Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Younglo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Younglo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2014

"Bloody Blue" ~ One Shot

Żuki i muchy

Czyli ćpuńska rozkmina na dobry początek.
Zespół: B.A.P
Paringi: BangDae
Typ: Bardzo fluff, Drag, OS, odrobinkę Gore
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia Daehyun)

- Chodź z nami!!
- Raz zaszalejesz, nie zaszkodzi!
- Będzie fajnie, zobaczysz!!
- Nie bądź frajer, zabaw się!
Idę. Wszystko dzieje się zbyt szybko, żeby mógł powiedzieć "nie".
Wchodzimy do klubu we trójkę, już mnie wszyscy widzą, już obmacują spojrzeniami, już rozbierają w myślach, już oblizują usta. Podchodzimy do lady, zamawiamy drinki w kolorze marzeń. Po jednym tracę równowagę i osuwam się na blat. Za szybko. Za głośno.
Cały świat jakby na karuzeli, ja w środku, oglądam ten chaos w szambie, śmieję się z rozciągniętych twarzy znajomych. Youngjae łapie mnie pod ramię.
- Idziemy tańczyć!!!
Darcie do ucha, chyba krwawią mi bębenki. Ktoś podaje mi kieliszek z czerwienią. No jestem teraz wampirkiem. Kilka łyków, przełyk piecze, kiwam się ktoś mnie dalej trzyma, ktoś nie, ktoś jest, kogoś nie ma, wszystko tańczy. Ja też tańczę. Skaczę bez kontroli, bez rytmy, bez zahamowań. Umieram i zmartwychwstaję, przewracam i podnoszę. Dłonie, tak dużo dłoni, dotykają mnie, szarpią, unoszą. Matko, wszystko jest białe, nagle twarze zmieniają się z ludzkich, na żuki i tańczą, pot spływa po mnie kaskadami, żuki zaczynają krwawić różowo zieloną mazią z oczu, co się dzieje, wraca czerń i błyskające lasery, mam mdłości. Surfuję. Surfuję po dłoniach, wynieśli mnie nad głowy, widzę jak Dj na mnie patrzy, skacząc po scenie w fluorescencyjnych rękawiczkach. Na policzkach ma wojenne paski, namalowane różową farbą świecącą w ciemności. Patrzę na niego, ledwo dostrzegam jak wygląda, mdleję, spadam na ziemię. Budzi mnie Junhong; siedzimy przy stoliku, noc koszmarów trwa.
- Dae, żyjesz? Nieźle przyrżnąłeś w podłogę.
- Nie czuję prawej dłoni.
- Krwawisz, Chryste!
- Jestem Jezusem...?
- Chodź natychmiast do łazienki!!
Ciągnie mnie do łazienki. Idę, bo co mam zrobić. Wchodzimy w biel i na ułamek sekundy wszyscy w środku stają się błyszczącymi złotem i srebrem muchami. Boże obroń... czuję wodę. Zimna. Zamarzam. Boję się. Czuję jakby oczy okuwał lód, widzę jak przez mgłę, rzeczywistość wraca żółwim tempem.
- Junhong umarłem...
- Co Ty pleciesz, umyj tą dłoń!
Myję. Spoglądam na nią rozbieganym wzrokiem, muszę się mocno skupić, żeby dostrzec jej kształt. Jest cała czerwona, nie ma czucia. Nie wiem czy się tym martwić. To dziwne. Nie boję się niczego poza żukami i muchami, nie mam trzeźwego spojrzenia na zagrożenie mojego zdrowia. Junhong panikuje, krzyczy coś, że zgubił Jae, ja nie rozumiem, nie wiem, nie pamiętam.
- Słyszysz mnie?!
- MUCHA, UWAŻAJ!!!
Wracamy szukać Youngjae, wchodzimy w straszny, transowy huk. Dj skacze po scenie coraz mniej rozgarnięcie, bez koszulki, z rozrzuconymi na wszystkie strony włosami. Upadam, bo się potknąłem. Muzyka cichnie, gasną światła, czyjeś ręce mnie łapią, nicość. Budzę się w pokoju, jakby z oddali dobiega wcześniejsza muzyka. Mam mokre włosy.
- Żyjesz? Mało co Cię nie stratowali... coś masz z ręką...
Podnoszę dłoń przed oczy, czerwono mi... wszystko płynie, broczę tak mocno jak jeszcze nigdy. Mdleję.
Budzę się w łóżku, atłasowa zielona pościel gwałci moje półnagie ciało. W pokoju półmrok, niedobrze mi. Wymiotuję na podłogę. Podnoszę wzrok i jedyne co widzę to iskrzące się cztery różowe paski. Tracę przytomność.
Budzę się w tym samym łóżku, wymiociny zniknęły, ktoś siedzi obok mnie.
- Jesteś?
- Jestem...
- Na imię Ci?
- Daehyun.
Cichy chichot, dłoń, która wpełza, niczym pająk, na moje włosy i mierzwi je niedbale.
- Pamiętasz co piłeś? Jaki miało kolor?
- Niebieski, słodki... czerwony... piekący...
- Leż, zaczekaj moment.
Odszedł. Zostawił mnie na pastwę koszmarów. Głosie wróć.
Wrócił, usiadł obok i otworzył metalowy kejs, który zalśnił nikłą, granatową poświatą. W środku leżały równiutko ułożone fiolki z różnymi napisami i symbolami. Bez namysłu wyjął dwie z nich, wkropił po trochę do szklanki, zalał wodą i podał mi do wypicia.
- Odtrutki, spokojnie. Zaufaj mi, mam w tym wprawę.
Gdy skończyłem pić, poczułem jak ciepło przenika każdy mój mięsień, opadłem na poduszki jak niewładny i omdlałem.
Budzę się w tym samym miejscu. Muzyka już nie łupie w uszy, łapię chłodne powietrze w usta, czuję przeszywający ból w prawej dłoni. Unoszę ją; bandaż. Nic nie pamiętam, nic poza muzyką i Junhongiem, szukającym Youngjae. Obracam się na bok. Przy mnie śpi jakiś mężczyzna. Panuje ciemność, nie widzę jego twarzy. Boję się najgorszego. Czuję jak stres pali mi trzewia. Facet mruczy coś i rozbudza się. Podnosi się do półsiadu i łapie mnie za ramię.
- Hej... jak się czujesz?
- Kim pan jest?
- Yongguk. Bang Yongguk. Wszystko ok?
- My się znamy? Coś tu zaszło?
- Nie, nie... uratowałem Ci tylko dupę, bo gdybyś tam został, prawdopodobnie obudziłbyś się tylko raz, rano, na ulicy, zgwałcony i bez dłoni. Prawie zmiażdżyli Ci śródręcze. Poza tym byłeś konkretnie zaćpany, ponoć tylko dwa drinki, ale musiałem Cię rozebrać, żeby sprawdzić, czy nie masz nigdzie śladów po igle. Spokojnie, na nic sobie nie pozwalałem, to tylko dla Twojego bezpieczeństwa..
Kładzie dłoń na mojej. Czuję. Wreszcie czuję. Szamoczące się z nerwów tętno zwalnia, jego dotyk mnie koi.
- Jak się czujesz?
- Bywało lepiej, ale przynamniej nie tak strasznie jak wcześniej.
- Pamiętasz cokolwiek?
- Niejasne urywki... eh. Nigdy więcej.
Jego chichot mnie rozluźnia. Oddycham powoli, pot na moim czole przysycha, gorączka stopniowo spada.
Cisza. On tylko trzyma moją dłoń. Trwamy tak chwilę.
- Widziałem Cię, kiedy tłum Cię nosił.
Opuścił wzrok, zaczął bawić się palcami mojej dłoni.
- To Ty jesteś Dj'em?
Skinął głową.
- Nie jesteś zmęczony? Może idź spać...
- Nie, po prawdzie to strasznie mnie suszy.
- Przyniosę Ci wody.
Wstał do pokojowej kuchenki i nalał pełną szklankę kranówy. Podał mi, przyssałem się tak, że po sekundzie szklanka świeciła pustkami. Wstał, nalał mi jeszcze i podał. Wypiłem tak drugą szklankę, trzecią, czwartą odstawił na wszelki wypadek na szafkę obok mojego łóżka. W sumie to jego łóżko, a nie moje. - Ty pewnie padasz po nocy.
- Juz trochę pospałem...
- Która godzina?
- Trzecia dwadzieścia sześć.
- Strasznie boli..
Uniosłem zabandażowaną dłoń.
- Wyobrażam sobie...
Zacmokał.
- Chcesz coś przeciwbólowego? Spokojnie, nie ućpam Cię, możesz być pewien.
- Nie mam wyjścia... inaczej chyba rozsadzi mnie z bólu.
Wstał i przyniósł mi tabletkę. Łyknąłem ją, pełen zaufania i popiłem wodą odstawioną na szafkę.
Zaraz poczułem, jak głaszcze mnie po policzku. Miał chłodną, kojącą dłoń. Zamknąłem oczy.
- Teraz się prześpij, chwilę zajmie, zanim lek zacznie działać.
- Nie chce mi się spać.
- Jesteś jeszcze w szoku ponarkotykowym. Mimo to powinieneś spać, żeby dać organizmowi się zregenerować...
- Blablabla... mądrala.
Uśmiechnąłem się, ale pewnie nie dostrzegł tego przez ciemność zalewającą pokój.
- Czemu nie zapalisz lampki...?
- Masz teraz potężny światłowstręt, nie ryzykowałbym.
- Yongguk...
- Hm?
- Dziękuję Ci strasznie...
- Pfh. Na moim miejscu zrobiłbyś to samo.
- Nie, ale serio... zawdzięczam Ci życie w sumie.
- Sprzątać Twoje rzygi, to była czysta przyjemność.
Zawstydziłem się okropnie. Miał rację.
- Jeju... ale Ci narobiłem problemu... wybacz... przepraszam.
- Dziękujesz, przepraszasz... poprosisz jeszcze o coś?
- Żebyś tu został. Nie zostawiaj mnie samego... proszę.
- Jak coś zaczynam, to kończę. Zadbam o Ciebie, aż będziesz w pełni sprawny, spokojnie.
Do oczu napływają mi łzy. On słyszy, że płaczę. Kładzie dłoń na moim policzku, przekonuje się, o łzach.
- Dae? Ej... nie płacz...nie Ty pierwszy...
- Przyszedłem tu z dwójką przyjaciół. Pewnie nawet nie zastanawiają się gdzie jestem. Natomiast Ty, którego nigdy wcześniej na oczy nie widziałem tak o mnie zadbałeś, zaopiekowałeś się, żebym wrócił do żywych...
Szloch zawiązał mi supeł na gardle, nie mogłem nic więcej z siebie wydusić, rozpłakałem się na dobre. On objął mnie i wtulił w siebie. Rozpacz zajęła mi jeszcze kilka chwil. Zdrową dłonią przyczepiłem się do jego pleców. Dalej był bez koszulki. Ciepła skóra pod moimi palcami, to, że mogłem wytropić dotykiem każdy jego mięsień... uspokoiłem się, wyciszyłem szarpiące mną potoki łez. Rozedrgany oddech osadziłem przy jego szyi... zsunął objęcia na mój bok.
- Gdybym miał sprawne obie ręce zrekompensowałbym się porządnym masażem...
- Mhm...
