu skończyć. Mir popadł w niepohamowany szloch. Nieskładnie jęczał wyrazy pozbawione sensu, łkał głośno, łzy maknae topiły śnieg na ulicy.
W powietrzu unosił się kwaśny, drażniący zapach, Mir płakał na cały głos, Sehungo go tulił. Chłopiec dławiąc się łzami, zaczął niebezpiecznie drżeć, a wręcz trzęść się croaz mocniej. Lider był poważnie zaniepokojony.
- Chodź... chodź, pomogę Ci, idźmy stąd... chodź do łazienki, umyjesz się... - cedził hyung, pomagając maknae stać i zaczynając chwiejnym krokiem prowadzić go spowrotem do studio, a potem prosto do łazienki.
Tam, Mir po wielu próbach odezwania się, roztrzęsionym głosem nieskładnie wyjaśnił Seungho co się stało, co czuje i czego się boi. Ten wcześniej myjąc chłopca i uspokajając go, teraz słuchał uważnie, próbując zrozumieć, co mu młodszy opowiada.
W pewnym momencie zapadła długa, oczyszczająca cisza. Maknae siedział skulony pod ścianą, lider zespołu tuż obok niego.
On także nie wiedział co zrobić.
Nie miał bladego pojęcia.
Nie wiedział ani co powinien, ani co jest w stanie. No i w związku z tym... co będzie dalej? Z Mirowym skołatanym sercem, no i z całym ich zespołem.
Młodszy chłopiec pustym wzrokiem lustrował kafelki podłogowe. Nie myślał o niczym, tylko i wyłącznie czuł. Ale nie tak błache, przyziemne rzeczy jak chłód, czy niewygodę.
Czuł nicość.
Wydawało mu się, że czuje to, co jest po śmierci.
Jest wtedy tylko zasrane, głuche, ślepe i bezsensowne nic.
Nigdy.
Nikt.
Nigdzie.
Po prostu nic.
Seungho milczał. Nieco bał się, że cokolwiek powie, będzie głupie i płytkie. Objął Mira ramieniem. Nadal nie powiedział ani jednego słowa. Cisza stawała się nieznośna.
- Seungho... - szepnął w końcu maknae, sprawiając wrażenie ofiary jakiegoś wypadku, będącej w wielkim szoku.
- Tak? - odparł lider bez wahania, dziwiąc się, że chłopiec sam się odezwał.
Mir zamilkł na moment, w końcu przenosząc wzrok pełen niejednoznacznych emocji, na swego hyunga.
- Pocałuj mnie. - odezwał się w końcu tak cicho, że ledwo dosłyszalnie.
- C... Co takiego? - rozmówca wpatrywał się w Mira niezrozumiałym wzrokiem.
Ten nie powiedział już nic, jego powieki opuściły się do połowy, lekko się przygarbił, wzrok opuścił na powrót na białe płytki.
Seungho był zakłopotany jak nigdy. Gdyby nie fakt, że nie wiedział kompletnie co począć, skończyłoby się to inaczej...
W pewnym momencie po prostu ujął twarzyczkę Mira, powoli i delikatnie łącząc ich usta w pocałunku. Niby wcale tego nie pragnął, a mimo to coś pokierowało nim w ten, a nie inny sposób.
Maknae od razu, bez zastanowienia objął szyję lidera, spod jego powiek w momencie wytoczyły się gorące łzy. Chwilę trwało, nim Mir zdołał wcisnąć się na kolana hyunga, Seungho bardzo nie chciał doprowadzać tego do czegoś więcej.
- Seungho... nie zostawiaj mnie tu... błagam. - wyszeptał Mir, siedząc okrakiem na udach lidera. Ich oddechy splatały się całkowicie, maknae szeptał wprost w usta hyunga. - Proszę... - westchnął ponownie, roniąc kilka kolejnych łez.
- Nie zostawię... jestem przy Tobie. - Seungho delikatnie pogładził mokry od płaczu policzek Mira. - Jestem tu... - powoli zbliżył się do jego twarzy. - Spokojnie... - ujął prawą dłoń chłopca splatając ją z własną.
Wcale nie zamierzał tego, co właśnie się działo. Dawał tylko maknae bliskość, której ten tak rozpaczliwie potrzebował w tej chwili. O którą żebrał, jak biedak.
Znów połączył ich pocałunek, Mir ocierał się o klatkę piersiową lidera, ten błądził dłońmi po ciele chłopca.
Usta Seungho lądowały co chwilkę na zimnej skórze chłopca, ogrzewały ją, punktowały czerwonawymi śladami. Wkrótce spomiędzy warg maknae zaczęły wydobywać się przeróżne, tłumione na wielorakie sposoby stęknięcia.
Chłopiec mocno odchylał głowę do tyłu, pozwalając liderowi na pełne namiętności obcałowywanie swej szyi.
Chcąc nie chcąc, Seungho był mocno pobudzony tym całym ocieraniem się Mira, walczył ze sobą, by go w tym momencie nie skrzywdzić.
Jednak chłopiec w najmniej oczekiwanym momencie opadł w ramiona hyunga, wyciągając dłonie spod jego bluzy i wzdychając bardzo głęboko.
Seungho poczuł niezwykłe wzruszenie. Pragnienie jakie w nim wzrosło od razu straciło na sile, rozczulił go widok zmarniałego rapera. Był w końcu tak rozgoryczony, emocje omal nie przytłoczyły go na dobre. Lider mimo lekkich wyrzutów sumienia czuł, że postąpił wobec niego dobrze. A przynajmniej wybrał najlepiej z tego, co mógł zrobić.
Mirowi wystarczył moment, by poprzez stres, pożądanie i płacz, zasnąć w ramionch hyunga w mniej niż chwilę.
- I co ja mam teraz do cholery zrobić... - westchnął lider, obejmując maknae i składając delikatny pocałunek na jego głowie. - Ty masz łatwo... - mruknął przeczesując jego włosy. - Śpij...
C.D.N.
Sai
Well... zaczęłam to opowiadanie już dawno, więc mam co dodawać, przez jakiś czas. Mam nadzieję, że mimo smuteczków i płaczu, którym je naszpikowałam, przypadnie do gustu. Do następnego Rośćauu.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz