poniedziałek, 21 października 2013

Mały bonusik dla beboczków. ~

Tutaj w 17:40 min jest supah fanserviceowy dens Kookiego i Namjoona, który osobiście uwielbiam i, którym z radością się dzielę. W zamian za krótki spam zdj do Kookie Monstera.
Sai.

"Nigdy więcej prania koszul"

Pierwsze prawo Sajacza. ~

 czyli wszyscy liderzy lubią swoich maknaesiów. Bo tak jest i koniec. 
Zespół: BTS (Bangtan Boys)
Paring: Kookie Monster (Jeongguk x Namjoon)
Typ: Fluff (tak kolejny... ale to nie jedyny typ, w którym piszę, serio >A<)
Narracja: Trzecioosobowa




- ... Ale muszę? - miaunkął maknae, wywracając lekceważąco oczami, w końcu wzrok zrzucając na rozmówcę.
- Nie masz wyjścia... - mruknął ten władczo.
- Ale czemu akurat ja, co?
- Nie marudź... - lider wstał, po czym zbliżając się do młodszego, powoli odpiął pierwsze guziki czarnej koszuli.
Maknae rzucił znudzony wzrok gdzieś w dół. Uniósł go dopiero gdy półnagi hyung stanął przed nim, z koszulą w wyciągniętej dłoni.
- Trzymaj. - rzucił krótko, podając rozmówcy ubranie.
Ten parsknął, buntowniczo, chwytając je jednak i kląc pod nosem.
- Czemu ja muszę Ci prać koszule!? - warknął jeszcze, wywracając oczami.
 - Masz zaszczyt, a nie musisz. - słodko wysyczał Rap Monster, klepiąc Junga w ramię.
Maknae ruszył w kierunku łazienki, nie zwracając uwagi na docinki starszego.
Rozeszli się w dwie strony, lider porwał z pokoju luźny T-shirt i wrócił do reszty zespołu.
- Znowu go wykorzystujesz, Mon? - mruknął mu na przywitanie Jimin.
- Sam chciał, miałem mu odmawiać? - odparł rozbawiony hyung, czochrając włosy wokalisty.
 Ten prychnął z lekkim uśmiechem na ustach. Fakt, że mimo wszystko każdy uśmiechał się, na wydźwięk słów "wykorzystany Kookie". Nie to, żeby go nie lubili, wręcz przeciwnie - wszyscy go uwielbiali, dlatego tak luźno do tego podchodzili.
- Kiedyś Ci przywali, zamiast prania, to się zdziwisz! - parsknął śmiejąc się głośno Suga, po czym upił łyk ze swojej puszki Yebisu.
- W ogóle jak to japońskie, da się znieść? - spytał lider, siadając obok przyjaciela i gdy ten odstawiał piwo, porywając je, i kradnąc mu kilka łyków.
- Mi tam leży. - mruknął J-hope, obracając puszkę w dłoniach, czytając eytkietkę i spijając nieco.
- Da się znieść, ale wolę nasze. - dodał V zerując i odstawiając pustą puszkę na stolik.
- Mhm... dobre. - stwierdził po chwili lider, oddając puszkę przyjacielowi i otwierając własną.
Po pewnym czasie tego typu luźnych rozmów, do pokoju wślizgnął się maknae.
 - Kookie, jak się prało? - zakpił Suga, na co Namjoon parsknął śmiechem, o mało co nie dławiąc się alkoholem.
- Cudownie, ubóstwiam zapieprzać dla Pana Lidera. - rzucił morderczy wzrok na śmiejącego się rapera, po czym wywrócił oczami i usiadł przy J-hopie. Ten objął go ramieniem i zachichotał.
- Nie znęcajcie się nad nim, jeszcze się obrazi. - mruknął głaszcząc czuprynę Jeonga i chichocząc ponownie.
Maknae siedział z założonymi rękami i patrzył w dół.
 - Nawet nie może się napić, dajcie mu spokój. - obruszył się Jimin, pobłażliwie spoglądając na młodszego.
- Ty się Jimin nie odzywaj, sam jesteś niepełnoletni! - krzyknął Jin z cwanym uśmieszkiem.
 - Oj cicho, nikt wcale tego nie widzi... no... - odkrzyknął chłopiec, śmiejąc się głośno, lekko już pochmielony.
Towarzystwo wybuchło salwą głośnego rechotu, oczywiście poza Jung Kookiem, który dalej kulił się obok J-hopea.
- Oj już się tak nie denerwuj, młody! - rzucił do niego lider.
 Gdy chłopiec ponownie chcąc zabić go wzrokiem spojrzał na hyunga, ten uprzedził jego zamiar, puszczając mu oczko. Młodszy speszył się i powrócił do poprzedniej pozy. Raper przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, po czym wstał i udając się do wyjścia, położył Jeonggukowi dłoń na ramieniu. Ten zlustrował jego twarz.
- Chodź, młody... przypomniałem sobie, że mam jeszcze dla Ciebie robotę - mruknął lider z niejednoznacznym uśmiechem.
J.K. otworzył szerzej oczy, w których zaczęła rozpalać się nienawiść. Wstał oburzony.
- Chyba sobie żartujesz! - krzyknął, wlepiając w hyunga niedowierzający wzrok.
 - E-e. Chodź, bo chwilę to potrwa. - zachichotał raper i przepchnął Jung Kooka przez próg. - My za chwilę wrócimy, nie przejmujcie się. - miauknął niewinnie, znikając tuż za maknae.
 - Liderze! Drań z Ciebie! - krzyknął za nim rozbawiony Suga, otwierając kolejną puszkę Yebisu.
 Tymczasem wspomniany przez niego lider, pędził już korytarzem wraz z maknae.
- Po co mam biec!? - wrzasnął Jeong, za hyungiem, gdy ten nagle dobył klamki swego pokoju, wpadł do niego, po czym stanął w przejściu, czekając na młodszego.
 - Ruszaj się, szybko! - popędził go jeszcze Monster, z coraz większym uśmiechem na ustach.
Ten mimo skwaszonej miny wparował do pokoju i pierwsze co, to rzucił się na łóżko, głośno dysząc.
 - Nie... huuh... nawi... uh... dzę Cię. - wysyczał w stronę lidera, podnosząc się do półsiadu i opierając na łokciach, gdy ten zamykał drzwi na klucz. - I teraz pewnie karzesz mi odkurzać, albo zmywać podłogę, co? Od razu zamieńcie mi ksywkę na "Kopciuszek". - warknął.
- Mam nadzieję, że ta praca bardziej Ci się spodoba... - mruknął raper, następnie podskakując do miejsca gdzie znajdował się Kookie.
Wślizgnął się na łóżko, po czym usadowił na kolanach młodszego, dłonią sunąc trasą wyzaczoną od jego uda, aż po szyję
- Nie wygłupiaj się, jesteś pijany. - mruknął maknae lekceważąco do hyunga, który zachichotał cichutko.
 - Po połowie piwa, młody? - szepnął kusząco lider i zanim Jeong zdołał cokolwiek powiedzieć, wpił się w jego usta.
Już po chwili został odepchnięty, delikatnie, a jednak zdecydowanie.
 - Teraz będziesz mnie wykorzystywał nawet w ten sposób? - wolakista burknął kpiąco, po czym odwrócił się od lidera wzdychając głośno.
Ten natomiast przysunął się bliżej chłopca, siedzącego teraz po turecku i objął go niespodziewanie w ramionach, głowę układając nieco przed obojczykiem maknae.
- Gniewasz się? - szepnął w końcu, trącając ucho młodszego własnym nosem.
- Trochę. - odparł ten, przybierając jeszcze bardziej obrażoną minę.
- Przepraszam. Nie złość się. To, że wszyscy sobie tak a nie inaczej żartują, nie znaczy, że bierzemy to poważnie. Jeśli taki humor Ci przeszkadza, to osobiscie zadbam o to, żeby dali Ci spokój. - lider wymruczał poważnie, blisko ucha rozmówcy.
Ten zamilkł na chwilę, mruknął coś pod nosem niedosłyszalnie, po czym odwrócił się spowrotem do rapera i wtulił się w niego zachłannie.
 - I tak Cię niecierpię, wiesz o tym. - fuknął przyciskając twarz do jego torsu.
 Namjoon uśmiechnął się delikatnie, po czym uniósł głowę chłopca ku sobie nachylając się i muskając jego usta własnymi, kilkakrotnie. Młodszy od razu złapał rytm tych pocałunków, zgrywając się z hyungiem w mgnieniu oka. Po pewnym czasie podchodów jak te, ich wargi złączyły się na dłużej, pozwalając chłopcom na wyraźniejsze poczucie siebie wzajemnie. Lider wplótł dłoń we włosy Junga, przeczesując je, gładząc i pozbawiając ładu. Ten natomiast wsunął się na kolana rapera, wykonując subtelne ruchy biodrami, już po chwili pobudzające stopniowo jego kochanka.
 Dłonie Monstera szybko otoczyły szczupłe biodra towarzysza, co dawało mu większą kontrolę nad jego ruchami.
 Takimi drobnymi gestami pobudzali się wzajemnie przez pewien czas, bez  nieprzyzwoitości, czy nadmiernie wzrosłego pożądania. Jak na lidera przystało - wszystko w granicach przyzwoitości
 - Robiłeś to już... ? - szepnął cichutko Jeong, gdy starszy zawisł nad nim, wcześniej kładąc chłopca na pościeli.
Hyung uśmiechnął się delikatnie, rzucając speszony wzrok na bok.
- Szczerze to nie... a Ty? - mruknął spoglądając na niego niepewnie.
- Mam 16 lat, przestań. - maknae prychnął, po czym objął szyję lidera i przyciągnął go, kładąc obok siebie.
 - A chciałbyś? - Mon widocznie zakłopotany, ciągle odwracał wzrok od niedoszłego kochanka.
- Z Tobą bym mógł. Chyba. - rzucił ten w odpowiedzi, chcąc zachować pozory opanowania, jednak rumieniąc się nieustannie.
 Raper ponownie usiadł okrakiem na biodrach młodszego. Podciągnął jego bluzę do góry, ukazując mięśnie brzucha chłopca. Powiódł po nich opuszkami palców, przyprawiając Kooka o dreszcze przyjemności. Sam był od niego nieco chudszy i mniej wyćwiczony, jednak fakt ten wcale lidera nie zrażał. Pomógł maknae pozbyć się bluzy całkowicie, przy okazji darząc go kolejną falą pocałunków.
 Za następny cel obrał sobie spodnie młodszego, których pozbawił go bez pośpiechu.
 Oczywiście tabu stanowiła bielizna. Ale czy powinni?
 - Hyung... chcę, żebyś wiedział, że nie jesteś dla mnie jak inni z BTS.. - wycedził szybciutko Jeongguk, układając własną dłoń, na tej należącej do Namjoona. - Mimo, że traktujesz mnie zawsze jak służkę i okazujesz mi niewiele szacunku... - mruknął niezadowolony, jednak zaraz podniósł się i przytulił do lidera wdzięcznie. - Mimo wszystko Cię kocham.
Ten uśmiechnął się i pogładził tył głowy chłopca.
 - Dziękuję, to słodkie. Jesteś na prawdę uroczy... no i wybacz za to całe wykorzystywanie, ale jakoś dziwnie uwielbiam móc Ci rozkazywać. - raper zaśmiał się cicho, po czym zsunął materiał z bioder maknae.
I zamiast chwilki, nie było ich... no tak, całą noc. ~

THE END <3
Sai.

Tak, wiem... ale opis "głębszych" przeżyć dopiero za jakiś czas, Sajacz się jak narazie wstyda >//3/> No i spam (krótki, bo nie mają ze sobą dużo zdjęć, gomennasai ;;)

 







sobota, 19 października 2013

"Masz mnie teraz bronić ~!"

The first one, 

czyli przesłodki fluff z Seungho i Mirem na pierwszym planie. 
Zespół: MBLAQ
Paring: SeungMir
Typ: Fluff
Narracja: Pierwszoosobowa (pkt. widzenia Seungho)



 Pewnego pięknego dnia, do mego pokoju wparował Mir, obwieszczając, że ma okropny, straszny, wielki i poważny problem.
Kulturalnie siedziałem sobie na łóżku czytając książkę, w okularach i z kakao na szafce nocnej, a ten dzieciak nawet nie zapukał. Co ja z nim mam...
- Seungho hyung!! Pomocy!
Wrzasnął i wskoczył bezceremonialnie na moje łóżko, siadając na kolanach moich wyprostowanych nóg, o mało co ich nie łamiąc. Obu na raz.
- O co chodzi..?
Westchnąłem odkładając książkę obok kubka z parującym napojem i zdejmując okulary z nosa.
- Joon hyung! O to chodzi!!
Zakrzyknął ponownie i skulił się, chowając głowę między moimi udami. No dobra, problemy problemami, ale nie będę sobie pozwalał. Chwyciłem jego ramiona i odsunąłem go od siebie, sam siadając w większym skupieniu po turecku.
- Ale co konkretnie Joon Ci zrobił?
- Prześladuje mnie.
Wyraz jego twarzy był komiczny, zupełnie jakby siedział przede mną skrzywdzony chiuaua, albo conajmniej jakiś, nie wiem, Luhan.
- W jaki sposób Cię prześladuje, hm?
Spytałem, nie mogąc powstrzymać cichego parsknięcia śmiechu. Jednak nie mogłem liczyć na to, że przejdzie mi to płazem.
- Liderze, nie masz prawa śmiać się, gdy jeden z członków Twojego zespołu ma problem.
Warknął obruszony maknae, po czym odwrócił się, chcąc zejść z łóżka.
- Idę do G.O., może on mnie wysłucha.
Mruknął w stylu divy i już chciał schodzić, kiedy moja dłoń złapała jego nadgarstek. Niby jego postawa wydawała mi się śmieszna i dziecinna, ale miałem dziwne poczucie, że nie chcę, żeby teraz wyszedł. Opanowałem się i postarałem wziąć jego zażalenie poważnie.
- No wybacz, to się nie powtórzy, po prostu przypomniałem sobie śmieszny moment z książki. Mów co się stało.
Skwitowałem zaciągając go spowrotem na łóżko. Oczywiście wiedział, że zmyślałem, ale udał, że uwierzył w historię z książką i usiadł przede mną ponownie.
- No bo...
Zaczął, a jego mina nabrała czegoś jak speszenie, zacząłem się serio zastanawiać, co ten zboczuch Lee mógł mu zrobić.
- Joon hyung powiedział, że chciałby ze mną chodzić.
Wydukał w końcu spłoszony raper i schował poczerwienioną twarz w dłoniach.
W sumie to nie było to takie złe, gorzej gdyby bez zgody Mira zaczął brać się za rolę rozdziewiczacza.
- Co w tym złego, Mir? Przecież chyba dużo do siebie czujecie, co nie?
- No właśnie nie.
Mruknął w odpowiedzi mój rumieniący się rozmówca i rzucił spojrzenie w bok.
- Jak to?
- A tak to, lubię go, ale nie kocham. A on zaczął na mnie napierać i mówić, że będzie mi z nim dobrze, już prawie mnie pocałował, ale wtedy do Ciebie uciekłem, hyung.
Odparł zatroskanym głosem i uniósł na mnie parę swoich wielkich, czekoladowych oczu. Nie powiem, wyglądał ślicznie, ale nie było czasu by o tym myśleć.
- Hmm... rozumiem. To faktycznie problem.
Przytaknąłem i zamyśliłem się, starając ułożyć jakiś plan, jak odciągnąc Joona od biednego maknae. Ten obserwował mnie wyczekująco.
- Liderze, pomóż mi, proszę no.
Miaunkął w końcu błagalnym głosem.
- Ale co mam zrobić, masz jakikolwiek pomysł kociaku?
Westchnąłem bezradnie, dopiero po momencie zastanawiając się czemu go tak nazwałem, on natomiast nie zwrócił na to szczególnej uwagi.
- No hyuung.. wymyśl coś proszę.
Zajęczał i opadł w niemocy na łóżko, twarzą do pościeli.
- Ehh...
Westchnąłem i opiekuńczo pogładziłem jego łopatki.
- Idź spać, jutro obiecuję, że coś wymyślę.
Szepnąłem zedcydowanym głosem, na co Mir z nadzieją w oczach podniósł się i jeszcze nieco niepewnie przytaknął, zsuwając się z łóżka. Zanim jednak wyszedł, nachylił się nade mną, delikatnie dotykając własnym, mojego policzka.
- Dobranoc hyung.
Mruknął w progu, po czym zniknął za ścianą.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, po czym chwyciłem kakao, upiłem kilka łyków, na powrót nasunąłem na nos okulary i wróciłem do lektury. Co ja mam z tym dzieciakiem...
Następnego dnia obudził mnie pewien zapach. Delikatny, jakby.. jak kwiaty. Albo owoce. Nie byłem pewien czy otwierać oczy..a jednak ciekawość zwyciężyła, powoli, bez pośpiechu rozchyliłem powieki. Ku memu zaskoczeniu, tuż obok mnie leżał Mir.
Chwila.
Skąd on sie tu wziął?
Spał spokojnie, nikomu nie przeszkadzając. Nic bym do tego nie miał, gdyby miejscem jego snu nie stało się moje, prywatne łóżko.
Podniosłem się do półsiadu, bacznie przyglądając się mojemu maknae. Próbowałem wymyślić skąd się tu wziął, a jednak jego obecność była tak absurdalna, że położyłem się z powrotem, odpuszczając sobie analizę sytuacji. Ułożyłem się wygodnie obok chłopca, łapczywie wdychając woń, jaką wydzielał. Ciekawe czemu, wczoraj nie wydawało mi się, by pachniał tak pięknie. A może nie byłem odpowiednio blisko niego, by poczuć?
Po co ja tyle myślę... Po chwili leżałem już ze zmrużonymi oczami, wtulony w maknae mego zespołu. Zasnąłem na jakiś czas.
Gdy obudziłem się jakieś pół godziny później, Mira już nie było. Nie zdziwiłem się tym razem. Było jasne, że gdy się obudzi, zniknie równie niepostrzeżenie, jak się pojawił. Szybko się ubrałem i zszedłem do kuchni, zaczynając wraz z Joonem przyrządzać śniadanie. Pomyślałem, że warto teraz pogadać o tej sytuacji między nim a raperem.
- Ehm... wiesz co, wczoraj wieczorem wbił do mnie Mir.
Zacząłem nieporadnie, nie mając pojęcia, jak rozmawia się o uczuciach.
- Mhm...
Joon nie wykazał wielkiego zainteresowania tym, co próbowałem mu delikatnie przekazać.
- No i zaczął mi opowiadać, jakieś głupoty, że coś tam niby od niego chciałeś, czy coś...
Tancerz spojrzał na mnie, na moment przestając przygotowywać posiłek. Milczał. Nie wiedziałem, czy za chwilę dostanę solidny wpierdol, czy się obrazi, czy będzie miał jeszcze inną reakcję.
A on milczał. Odezwał się dopiero po jakichś dwóch minutach.
- Chcę z nim być, jak już pewnie wiesz. Masz z tym jakiś problem?
Uniósł się brunet, spoglądając na mnie cokolwiek nie przyjaźnie.
"Broń Mira, Seuś, musisz być silny, to Ty tu jesteś liderem" powtarzałem sobie w myślach, błagając by za jedno złe słowo, nie został mi wymierzony potężny sierpowy Joona.
- Noo... znaczy bo...
Zacząłem najbardziej opanowanym głosem na jaki było mnie w tym momencie stać. Nie musiałem się starać długo, bo wkrótce po tym, zjawiło się moje wybawienie.
Do kuchni powoli wkroczył rozespany maknae.
I ja i Joon, od razu odwróciliśmy spojrzenia w jego kierunku, a on popatrzył po nas, przecierając oczy. W mig pojął charakter sytuacji w jakiej się znajdowaliśmy, oblał się rumieńcem i opuścił głowę. Po chwili milczenia uniósł na mnie błagalny wzrok. Wiedziałem, że muszę zachować się po męsku i pomóc mu za wszelką cenę.
- No więc tak.
Bąknąłem w kierunku Joona, bardziej pewny siebie przez obecność Mira.
- Mam coś do tego.
Joon chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewał, bo wytrzeszczył na mnie oczy, potem przelotnie zerknął na maknae i znów przeniósł na mnie wzrok.
- Dodatkowo...
Zaznaczyłem szybko, podchodząc do Mira i obejmując go w pasie, gestem który miał mówić "nie martw się, będzie dobrze".
- ... On też coś do tego ma.
W oczach bruneta dostrzegłem błysk irytacji. Wpadłem i to po uszy, ale teraz pozostawało mi to tylko ciągnąć dalej.
- Jeśli Mir coś ma do mojego planu, to czemu nie powiedział mi tego od razu?
Podchwycił Joon, rzucając spojrzenie na zakłopotanego maknae, tkwiącego u mego boku.
- Bo nie pozwalałeś mu dojść do słowa.
Odparłem bez zastanowienia, na co Lee podszedł bliżej mnie i warknął.
- Nie chcę być niemiły, ale wydaje mi się, że z takim tematem powinieneś zostawić mnie i Mira samego.
Stwierdził, po czym ponownie zawiesił wzrok na skulonym obok mnie maknae.
"O nie, Mir sam by sobie nie poradził." skomentowałem w myślach, po czym Joonowi posłałem tylko pobłażliwe spojrzenie.
- Nie wydaje mi się.
Odparłem, chcąc sprawiać choć wrażenie pewnego siebie.
- A to niby czemu? Ubzdurałeś sobie, że nie pasuje Ci nasz związek, więc teraz będziesz nas odciągał od szczęścia? Co Ci do moich czy jego uczuć?! Co Ci, się kurwa pytam, do mojego Mira?!
Joon wybuchnął, naskakując na mnie, tak, że Mir aż schował się z cichym jękiem za moimi plecami. No tak się nie będziemy bawić... poczułem nagły przypływ adrenaliny, po czym wiele nie myśląc wypaliłem:
- Dużo mi, dużo! Przykro mi, że nie wiesz kochany Joonie, ale Mir jest mój.
No i zrobiło się cicho. I w sumie cała nasza trójka była zszokowana. Tak, ja też. Tym, że coś taiego powiedziałem, mimo iż było to kłamstwem. Mir przez moment stał jak wryty, po czym podłapał pomysł i przykleił się do mojego ramienia. Chciał tym gestem upewnić Joona, że tak właśnie jest, że mówię prawdę.
Z niego natomiast napięcie zeszło i chyba poczuł się trochę zakłopotany, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Nasz plan-na-prędce wypalił!
- E-ehm... ja... wy-wybaczcie. Nie wiedziałem.
Joon strzelił buraczka i zakłopotany potarł kark dłonią.
Po chwili ze skruchą się uśmiechnął i poklepał mnie po ramieniu.
- Nie powinienem działać tak pochopnie. Mój błąd, Ciebie Mir też strasznie przepraszam. Pasujecie do siebie.
Mówiąc ostatnie zdanie wyszczerzył się momentalnie, mrużąc powieki i wychodząc powoli z kuchni.
- Zawołam już resztę.
Rzucił na progu, po czym już kilka sekund później, stałem sam z Mirem. Posłałem mu jedno niepewne spojrzenie, bo w sumie nie wiedziałem, czy będzie miał ochotę mnie teraz zabić, czy co...
Ten także obdarzył mnie spojrzeniem. Niby ciągle się rumienił, a jednak zaraz... wybuchnął gromkim śmiechem!
Śmiał się tak radośnie i przy tym tak uroczo, że grzechem byłoby mu nie zawtórować. Miał rację, to było tu jak najbardziej na miejscu.
Dławiąc się i dusząc od przypływów rozbawienia, maknae ułożył mi dłoń na ramieniu i opuścił nisko głowę, powstrzymując konwulsje oraz opanowując ten nieszczęsny śmiech. Gdy się podniósł, wiele nie myśląc zagarnąłem go w ramiona, wtulając w siebie mocno.
Oparł głowę o mój obojczyk i chwilę później usłyszałem cicy pomruk. Muszę przyznać, że poczułem przyjemny dreszcz. Mojego ucha dobiegł szept Mira.
- Jeśli jestem Twój, to teraz zawsze będziesz musiał mnie bronić.
Trochę mnie zamurowało. Oczywistym było, że kiedy to mówiłem, robiłem to tylko, by obronić maknae przed Joonem. I wydaje mi się, że on także o tym wiedział. Mimo wątpliwości uśmiechnąłem się, lustrując go kątem oka.
- Chcesz mnie wykorzystywać, bo jesteś małym, bezbronnym maknaesiem?
Zadrwiłem odsuwając się od niego na niewielką odległość.
- Sam to powiedziałeś.
Wzbronił się, po czym roześmiał na krótką chwilę. Dłonie ułożył na mojej szyi i z uśmiechem oparł czoło o moją głowę.
Gdy wreszcie się przekonał, bez wahania go pocałowałem. Taka sytuacja musiała przynieść to oczywiste zakończenie.
Zawsze wszystko analizuję i kalkuluję, z przyzwyczajenia. Tym jednak razem bez większych wywodów objąłem mój mały skarb, pierwszy raz będąc stuprocentowo zadowolonym z potwierdzenia się wysnutych przeze mnie, przypuszczalnych scenariuszy.