Ten pomruk przyprawił mnie o dreszcz. Nie zwracał uwagi na moje słowa, tak skupił się na sposobie w jaki go dotykałem. Zamilkłem więc i kilka razy intensywnie ugniotłem bolesne miejsca w okolicach łopatek.
- Chryste... tak się spiąłem nerwami o Ciebie, widzisz?
- Widzę. Muszę to naprawić. Rozluźnij się.
Mimo tylko połowy wydajności, jakoś dałem radę wymasować mu calutkie plecy, na co on odpowiedział mi lawiną aprobujących pomruków.
- To ja nie wiem co się dzieje, jak masz do dyspozycji dwie ręce.
Zachichotał, oparty o moje ramie tak, że sięgałem celu masażu zza jego barku. On natomiast mruczał co mu ślina na język przyniosła, hedonistycznie seksownym głosem, prosto w moje ucho.
- Nie chcesz spać? Ja Cię tu wykorzystuję, a Ty miałeś odpoczywa...
- Jakoś muszę się wypłacić.
- Odwdzięczysz się, jak już będziesz w pełni sił.
- Yongguk ja już się dobrze czuję...
- Mhm...
Przybliżył się, opierając głowę o moje czoło. Emanował ciepłem, poczułem zapach borówek.
- Serio, już dobrze.
- Tak mówisz...?
- No...
- No to jak tak mówisz...
- Mhm...
Zmrużyłem oczy. Powiódł wargami po moim policzku. Zadrżałem.
- To chyba tak jest...
- No chyba mi wierzysz, nie...?
- Mhm...
Zamknął mi usta pocałunkiem. Powieki same mi opadły, zdrową dłoń wsunąłem na jego bark, przez tors i obojczyk. On jedną ręką objął mnie w pasie, drugą ułożył na policzku, delikatnie głaszcząc go kciukiem. Czując jego miękkie wargi, musiałem radzić sobie z zimnymi dreszczami, atakującymi moje racjonalne myślenie. W momencie, w którym rozchylił usta, bez namysłu naśladując jego poczynania zamknąłem jego górną wargę w pocałunku, delikatnie muskając ją językiem. Szybko złapaliśmy jeden rytm, na przemian narkotyzując się rozkoszą. Zsunąłem dłoń na jego tors, palce same wyznaczyły kurs po jego wyraźnie zarysowanych mięśniach, powietrze zgęstniało, czułem coraz więcej wszechogarniającego ciepła. Odsunąłem się na chwilę, pozostając blisko jego ciała. Moje nagie ramiona, oparte o jego klatkę piersiową, jego dłoń, kreśląca trasy po mojej talii, moja dłoń na jego nagim brzuchu, jego ciepło, przenikające mnie spokojem.
- Wszystko w porządku, Dae?
- Tak, czuję się lepiej niż kiedykolwiek.
Zachichotał, musnął czubkiem nosa moje ucho, przy okazji czule całując mój policzek. Roztaczał aurę opieki nawet z przyspieszonym po pocałunku oddechem.
- Idź spać, widzimy się rano. Odpoczywaj.
Potulnie osunąłem się na poduszkę.
- Ale nie idziesz, obiecałeś.
- Nic nie obiecywałem...
- Yonguuk!
- Wiem, wiem. Spokojnie. Śpię tuż obok, budź gdybyś czegoś potrzebował.
Wpełznął pod kołdrę, przylegając do mnie swoim nagim korpusem. Oplotłem go nogami, zamykając oczy i kładąc dłoń na jego obojczyku.
- Dobranoc i dziękuję jeszcze raz.
- Do rana. Śpij spokojnie.
Ucałował moje czoło i delikatnie musnął ciepłym pocałunkiem usta. Wtuliłem głowę w jego mostek, ułożyłem wygodnie zranioną dłoń i zasnąłem jak kamień.

- Muszę wam podziękować.
Zaszedłem Junhonga i Youngjae od tyłu, dostrzegłszy ich rozmawiających na środku chodnika.
Obrócili się zaraz i rzucili mi się na szyję.
- Matko, żyjesz!
Nie jestem Twoją matką.
- Jak się cieszę!!
Widać.
- Co się stało, opowiadaj!
Nie sądzę, żeby Cię to obchodziło.
- Wybacz, że się tak zgubiłeś.
Zostawiliście mnie.
- Stało się coś poważnego?
Uniosłem dłoń w szynie.
- Złamali mi dwa palce w trzech miejscach, poza tym nic strasznego. Dj mnie odratował, bo dali mi narkotyzowanego drinka.
- O rany, jak mogło do tego dojść...
- Co za masakra...
- W każdym razie gdyby nie wy, nie poznałbym Bang Yongguka. Więc dzięki, raz warto było zaszaleć.
Czyżbym zamknął wasze bezmyślne jadaczki?

sobota, 23 listopada 2013

"Bestia" rozdz. 1

Zadanie z historii. 

Czyli łzy Żelka, zakochany frajer i nowy nauczyciel, spowity tajemniczą aurą.
Zespół: B.A.P.
Paringi: Younglo
Typ: Shounen-ai (nie potrafię tego inaczej nazwać .-.) + Angst
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia Youngjae)

Zjawił się jak zawsze punkt 10 minut przed rozpoczęciem lekcji. Bez szumu przyjęto jego obecność, kilka osób rzuciło suche "cześć".
Podszedł do mnie, przywitaliśmy się, zagaił rozmowę o zadaniu domowym z historii.
Zacząłem wreszcie żyć.
Dzień trwał monotonnie, wszystko jak było tak jest. Czasem zastanawiam się nad tym, gdy nic innego nie przychodzi mi do głowy. Wtedy myślę czy długo jeszcze moje życie będzie opierało się na porannym wyczekiwaniu na Zelo, wegetowaniu na lekcjach, późnym powrocie do domu, nauce i śnie.
Ostatnią lekcję w końcu obwieścił dzwonek. Historia.
Weszliśmy ospale do sali, w której zawsze śmierdziało mieszanką spróchniałego drewna i środka do konserwacji skamieniałości.
Usiadłem w ławce, obok pojawił się Junnie.
Westchnąłem.
Historyk znowu się spóźnia.
Drzwi do klasy otworzyły się z impetem.
Wszyscy zajęci rozmową, podskoczyli jak poparzeni. Ten mężczyzna był nam obcy.
- Witam serdecznie. Od dziś będę uczył was historii. - rzucił facet, opierając się o blat biurka i energicznym ruchem przeczesując niedbale włosy.
Cała klasa siedziała w permanentnym milczeniu. Nikt się nie odezwał.
Zelo niepewnie uniósł dłoń w górę.
- Tak? - nowy nauczyciel wskazał na chłopca obok mnie, a ten wstał i cicho zapytał:
- Co się stało z profesorem Kyunghae? - jego głos był niski,  drżący.
- Wasz poprzedni nauczyciel zmarł, w wyniku postrzelenia w nogę i kilku silnych ciosów kietowanych na klatkę piersiową.
Ciszę przerwały szepty. Obróciłem się, cała klasa poruszona wiadomością o nagłym zgonie, zawrzała.
Przeniosłem wzrok na Junniego.
Stał i wpatrywał się w mężczyznę opartego o biurko.
Stał z nieobecnym wyrazem twarzy.
- Czy ta odpowiedź Cię satysfakcjonuje? - kontynuował nowy profesor, w kierunku Zelo.
- Tak, dziękuję. - odparł ten i usiadł na miejsce.
Kilka dziewczyn pisnęło coś w stylu " to serio prawda??", rozległ się cichy szloch co wrażliwszych.
Z niepokojem zawiesiłem wzrok na moim koledze z ławki.
Jego oczy zaszkliły się.
Odwrócił głowę w moim kierunku.
- Junhong... - dziś po raz pierwszy usłyszałem własny głos. Miałem chrypę.
- Nie przeczytam zadania, Jae. - głos Zelo zatrząsł się, po czym spod powiek przyjaciela wyciekło kilka dużych łez.
Zarzuciłem ręce na jego ramiona, wtuliłem go w siebie.
Jego łzy skapywały na moje ramię.
Czułem, że płonę smutkiem.
Po powrocie ze szkoły, mama podała mi obiad. Zanim zacząłem jeść, przypomniała mi się wiadomość o morderstwie Kyunghae.
Straciłem apetyt.
Mama usiadła obok mnie, zatroskana spojrzała na pełny talerz.
- Nic nie zjesz? Co się stało? Coś w szkole? - zasypała mnie od razu kaskadą pytań, a ja poczułem jakby kamień skrępował mi gardło.
- No... - zacząłem, ale oddech sprawił mi trudność. Nie, nie będę płakał przy mamie, muszę wytrzymać. - Dzisiaj zdałem sobie sprawę...
- Że?
- Że... - zawiesiłem na chwilę głos i poczułem, że mam ciarki. - Że nie mogę znieść widoku łez Junhonga.