THE END. Wee ~!
Sai.


No takie to tam... pierwsze. xd
No i jak zamierzam przy każdym opowiadaniu, mały spam zdjęciami, coby się lepiej w paring wczuć. ^^ Enojy.


























Słowem wstępu ~

Witam najserdeczniej.

Jestem Sai, Saika, Sajacz... jak zwał tak zwał. To kim jestem jest mało istotne. Ważne jest to co piszę. Piszę dla ludzi. Konkretniej, dla ludzi, których shipy są "zaniedbane". Nie liczy się, czy to j-rock czy k-pop, czy może jakieś anime/manga. Uwielbiam pisać opowiadania o paringach, których nigdzie w internetach znaleźć nie można, ew nie ma ich w języku polskim (bo z doświadczenia wiem, że czytanie po angielsku nie tyle często sprawia problem, co to po prostu nie to samo). Może jestem trochę jak maszyna do spełniania życzeń, heh. ^^"

Co ważne, nie przepadam za pisaniem o związkach hetero, aczkolwiek w wyjątkowych sytuacjach i to można na mnie wymusić. Słowem - napiszę o każdym z każdym, przy odpowiednim nastroju. W przypadku wybitnej nudy piszę o swoich własnych ulubionych paringach, które nie zawsze są nieliczne, aczkolwiek które po prostu uwielbiam. ~ ^-^ W takim razie jako pierwsze pozwolę sobie opublikować kilka moich opowiadań, a już wkrótce czekam na jakieś zamówienia, prosze, zmuście mnie do pracy. x3 

Wasza Sai. ~