Mama objęła mnie i przytuliła.
Nie powstrzymałem emocji już ani chwili dłużej.
Całą noc śnił mi się tamten moment w szkole. Mężczyzna nagle mówi, że profesor Kyunghae nie żyje, a ja widzę sposób w jaki go zamordowano; starszy nauczyciel ucieka ciemną uliczką, przewraca za sobą kosze. Za nim biegnie bestia. W oczach napastnika coś błyszczy, płonie.
On.. on się uśmiecha.
Skacze nieludzko zwinnie między budynkami. Nie mogę dostrzec jego twarzy. Kyunghae dalej bienie, traci dech.
Słychać strzał wygłuszony tłumikiem, ofiara upada na ziemię. Przestrzelona noga krwawi, zaznacza trasę za ugodzonym.
Bestia doskakuje do ofiary. Popycha go, dociska do ziemii. Nauczyciel zmuszony jest teraz patrzeć prosto na twarz niedoszłego mordercy.  Maluje się na niej dzikie podniecenie. Z pochwy u boku wyciąga niewielki nożyk.
Słyszę w głowie rozdzierający wrzask ofiary. W jego klatce piersiowej zatapia się powoli zimna stal. Oprawca równie niespiesznie ją zeń wyjmuje. Krew obficie rozlewa się po koszuli nauczyciela. Kolejne ciosy są precyzyjnie wymierzone, szybkie. Martwy Kyunghae leży na betonie. Gęsta czerwień paruje, tworzy gorące ślady w zimnym powietrzu otaczającym trupa i mordercę.
Bestia podnosi się, już bez uśmiechu, chce odejść. Zatrzymuje się. Wraca do miejsca zbrodni. Chwyta przypadkowy, żelazny pręt. Podchodzi do zamordowanego. Znalezionym narzędziem rozgrzebuje ranę w jego nodze. Kula utknęła w kości. Brutalnym pociągnięciem wyrywa ją z martwej tkanki, chowa do kieszeni. Nikt go nie znajdzie.
Nie wiadomo...
...kto zamordował naszego historyka.
Budzę się spocony. Otacza mnie ciemność, sapię. Jest mi niedobrze. Zamiast jednak zwymiotować zaczynam płakać.
Przed oczami staje mi wizja kryształowych łez, znaczących ślady na policzku Junhonga.
Nie potrafię spać spokojnie, kiedy w umyślę widzę ten moment.
Moje serce drze się na kawałki, jak papierowa kartka.
Następnego dnia w szkole nikt jakoś nie żartował rano.
Nie było słychać tylu śmiechów, co zazwyczaj.
Czułem się jakby... nieobecny.
Zadzwonił dzwonek.
Nie zjawił się.
Dziś Zelo pierwszy raz, od kiedy go poznałem spóźnił się na lekcję. Przyszedł z opuchniętymi, podkrążonymi oczami.
Nie spał.
Zajął miejsce obok mnie.
Zapatrzyłem się na niego, starając się bardzo, żeby zwrócił na mnie uwagę. Nic z tego; wypakował się tylko i zanotował temat.
- Zelo... - szepnąłem przy chwili nieuwagi nauczycielki.
Nie odwrócił się.
Przez cały dzień jeszcze kilka razy próbowałem do niego zagadać. Nie odzywał się do nikogo.
Pod koniec zajęć, kiedy już z torbą w ręku otwierałem przeszklone drzwi naszej szkoły...
- Youngjae! - usłyszałem za plecami. Obróciłem się ospale, ujżawszy Zelo otworzyłem szerzej oczy.
- Young... - powtórzył, po czym wpadł w moje ramiona, drżąc lekko. - Przepraszam, że dzisiaj taki byłem. To... to prostu za dużo jak dla mnie... nigdy... nigdy nikt kogo znałem nie umarł.
Zasępił się, po czym skruszony opuścił głowę w dół.
Uśmiechnąłem się i wtuliłem go w siebie czule.
- Nie szkodzi. - odparłem, a on odsunął się i rozmazał po policzku łzy sączące się z jego oczu.
Na ten widok moje serce ugodził przeszywający smutek.
W pierwszym momencie nie zdałem sobie sprawy z tego, że ja również płakałem.
Junnie sięgnął do mojej twarzy, przecierając wierzchem dłoni kropelki, które po niej spływały.
Uśmiechałem się.
Potem powiedział, że musi iść do tego nowego nauczyciela od historii, bo prosił go, by został po lekcjach.
Uśmiechałem się gdy mi machał.
Z uśmiechem wróciłem do domu.
Uśmiechałem się.
Uśmiechałem.
Do końca dnia.
W nocy byłem spokojny.
Te koszmarne wizje z wczoraj już mnie nie nękały.
W myślach widziałem uśmiech Zelo.
Czułem spokój.
Następnego nie pojawił się w szkole.
A ja nie mogłem zacząć żyć. ~

C.D.N.
Sai

No ja nie wiem co robię, zakochuję Youngjae w Zelku, niech będzie, i tak jest frajerem XD